Ten Świat 1(60) 2005

 

Ten Świat NR 1(60)2005

www.most.org.pl/pke-ow

www.pke.mpmnet.one.pl

 

25-lecie Klubu Polskiego Klubu Ekologicznego

 

25-lecie Polskiego Klubu Ekologicznego <= kliknij aby przejsc do tematu

Archiwalia <= kliknij aby przejsc do tematu

Wielkopolska Akcja Obywatelska <= kliknij aby przejsc do tematu

 

Nasze działania

 

Konkursy ekologiczne <= kliknij aby przejsc do tematu

Czy stawy rybne szkodzą środowisku ? <= kliknij aby przejsc do tematu

Uwagi o "groźnym" podręczniku dla początkujących hodowców ryb <= kliknij aby przejsc do tematu

Nowe stanowiska dla traszki grzebieniastej <= kliknij aby przejsc do tematu

 

Edukacja ekologiczna

 

Ramienice - rzadkie i wrażliwe makroglony <= kliknij aby przejsc do tematu

Co w błocie brzęczy <= kliknij aby przejsc do tematu

Projekt zagospodarowania półwyspu zamkowego <= kliknij aby przejsc do tematu

Kwadrans na zastanowienie <= kliknij aby przejsc do tematu

Ochrona przyrody w lasach <= kliknij aby przejsc do tematu

 

 

Fotografia na okładce: Marcin Nawrocki - uczestnik konkursu "Las w obiektywie"

 

Numer zredagowali: Marek Smolarkiewicz, Andrzej M. Jagodziński

 

Rysunki: Anna Szloser

..............................................................................................................................................................................................

 

Srebrny jubileusz

25-lecie Polskiego Klubu Ekologicznego

 

Polski Klub Ekologiczny jest drugą - po Lidze Ochrony Przyrody - najstarszą i zarazem obejmującą swym zasięgiem obszar całego kraju, organizacją ekologiczną. Powstał w 1980 roku w Krakowie, a niemal jednocześnie, bo w tym samym roku, zawiązał się jego Okręg Wielkopolski z siedzibą w Poznaniu.

Kierując swoją myśl ku historii Klubu należy pamiętać, iż powstawał w zupełnie odmiennej od dzisiejszej sytuacji politycznej i społecznej. W dobiegającym swego kresu systemie totalitarnym spragnione swobody wypowiedzi elity intelektualne spontanicznie zrzeszały się, tworząc nieformalne wówczas, gdyż nie istniały procedury ich legalizacji, organizacje. Choć dziś trudno to sobie wyobrazić, w czasach działania cenzury otwarte głoszenie poglądów na temat zagrożeń środowiska nie było łatwe ani bezpieczne. Polityka ówczesnych władz nie sprzyjała ochronie środowiska, lub ją wręcz ignorowała, co - niestety - i dziś, przy niczym nieskrępowanej swobodzie zrzeszania się i wypowiedzi, nietrudno dostrzec. Okręg Wielkopolski PKE powstał 17 października 1980 roku w Poznaniu. Wniosek o jego zarejestrowanie złożono 8 kwietnia 1982 roku w Wydziale Spraw Społeczno - Administracyjnych Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu. (Obecnie rejestry stowarzyszeń prowadzą Sądy)

W skład pierwszego zarządu Okręgu Wielkopolskiego PKE weszli:

•  inż. Wojciech Luty - prezes

•  prof. dr hab. Stanisław Król - viceprezes

•  mgr inż. arch. Włodzimierz Cofta - viceprezes

•  dr Maria Madziarowa - viceprezes

•  red. Michał Sójka - sekretarz

•  dr Alina Zwolska - skarbnik

Choć minione 25 lat to okres burzliwych zmian, Klub wciąż istniał, zmieniając swoje oblicze, metody działania i skład osobowy, zachował jednak swoją ciągłość, pozostając wiernym podstawowym wartościom zapisanym w Statucie - zdecydowanej niezgodzie na wszelkie przejawy dewastacji przyrody i środowiska, niezależnie od tego, jak bardzo do swoich koncepcji przywiązane byłyby aktualne władze. W szybko zmieniającym się Świecie zaniechanie ochrony bywa nie mniej groźne, od czynnej dewastacji środowiska.

Głos mają dokumenty...

Nie jest moim zamiarem opisywanie dziejów Okręgu Wielkopolskiego PKE, nie mam zresztą ku temu wystarczającej wiedzy. Może nadejdzie czas, gdy tego rodzaju monografia stanie się dziełem historyka. Chciałbym jedynie zaprezentować zachowane najstarsze dokumenty, w posiadaniu których jesteśmy, pochodzące z początku istnienia Klubu w Poznaniu. Pomoc okazał mi w tym pan Wojciech Luty, jeden z założycieli i pierwszy prezes Okręgu Wielkopolskiego - podał datę 17 października 1980 roku zebrania założycielskiego, z którego listę obecności zamieszczamy na stronie .KLIKNIJ .. oraz potwierdził swoje autorstwo odręcznej notatki z dnia 13 listopada 1980 roku z zabrania założycielskiego Rady Tymczasowej Polskiego Klubu Ekologicznego zamieszczonej na stronie KLIKNIJ

 

Marek Smolarkieicz

prezes Zarządu Okręgu Wielkopolskiego

Polskiego Klubu Ekologicznego

 

Archiwalia

 

Protokół z zebrania założycielskiego Rady Tymczasowej Polskiego Klubu Ekologicznego w Poznaniu w dniu 13 października 1980 roku.

KLIKNIJ

Lista obecności n sesji

KLIKNIJ

 

Fotografie: Stanisław Ossowski - zdjęcia z demonstracji 26 kwietnia 1989, zdjęcia pochodzą z Gazety Poznanńskiej KLIKNIJ

Ulotka WAO (fot. autora) KLIKNIJ

 

Wielkopolska Akcja Obywatelska

 

 

Problem ekologii nabrzmiewał w Polsce pod koniec lat 80. Rządy komunistyczne doprowadziły do niesłychanej dewastacji środowiska przyrodniczego, a do tego rozpoczęły budowę elektrowni atomowych, co - zważywszy na katastrofę radzieckiej elektrowni w Czarnobylu w roku 1986 - musiało budzić poważne obawy społeczeństwa. Tematyka ekologiczna powoli stawała się coraz głośniejsza.

Jedną z planowanych przez władze elektrowni była "Warta", którą zamierzano zbudować w Klempiczu, niedaleko Poznania (ówczesne województwo pilskie). Energiczne protesty przeciw tej inwestycji w różnej formie podjął wielkopolski Okręg Polskiego Klubu Ekologicznego. PKE był wówczas jedyną legalną organizacją o charakterze proekologicznym w PRL.

Legalnie przeciw władzom

 

Wybuch elektrowni w Czernobylu w 1986 roku uświadomił, z jakim zagrożeniem wiązać się może rozwój energetyki jądrowej. Wśród wielu spraw, którymi zajmował się wielkopolski PKE pod koniec lat 80., właśnie protesty przeciwko budowie elektrowni atomowej "Warta" stały się głównym polem jego działalności. Podjęto szeroko zakrojoną akcję zbierania podpisów przeciwko tej inwestycji, mogąc przesłać swoje stanowisko do Sejmu i Urzędu Rady Ministrów poparte przez 80 tysięcy ludzi. 12 grudnia 1988 r. odbyła się pierwsza legalna demonstracja przeciwko Klempiczowi, zorganizowana właśnie przez PKE. Polski Klub Ekologiczny stanął na czele frontu działań legalnych wymierzonych przeciwko planom władz, stając się platformą spotkań i działań wielu osób - często związanych z opozycją, które niekoniecznie wiązały się z Klubem w sposób organizacyjny. Samo protestowanie przeciwko zamierzeniom władz, nawet z pobudek ekologicznych, było zresztą w państwie niedemokratycznym działaniem de facto politycznym, trudno jednoznacznie rozgraniczyć co nazwać można działaniem ekologicznym, a co politycznym.

Próbując wychodzić z problemami ekologicznymi do nowych grup, oraz zwiększać siłę własnego oddziaływania które - z uwagi na brak dostępu do oficjalnych środków przekazu - było niewielkie, zarząd wielkopolskiego PKE zadecydował o włączeniu się w działalność w ramach WAO - Wielkopolskiej Akcji Obywatelskiej.

 

Wielkopolska Akcja Obywatelska

 

WAO powstała 17 stycznia 1989 roku w Poznaniu. Z inicjatywą tą wystąpił Wielkopolski Klub Polityczny "Ład i Wolność", a jej autorem i animatorem był członek Zarządu tego stowarzyszenia, Zbigniew Czerwiński. "Ład i Wolność" był pierwszą po stanie wojennym legalną organizacją opozycyjną, zarejestrowano go w Poznaniu już w maju 1988 roku. Działał w formie stowarzyszenia, głosząc poglądy konserwatywne, wolnorynkowe i katolicko - narodowe. Członkami Klubu, który działał też w Gorzowie i Koninie, byli m.in. Marek Jurek, Marcin Libicki, Paweł Łączkowski, Hanna Suchocka i Krzysztof Skubiszewski.

Wstępne założenia WAO mówiły, że miała ona być porozumieniem rożnych organizacji, grup nieformalnych i aktywnych obywateli. Uznając ówczesną chwilę jako czas "cywilizacyjnego regresu i ekologicznej katastrofy", proponowano zjednoczenie "społecznych wysiłków i przejścia do ofensywy, by przełamać klimat niemożności i beznadziei". Inicjatywa ta miała służyć stworzeniu forum dla spotkania rożnych grup i organizacji, uzgodnieniu programu współpracy regionalnej, opracowania "Programu dla Wielkopolski" oraz zmobilizowania społeczeństwa Wielkopolski wokół jego realizacji. Wstępny program WAO obracał się wokół sześciu zagadnień - integracji Wielkopolski, zdrowego życia, przedsiębiorczości i własności, praworządności i godziwego prawa, samorządu lokalnego i zawodowego oraz pluralizmu społecznego i politycznego. Program ten był w dużej mierze powieleniem postulatów Klubu "Ład i Wolność".

Genezę nazwy WAO wyjaśniał jej autor, Zbigniew Czerwiński. "Wielkopolska" odnosiło się nie tylko do nazwy geograficznej, ale i do tutejszego etosu, specyficznego przeżywania polskości. "Akcja" miała za zadanie wskazania, że chodzi o czyn, a nie tworzenie kolejnego grona dyskusyjnego. Wreszcie "obywatelska", bo tylko inicjatywa obywatelska może poradzić sobie z problemami, z którymi nie radzi sobie niewydolne komunistyczne państwo. Państwo to powinno jedynie przestać przeszkadzać w rozwiązywaniu problemów.

"Ładowi i Wolności" udało się zachęcić do udziału w WAO m.in. Poznańskie Towarzystwo Przyjaciół Nauk. Gdy 17 stycznia 1989 roku podpisano oświadczenie powołujące WAO, podpis pod nim złożył ze strony wielkopolskiego PKE jego prezes, Ryszard Gołdyn. Oprócz niego podpisali się - Zbigniew Czerwiński z "Ładu i Wolności", Kazimierz Stępczak z Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, Alina Zwolska z Towarzystwa Miłośników Puszczykowa i Wielkopolskiego Parku Narodowego, Leon Grochowicz z Koła Polskiego Klubu Ekologicznego w Szamotułach, Leonard Szymański, Maria Kozłowska-Koschel i Regina Kalza-Klatt z Klubu Inteligencji Katolickiej w Poznaniu. WAO stało się porozumieniem organizacji, grup i osób pragnących stworzyć regionalną grupę nacisku na rzecz ochrony środowiska. Organizacje uczestniczące w WAO, miały wspierać jej działalność w ramach swoich uprawnień statutowych. Ponieważ nie opracowano programu dla WAO, zdecydowano, że pierwszoplanowym zadaniem będzie zwalczanie zjawisk powszechnie postrzeganych za negatywne i szczególnie groźne dla środowiska. Takim pierwszoplanowym zadaniem było nakłonienie władz do rezygnacji z budowy Elektrowni Atomowej "Warta" w Klempiczu.

Osoby które podpisały się pod pierwszym dokumentem tworzącym WAO uznano za jej rzeczników - będących jej reprezentantami i koordynatorami jej prac. Podjęto wspólną działalność pod nazwą WAO, która - choć krótka - przynieść miała spektakularne osiągnięcia. Przede wszystkim udało się zorganizować dwie wielkie demonstracje ekologiczne przeciwko Klempiczowi. Demonstrowanie było właściwie jedyną możliwą formą przekazania społeczeństwu obiekcji wobec budowy elektrowni, bo na większość zagadnień ekologicznych w mediach istniały zapisy cenzorskie.

 

Przeciw Klempiczowi

 

Już 23 lutego 1989 roku w ramach WAO zorganizowano spotkanie pod hasłem: "Klempicz - Nie!", prowadzone przez Zbigniewa Czerwińskiego, który apelował o ducha solidarnego współdziałania, obywatelskiej troski i "akcję", czyli działanie konkretne. Ryszard Gołdyn przedstawił najbliższe plany WAO, czyli demonstracje, akcje ulotkowe i zbieranie podpisów przeciwko budowie elektrowni w Klempiczu. W kwestii Klempicza zebrani byli zgodni - przy ówczesnych, najprostszych i nierozwiązywalnych problemach gospodarczych, taka elektrownia musi po prostu wybuchnąć.

Pierwsza manifestacja zorganizowana pod egidą WAO odbyła się 16 marca 1989 roku. Legalna demonstracja ekologiczna pod prostym hasłem: "Klempicz - nie!" rozpoczęła się o 15-tej na ulicy Półwiejskiej. Nastąpił przemarsz ulicami Półwiejską i Wrocławską do Starego Rynku, i choć w decyzji o zezwoleniu na manifestację wydanym przez Urząd Dzielnicowy mowa była o 100 uczestnikach, to przed Ratuszem odbył się już kilkutysięczny wiec. Podczas przemarszu do manifestacji dołączali mieszkańcy miasta, całość odbyła się jednak w sposób zorganizowany i spokojny. Manifestanci co jakiś czas zatrzymywali się i skandowali hasła, ponawiając swe postulaty - nie tylko zaprzestania prac w Klempiczu i wstrzymania wycinki lasu, ale także dopuszczenia przeciwników energetyki jądrowej do środków przekazu oraz stworzenia możliwości swobodnego wypowiadania się społeczeństwa w tej sprawie. Do tego domagano się wprowadzenia alternatywnych źródeł energii i spójnego programu oszczędnościowego, zwłaszcza w marnotrawiącym ją przemyśle.

Do tych kwestii powrócił Ryszard Gołdyn, który pod Ratuszem mówił o bezsensie planowanej inwestycji w Klempiczu. Odnosząc się do widma przymusowych wyłączeń prądu, przypominał, że gospodarstwa domowe zużywają ledwie kilkanaście procent wytwarzanej energii - reszta zaś przypada na przemysł, który w Polsce jest kilkukrotnie bardziej energochłonny niż na świecie. Mówił też o alternatywnych źródłach dla "czystej" energii, przedstawił szereg możliwych rozwiązań - elektrowni gazowo-parowych, filtrów, uzdatniania i wzbogacania paliwa węglowego. Natomiast Zbigniew Czerwiński, który przemówił następny, opowiadał o WAO, jej celach i wzywał do jej poparcia.

Dnia 29 marca prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej (WRN) wydało oświadczenie, w którym napisano, że Sejm powinien ponownie rozpatrzyć sprawę rozwoju energetyki jądrowej, a kwestia budowy elektrowni w Klempiczu powinna być oparta na opinii społecznej. W związku z tym 5 kwietnia 1989 WAO przekazała WRN swój apel, by ta wezwała władze centralne do natychmiastowego wstrzymania prac przygotowawczych w Klempiczu.

Druga legalna demonstracja zorganizowana przez Wielkopolską Akcję Obywatelską odbyła się 26 kwietnia 1989 roku, w trzecią rocznicę wybuchu elektrowni atomowej w Czarnobylu. W apelu o wzięcie w niej udziału Ryszard Gołdyn w imieniu WAO w podniosłym tonie wzywał "Poznańczyków, Wielkopolan i Polaków", którym nieobojętny jest los naszego regionu i naszych dzieci do wzięcia w niej udziału. W jej trakcie domagano się natychmiastowego zaprzestania budowy elektrowni atomowej w Klempiczu. Przemawiał Ryszard Gołdyn, który przypomniał tragedię sprzed trzech lat i przedstawił zagrożenia, jakie niesie budowa elektrowni pod Poznaniem. Następnie doc. Jaroszyk przedstawił program rozbudowy alternatywnych źródeł energii. Program dalszych działań WAO przedstawili Zbigniew Czerwiński i Piotr Hardt. Według nich warunkiem poprawy sytuacji ekologicznej jest zmiana systemu sprawowania władzy, reprywatyzacja gospodarki oraz system zachęt dla inwestycji w ochronę środowiska i ponoszenie kosztów tego programu przez całe społeczeństwo. To jest warunek "przetrwania gatunku homo sapiens w wersji polskojęzycznej". Przedstawiono też program dalszych akcji, legalnych i nielegalnych.

Trudno ocenić, na ile właśnie skala protestów zmusiła władze do wycofania się z planów budowy elektrowni, a na ile było to wynikiem działania innych czynników. W każdym razie, gdy w weekend 13-14 maja 1989 roku odbywał się zorganizowany przez Wielkopolską Akcję Obywatelską "Marsz Gwiaździsty na Klempicz", władze ogłosiły już zamiar wstrzymania robót przygotowawczych przy budowie elektrowni "Warta". W sobotę 13 maja kilkaset osób ruszyło w trasy wiodące do Klempicza. Następnego dnia wraz z mieszkańcami zebrali się w Klempiczu, gdzie po Mszy nastąpiło spotkanie z opozycyjnymi kandydatami w nadchodzących wyborach. Cała impreza miała dość swobodny charakter, ze względu na wcześniejsze deklaracje władz o wstrzymaniu budowy elektrowni atomowej.

 

Nie tylko Klempicz

 

Oprócz masowych akcji, WAO podjęła też działania o innym charakterze, odbyło się kilka spotkań otwartych. Jeszcze nim podjęto akcje masowe, WAO zostało dostrzeżone i 9 marca 1989 roku Wydział Ochrony Środowiska Urzędu Wojewódzkiego do rzeczników WAO wystosował pismo, w którym wyrażał gotowość podjęcia współpracy według zaproponowanej w komunikacie z 17 stycznia formuły. Przesłano również projekt uchwały WRN ws. ochrony środowiska w województwie poznańskim do 2010 roku, proponując wspólne działania zmierzające ku osiągnięciu wyznaczonych tam celów.

1 czerwca 1989 roku w związku ze zbliżającym się dniem bez samochodu (który przypadał 5 czerwca), WAO zaproponowała wprowadzenie ulg celnych dla importu samochodów napędzanych benzyną bezołowiową i powszechną dystrybucję takiej benzyny, zaapelowano także o produkcję polskiego samochodu napędzanego benzyną bezołowiową. Do tego chciano wprowadzenia zachęt dla przedsiębiorców produkujących katalizatory i przystosowujący istniejące samochody do spalania benzyny bezołowiowej. Apel, podpisany przez Zbigniewa Czerwińskiego, skierowano na ręce Ministra Przemysłu Mieczysława Wilczka. Powodem jego wydania było katastrofalne zatrucie powietrza tlenkami ołowiu w dużych miastach.

Apel ten miał być początkiem nowej batalii WAO, po wstrzymaniu budowy elektrowni w Klempiczu. Tym razem chodzić miało o walkę o czyste powietrze. Kolejne kierunki ataku, to truciciele powietrza: elektrociepłownia Karolin i Poznańskie Zakłady Nawozów Fosforowych z Lubonia. Dnia 7 czerwca 1989 roku odbyło się jeszcze spotkanie rzeczników WAO, dotyczące elektrociepłowni Karolin. Karolin ogrzewający dużą część Poznania, był wielkim producentem dwutlenku siarki, który w reakcji z wodą znajdującą się w atmosferze, skrapla się tworząc kwas siarkowy, opadający w postaci tzw. kwaśnych deszczy. Rozważano różne pomysły dotyczące zmniejszenia emisji dwutlenku siarki, m.in. najtańszy i najprostszy, czyli spalanie węgla lepszej klasy, mniej zasiarczonego. Sprawa elektrociepłowni była już jednak epitafium dla inicjatywy WAO, przede wszystkim ze względu na zniknięcie przyczyn, dla których ją powołano. Główne zagrożenie - budowa elektrowni w Klempiczu - już nie istniało, a nadchodząca wolność pozwalała na swobodne prowadzenie działalności ekologicznej. Do tego Zbigniew Czerwiński, pomysłodawca i jeden z animatorów WAO zaangażował się w budowę życia politycznego rodzącej się demokratycznej Polski i porzucił sprawy ekologii. Wielkopolski oddział Polskiego Klubu Ekologicznego mógł już w nowych warunkach społeczno-politycznych prowadzić swobodną działalność na rzecz ochrony środowiska bez szyldu WAO.

Udało się...

WAO była inicjatywą trwającą bardzo krótko, lecz udaną. Połączenie sił ekologów i innych środowisk w realizacji wspólnego celu okazało się dobrym posunięciem, zwiększającym możliwości działania i wzmacniającym przekaz. Było trafnym rozwiązaniem, które w trudnym okresie przełomu systemowego pozwoliło na drodze legalnej wyzwolić społeczną energię i skierować ją w kierunku spraw związanych z ochroną środowiska. I przede wszystkim główne zadanie - czyli wymuszenie na władzach komunistycznych wstrzymania budowy elektrowni atomowej - zostało zrealizowane.

 

 

mgr Piotr Miłosz Pilarczyk

Wydział Prawa i Administracji UAM

.......................................................................................................................................................................

Czy stawy rybne szkodzą środowisku ?

 

... turyści mogą u nas czuć się swobodne!

 

Polska może się poszczycić dość postępowym prawem, gwarantującym swoim obywatelom swobodne korzystanie w celach turystycznych i rekreacyjnych z dóbr ogólnonarodowych, jakimi są lasy i wody. Zdecydowana ich większość jest własnością Skarbu Państwa. Pojawiają się czasem konflikty wynikające z praw właścicieli gruntów z jednej strony, a zasady swobodnego do nich dostępu z drugiej. Dość restrykcyjna pod tym względem jest Ustawa o lasach, pozwalająca właścicielom prywatnych lasów zakazywać do nich wstępu, lecz na szczęście nie zajmują one wielkiej powierzchni.

 

...wody są powszechnie dostępne!

Niemal wszystkie wody płynące, a więc rzeki i przepływowe jeziora są własnością Skarbu Państwa. W ustawie Prawo wodne zapewniono (art. 34) prawo do powszechnego korzystania ze śródlądowych powierzchniowych wód publicznych w celu zaspokajania potrzeb osobistych, gospodarstwa domowego lub rolnego (bez stosowania specjalnych urządzeń technicznych), a także do wypoczynku, uprawiania turystyki i sportów wodnych. Ustawa ogranicza też prawa właścicieli gruntów przyległych do wód publicznych, zabraniając im (art. 27) grodzenia nieruchomości w odległości mniejszej niż 1,5 m od linii brzegu, a także zakazywania lub uniemożliwiania przechodzenia przez ten obszar. Realizacja w praktyce tego zapisu nie zawsze jest łatwa; znane są przypadki, w których - pomimo decyzji właściwych organów, nakazujących rozbiórkę, nielegalnie wzniesione ogrodzenia pozostają. Można też podać miejsca (np. jez. Chrzypsko), gdzie zadano sobie niemały trud, by posesje letniskowe usytuowane w pobliży jeziora nie utrudniały dostępu do niego.

Ten sam artykuł prawa wodnego inaczej jednak traktuje stawy rybne, wyłączając z powyższych zakazów wody należące do tzw. obrębów hodowlanych.

Tak więc gospodarstwa rybackie stanowią oddzielny problem. Uregulowania zawarte w Ustawie o rybactwie śródlądowym i przepisach wykonawczych sprawiają, że tereny stawów rybnych cieszą się specjalnymi względami, a ich użytkownicy mogą najzupełniej bezkarnie niszczyć środowisko. Stanowi ona, iż "uprawniony do rybactwa", po ustanowieniu przez Wojewodę obrębu hodowlanego zyskuje szczególne prawa, zwłaszcza praktyczny zakaz wstępu na ten teren dla osób postronnych. Mógłby ktoś spytać: "cóż w tym dziwnego? Przecież gospodarstwa rolne też pozostają zamknięte" Odpowiedź jest prosta - wokół dużych ferm również istnieją nabrzmiałe problemy wynikające z ich uciążliwości dla środowiska. Nie są one przy tym, tak jak stawy rybne, usytuowane w dolinach rzek, a więc miejscach szczególnie atrakcyjnych przyrodniczo, krajobrazowo i turystycznie oraz wybitnie wrażliwych na zanieczyszczenia. Ustawodawca zastrzegł wprawdzie możliwość wstępu do obrębów hodowlanych, po uprzednim uzgodnieniu (art. 13.1) z uprawnionym do rybactwa, lecz...

 

.. .jak uzgadniać?

 

Jak więc należy postąpić, aby - planując sobie wycieczkę - nie być zmuszonym do ominięcia najbardziej atrakcyjnych miejsc, nie narażając się jednocześnie na kłopoty? Teoretycznie sprawa jest prosta. Należy swoją wizytę uzgodnić. Jak to zrobić? To już wcale nie jest takie proste. Po pierwsze, należałoby przewidzieć, że na przeszkodzie naszej marszruty stanie obręb hodowlany, co z mapy niekoniecznie musi wynikać. Po drugie, trzeba wiedzieć, z kim dokonywać uzgodnień. Wydawałoby się, że dysponujący obrębem hodowlanym powinien być znany - jego nazwa, adres, telefon, godziny urzędowania. Darmo jednak szukać tych informacji w Internecie czy w książce telefonicznej. Rozporządzenie regulujące szczegółowo sposób oznakowania obrębów hodowlanych określa dokładnie: wielkość tablicy, jej kolor (niebieski), wielkość i grubość liter, ich kolor (żółty) i nieodzowne WSTĘP WZBRONIONY. Zapomina tylko o najważniejszym - o adresie i telefonie.

Chcąc dowiedzieć się, z kim uzgadniać przemarsz przez obręb hodowlany i jakie obowiązują tu procedury, sięgneliśmy do samego źródła - zapytaliśmy o to Wielkopolski Urząd Wojewódzki, gdyż nie kto inny, jak Wojewoda, wydając odpowiednie decyzje, ustanawia obręby hodowlane. W odpowiedzi przeczytaliśmy, iż takie uzgodnienie nie jest procedurą administracyjną (nie wiemy więc, jaką), a po wykaz obrębów hodowlanych skierowano nas do... Urzędu Statystycznego. Tak więc sprawa wydaje się poważna, skoro Urząd Wojewódzki próbuje uchylić się od udzielenia informacji publicznej, wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi. Wniosek nasuwa się prosty - widocznie jest tam coś do ukrycia. Można się gubić w domysłach, cóż w rybactwie może być tak sekretnego, że rybacy obawiają się wzroku turystów. Jeden przynajmniej powód wydaje się pewny - niektórzy dysponenci stawów rybnych zapominają, że...

 

...to nie jest safari!

 

Łaskawa dla hodowców ryb jest także Ustawa o ochronie przyrody. Choć potrafi narzucać bardzo dokuczliwe rygory osobom, które chciałyby złowić czy choćby tylko sfotografować zwierzę objęte ochroną gatunkową, to dopuszcza istotne wyjątki na stawach rybnych uznanych za obręby hodowlane. Spośród kręgowców wyłączone spod ochrony są na nich: czapla siwa, kormoran czarny oraz wydra. Zważywszy, że wymienione ptaki są tam częste, skutek jest czytelny: na stawach rybnych zawsze, o każdej porze roku, wolno strzelać , a że ich dysponenci chętnie korzystają z tego przywileju przekonać się łatwo, zwiedzając takie obręby. Odgłosy wystrzałów nie są tu rzadkością, a z uwagi na zakaz wstępu trudno komukolwiek - poza strzelającym - stwierdzić, jakie zwierzęta rzeczywiście są celem. Lista potencjalnych ofiar jest długa, gdyż doliny rzeczne są siedliskiem atrakcyjnym dla wielu gatunków. Szczególnie łatwym celem są ptaki. Mogą też padać ofiarą pułapek - nielegalnych nawet w obrębach hodowlanych, gdyż działających niewybiórczo, a montowanych gdzieniegdzie, np. w okolicach Sierakowa. Mają one postać gęsto przeciągniętych nad stawem cienkich drutów, na których lądujące ptaki muszą się rozbijać.

Nad bezpieczeństwem zwierząt chronionych teoretycznie powinna czuwać...

 

... Państwowa Straż Rybacka,

 

o czym wspomina paragraf 6.1.2) jej regulaminu. Powszechnie jednak wiadomo, że podstawowy kierunek jej działania obejmuje walkę ze złodziejami ryb, którzy potrafią być dobrze zorganizowani i narażać hodowców na straty. Cóż to jednak może obchodzić uczciwego turystę, którego traktuje się na równi ze złodziejem i - "na wszelki wypadek"- zabrania mu się wstępu w okolice stawów. Tak więc Skarb Państwa, któremu notorycznie brak pieniędzy na wszystko, a na ochronę przyrody w szczególności, lekką ręką funduje firmę ochroniarską hodowcom ryb, będącym przecież indywidualnymi podmiotami gospodarczymi.

Na stawach liczy się wyłącznie szybki przyrost ryb, dlatego są one intensywnie dokarmiane, a wrogowie naturalni niszczeni. Niewielka tylko część biogenów zawartych w karmie zostaje wbudowana w biomasę ryb, większość pozostaje w wodzie sprawiając, że...

... wody spuszczane ze stawów rybnych to ścieki!

 

Prawo wodne (art. 9.1.14)f) ) mówi, iż do ścieków zaliczamy wody wykorzystane, odprowadzane z obiektów gospodarki rybackiej, jeżeli występują w nich nowe substancje lub zwiększone zostaną ilości substancji w stosunku do zawartych w pobranej wodzie. Dotyczy to wód ze stawów o intensywnej hodowli, a jednak ich dysponenci nie ponoszą opłat, choć z ustawy wynika, że powinni. Istnieje wprawdzie Rozporządzenie Ministra Środowiska z dnia 29 listopada 2002 r. zezwalające odprowadzać wody z hodowli ryb łososiowatych pod warunkiem, że spełniają określone w nim normy. Rozporządzenie jednak milczy na temat innych rodzajów stawów, zwłaszcza karpiowych. Wody z nich pochodzące pozostają więc ściekami. Tak się jednak składa, że służby ochrony środowiska tego nie dostrzegają i pozwalają swobodnie je spuszczać, wprost do rzek.

 

mgr Marek Smolarkiewicz

prezes Zarządu Okręgu Wielkopolskiego

Polskiego Klubu Ekologicznego

 

 

.......................................................................................................................................................................

 

Uwagi o "groźnym" podręczniku dla początkujących hodowców ryb

 

Zwykliśmy uważać, że do niszczenia przyrody przyczyniają się ludzie nieoświeceni i bezmyślni . Uznałem jednak ten pogląd za błędny po lekturze książki autorstwa Janusza Guziura " Chów ryb w małych stawach", wydanej przez Oficynę Wydawniczą Hoża. Autor tej szokującej z punktu widzenia ochrony przyrody publikacji jest wykładowcą Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego w Olsztynie. Cóż takiego niezwykłego napisał ten wykształcony człowiek, że postanowiłem się z tym podzielić z Czytelnikami czasopisma " Ten Świat"? Otóż na stronie 231 czytamy takie słowa: " W naturalnych i zaniedbanych stawach drapieżne bezkręgowce można likwidować stosując nieco drastyczne środki walki. (...) wylewa się 15 - 30 litrów oleju napędowego. Zabieg ten przeprowadza się dzień słoneczny. Wylana mieszanina tworzy lepką warstwę, przez którą nie mogą przedostać się drapieżne bezkręgowce i kijanki żab, oddychające powietrzem atmosferycznym. Skutek działania takiej mieszaniny jest natychmiastowy. W czasie trucia konieczne jest zwiększenie przepływu wody w celu jej dostatecznego natlenienia." . Nie wątpię, że dla wielu zwierząt , w tym chronionych prawem, efekt będzie natychmiastowy. Po zwiększeniu przepływu wody owa trująca mieszanka przedostanie się zapewne do innych wód, również do kąpielisk i rezerwatów przyrody. Czy tam efekt także będzie natychmiastowy? Nie wiem. Wiele będzie zależało od tego czy hodowcy ryb wykorzystają każdy słoneczny dzień do lania oleju, czy tylko niektóre. A może początkujący hodowcy ryb, do których adresowana jest książka, zignorują rady pana Guziura. Wiele razy obserwowałem plamy ropy w zbiornikach wodnych i nie pomyślałem, że może to skutek działalności edukacyjnej naukowca z Olsztyna. A oto inny zaskakujący w swej treści fragment: " Największymi szkodnikami narybku są żaby (kumki) [prawdopodobnie chodzi o kumaka nizinnego, którego autor książki uważa za żabę - przypis M.Z] . W celu ograniczenia ich inwazji trzeba niszczyć skrzek żabi (...) Odłowione kijanki niszczy się.( po pognieceniu w stanie świeżym stanowią dobrą karmę dla ryb drapieżnych, a nawet zwierząt gospodarskich)".

Pozwolę sobie w tym miejscu przypomnieć, że płazy w Polsce są objęte ochroną gatunkową.

Z cytowanej pracy dowiadujemy się też o pewnych sensacyjnych odkryciach , których dotąd nigdzie nie opublikowano. Na przykład autor sugeruje, że wrogiem ryb ( szkodnikiem) może być salamandra. Ponadto, do szkodników ryb zalicza zaskrońca zwyczajnego oraz zaskrońca rybołowa (rybojad ? M.Z.). Szkoda, że autor nie ujawnił miejsca występowania w Polsce zaskrońca rybołowa, bo byłoby to naprawdę wielkie odkrycie, poza tym większość herpetologów sądzi, że zaskroniec zwyczajny na wolności odżywia się płazami. W dalszej części książki autor wylicza innych wrogów ryb, dowiadujemy się między innymi, że są nimi czaple, zimorodki, kormorany, bociany czarne i białe. Tu trzeba autorowi oddać sprawiedliwość - zaznaczył, że bocian czarny jest pod ochroną. Poza tym autor nie zachęca wcale do tępienia tych szkodników: nie wzywa do podpalania lasów i łąk, wybierania jaj z gniazd, przerabiania ich na paszę dla zwierząt gospodarskich itp. Nie nawołuje też do rozlewania ropy naftowej w miejscach stałego przebywania tych szkodników. Chwała mu za to. Jedynie makabryczne zdjęcie ma stronie 243 świadczy o tym, że autor w odniesieniu do ptaków nie zatracił swojego radykalizmu. Zdjęcie to przestawia martwą czaplę, która wisi nad stawem - zapewne ku przestrodze wszelkich szkodników.

Wrogami ryb są też oczywiście ssaki. Autor znów wylicza długą listę tych szkodliwych stworzeń, pamięta nawet o .... nornicach.

Każdy ma prawo do głoszenia swoich poglądów, nawet gdy wydają się niedorzeczne. Walka ze szkodnikami ryb powinna mieć jednak rozsądne granice i nie powinna odbywać się kosztem dóbr ogólnonarodowych. Profesor wyższej uczelni, wynagradzany pieniędzmi podatników, nie powinien otwarcie nawoływać do łamania prawa. Wierzę, że rozsądni hodowcy ryb zignorują rady doktora habilitowanego Janusza Guziura, profesora UWM.

mgr Marek Zawadzki

prezes Koła PKE Poznań - Rataje

 

.............................................................................................................................................................................

   

Konkursy ekologiczne

Jak co roku, Okręg Wielkopolski P.K.E. organizuje konkursy ekologiczne: fotograficzny, mający charakter otwarty oraz turniej ekologiczny, adresowany do młodzieży szkół ponadgimnazjalnych.

W tym roku obiektem zainteresowania fotografujących sympatyków ekologii będą bagna, bowiem temat przewodni tegorocznej edycji konkursu brzmi: "Mokradła tętnią życiem". Zdjęcia mogą przedstawiać organizmy żyjące na mokradłach oraz rolę zabagnień w środowisku.

Uczestnictwo w Turnieju ekologicznym wymaga od uczestnika poważnego zaangażowania sił poświęcenia sporej ilości czasu. Warunkiem przystąpienia do konkursu jest samodzielne wykonanie pracy na wybrany, jeden spośród trzech, tematów.

Szczegółowe regulaminy konkursów są zamieszczone na naszej stronie internetowej.

www.most.org.pl/ p ke-ow www.pke. m pmnet.one.pl

 

Zarząd P.K.E. - O.W.

................................................................................................................................................

Jak pisaliśmy w poprzednich numerach Tego Świata, Koło PKE Poznań - Rataje roztoczyło opiekę nad niewielkim stawem w centrum Poznania, w którym występuje rzadki gatunek płaza: traszka grzebieniasta. Wystąpiliśmy do Ministra Środowiska z wnioskiem o wydanie zezwolenia na odłowienie 15 osobników, które mają posłużyć do zapoczątkowania hodowli w sztucznych warunkach i aktywnej ochrony tego zwierzęcia. Obowiązek popierania jej reintrodukcji na polskie władze nakłada ratyfikowana przez Polskę Konwencja berneńska o ochronie gatunków dzikiej flory i fauny europejskiej oraz ich siedlisk, nakłada też jednak obowiązek uwzględniania doświadczeń innych państw - sygnatariuszy konwencji. By spełnić ten warunek zwróciliśmy się do pracującego dla nas wolontariusza z Holandii, Simon'a Bos'a, o dokonanie przeglądu dostępnych w Internecie informacji na ten temat.

 

 

Nowe stanowiska dla traszki grzebieniastej Triturus cristatus.

Mitigation - dosłownie - łagodzenie. Działania zmierzające do zmniejszenia negatywnego wpływu antroporesji, przez zatrzymywanie degradacji środowiska i próby naprawy zaistniałych szkód.

Translocation - przesiedlenie. Przedsięwzięcie dokonywane w sytuacji, gdy stanowisko chronionego gatunku jest zagrożone planami zagospodarowania. Polega na przeniesieniu całej populacji lub tylu osobników, ile jest możliwe, na inne stanowisko. Gdy jest ono położone blisko dotychczasowego, w tym samym środowisku, mówi się o translokacji in-situ. Gdy przemieszczenia dokonano na dużą odległość, do środowiska podobnego, lecz nie związanego z dotychczasowym - to translokacja ex-situ.

Re-introduction - reintrodukcja, to rozmyślne uwalnianie wyhodowanych w niewoli zwierząt do środowiska, w którym będą żyć samodzielnie. Dotyczy gatunków rodzimych, które żyły na danym terenie w czasach historycznych i są zagrożonych wyginięciem z przyczyn antropogenicznych, dlatego jest to jeden ze sposobów ich ochrony. Zbliżonym pojęciem jest rekolonizacja (re-colonization), polega na samodzielnym rozprzestrzenianiu się reintrodukowanego wcześniej gatunku.

Spróbuję przedstawić kilka poglądów na temat metod ochrony traszki grzebieniastej, zebranych na podstawie źródeł dostępnych w Internecie.

Jest to płaz ogoniasty, znajdujący się na liście ściśle chronionych gatunków fauny, stanowiącej załącznik do Konwencji berneńskiej. Oznacza to, że państwa - sygnatariusze konwencji zobowiązały się do ochrony tego gatunku, wraz siedliskami jego życia. Jakie metody ochrony stosuję się w Unii Europejskiej?

Jednym z ważnych zagrożeń tego gatunku są zmiany jego środowiska spowodowane działalnością człowieka. Najlepsze byłoby zwiększenie powierzchni środowisk, w których znajdują się jego siedliska i łączenie ich przez tworzenie korytarzy, umożliwiających naturalną ekspansję.

Kompleksowe plany takiej ochrony mogą być tworzone pod warunkiem znajomości rozmieszczenia stanowisk tego, dość trudnego do zaobserwowania płaza, co na ogół jest trudne do zrealizowania. (1,2) . Nie bez znaczenia są także poważne koszty takich przedsięwzięć. Jej ochrona jest prowadzona w krajach Unii Europejskiej różnymi metodami.

Zamiast takiego ogólnego planowania, lepiej stosować inne podejście, bardziej konkretne, polegające na ochronie traszki grzebieniastej w miejscu jej występowania.

Jej status ochrony sprawia, że zabronione jest płoszenie, dotykanie i odławianie bez zezwolenia (3) . Takie zakazy na ogół mają jakieś uzasadnienie, lecz nie można zapominać, że na terenach gęsto zaludnionych niepokojenie dziko żyjących zwierząt i tak jest nieuniknione.

Często wymienianym zagrożeniem (4) są rozmaite czynniki antropogeniczne - od rekreacji, do rolniczego i przemysłowego zanieczyszczenia, nie uwzględniające potrzeb przyrodniczych, Często wymóg uzyskiwania zezwoleń na zagospodarowanie jest niezbędny dla powstrzymania dalszej degradacji terenu.

Jednym ze sposobów ochrony jest prowadzenie programów łagodzących ( mitigation) skutki zagospodarowania.

Celem takich zabiegów jest zmniejszenie albo usuniecie szkód, lub - gdy nie jest to możliwe - zrekompensowanie ich skutków (2) . Gdy stanowisko chronionego gatunku jest zagrożone planami zagospodarowania, ochrona często polega na przesiedleniu (transocation). Dokonuje się tego zarówno in-situ, gdzie nowe miejsce jest tworzone w obrębie dotychczasowego terenu występowania, jak i ex-situ, gdy osobniki są rekolonizowane (re-colonizated) w innych środowiskach .

Wielka Brytania jest często na brytyjskich stronach internetowych (4) uważana za bastion traszki grzebieniastej. Przedsięwzięcia zmierzające do ochrony tego gatunku w tym kraju mogą służyć jako przykład reszcie Europy. Analiza tych działań, prowadzona pomiędzy 1990 a 2001 (Edgar, 2004) (2) rzuca nieco światła na przesiedlanie traszki grzebieniastej. W raporcie tym są poddane dyskusji wyniki ankiety, na którą odpowiadali ekologiczni konsultanci prowadzący te projekty, Gdy byli pytani o los populacji w ich pierwotnych stanowiskach, 37% respondentów uważało, że z przyczyn antropogenicznych utrzyma się tendencja spadku liczebności populacji, prowadząca nawet do wymarcia. Gdy pytano o prawdopodobieństwo zagłady populacji, jeśli antropopresja (development) miałby postępować, a nie łagodzono by (mitigation) jej skutków, odsetek twierdzących odpowiedzi wzrastał do około 80%.

Ukazuje to poglądy badaczy na temat spadku liczebności populacji, zwłaszcza na terenach zagrożonych zagospodarowaniem. W lokalnie prowadzonych programach ochrony tego gatunku od 1997 (5) , Londyn jest podawany jako przykład, gdzie 42% zanotowanych stanowisk zanikło w ciągu ostatnich 20 lat. Dla całego kraju szacuje się (4) , że ubywa ich znacznie więcej niż 2% w ciągu każdych pięciu lat.

Zachodzi pytanie, czy przesiedlanie lub reintrodukcja traszki grzebieniastej mogą być skutecznymi sposobami odwrócenia tendencji jej wymierania?Jeśli chodzi o przesiedlanie, trudno dać jedną, prostą wskazówkę. Badania prowadzone od 2000 przez Oldham & Humphries wskazują, że na 178 przesiedleń 37% było udanych (2) . Gdy rozpatrywać tylko przypadki wystarczająco udokumentowane dla stwierdzenia sukcesu (6) , odsetek wzrasta do 79%. Edgar(2004) et al., jednak zwraca uwagę, że obecność populacji rok po przesiedleniu jest zbyt wiarygodnym kryterium oceny. Używając wcześniej tego samego wskaźnika, otrzymał 87,5% w badaniach 32 stanowisk. W 56% tych stanowisk rozmnażanie się było potwierdzone w następnych latach.

Liczby te są obiecujące, ale istnieją też trudności we wprowadzaniu działań łagodzących (mitigation). Ekologiczni konsultanci (2) wskazują głównie na komplikacje z uzyskaniem pozwolenia i wymogiem opracowania lepszego planu ochrony. Zarówno dla nich samych, jak i dla inwestorów, ważne jest, by żeby zapobiegać odnajdywaniu traszki grzebieniastej, gdy jest zbyt późno, by zrobić cokolwiek konstruktywnego. Innym problemem są finanse. Edgar(2004) et al. mówi o przeciętnym koszcie 15 000 - 20 000 funtów na projekt w ich badaniach i uważa, że nie jest to niczym nadzwyczajnym. Twierdzi on, że wysokie koszty mogą zaistnieć w przypadku bardzo małych populacji traszki żyjących w skrajnych środowiskach. "Z ekologicznego punktu widzenia, w takich przypadkach może być korzystniejsze wykorzystanie środków finansowych na tworzenie nowych środowisk na terenach bardziej obiecujących, niż zużycie ich na programy łagodzące (mtigation), (pp.55-56 Edgar,2004) W takich przypadkach, w których przesiedlanie populacji in-situ może być wystarczające, przemieszczenie ex- situ jest w Wielkiej Brytanii nielegalne (2) !

Kinne(2004) wykazuje, że zarówno tworzenie nowych stanowisk, jak i reintrodukcja, mogą być tak samo udane i znaczące dla zachowania traszki grzebieniastej. W Niemczech lokalne działania polegające na corocznym wypuszczania około 60 osobników w zagospodarowanym siedlisku wykazały sukces po 3 latach, gdyż w czwartym roku znaleziono je w stawach, do których nie były wypuszczane (1) . Na terenach, na których przeżycie gatunku budzi obawy, podaje w wątpliwość pogląd, że duże obszary połączonych ze sobą nowych środowisk są ważniejsze. Małe obszary mogą mieć wysoki wskaźnik reprodukcji traszek nawet w dłuższych okresach; uważa on, że zagadnienie to powinno być dokładniej zbadane.

Jakie stąd wypływają wnioski na temat skuteczności ochrony traszki grzebieniastej? Przesiedlenia mogą z pewnością być udane, ten gatunek może być "przemieszczany". W wielu przypadkach to właśnie jest celem, by przenosząc ją z zagrożonych miejsc w inne, umożliwić zagospodarowanie terenu, na którym występowała (2) . Problemem są środki finansowe, a można je przecież zdobyć tylko na ochronę w tych miejscach, w których jej obecność została stwierdzona.

Głównym celem powinno być jednak zachowanie całości gatunku. Pierwszym, niezbędnym krokiem wydaje się być lepszy monitoring. Zarówno badania rozmieszczenia, jak i monitoring efektów przesiedleń i reintrodukcji powinny dostarczyć znacznie więcej informacji. Nawet w Wielkiej Brytanii płazy te stwierdzono tylko 3 000 spośród 18 000 stawów, w których mogłyby występować (4) . Często, po przesiedleniu populacji nie jest przewidywany ani monitoring, ani żaden sposób ochrony, zwłaszcza w dłuższych okresach (2) . Europejskie prawo koncentruje się na próbach zachowania zasobów przyrodniczych. Rezultatem są skomplikowane procedury uzyskiwania zezwoleń na odłowienie zwierząt*, jak i kosztowność projektów. W niektórych sytuacjach reintrodukcja może być najtańsza i bardzo skuteczna dla przetrwania gatunku (1) . A to rozwiązanie nie zawsze jest prawnie możliwe i popierane w krajach Unii Europejskiej.

 

S.H. Bos MA

European Voluntary Service

PKE Poznań

przekład z angielskiego - Marek Smolarkiewicz

Notes

 

(1) Http://www.int-res.com/articles/esr/2004/ESR4.pdf

(2) H ttp://www.english-nature.org.uk/pubs/publication/PDF/575.pdf (visited in March/April 2005).
(3) H ttp://www.bexley.gov.uk/service/parks/biodiv-actplan-newts.html

(4) H ttp://www.ukbap.org.uk/UKPlans.aspx?ID=619#urls + sublinks to local projects

(5) Http://www.kent.gov.uk/living/biodiversity/downloads/kbap706g.pdf (last updated Aug. 2001).

(6) H ttp://biology.bangor.ac.uk/~bss166/HJ/v10no4.html#abs8

Literature

Edgar, P. & R.A. Griffiths (2004), 'An evaluation of the effectiveness of great crested newt Triturus cristatus mitigation projects in England, 1990 - 2001.' English Nature Research Reports, number 575: Peterborough, 2004. Available on the internet at:

h ttp://www.english-nature.org.uk/pubs/publication/PDF/575.pdf (April 2005).

Kinne, O. (2004), 'Successful re-introduction of the newts Triturus cristatus and T. vulgaris.' Endangered species research 4: 1-16, Oldendorf/Luhe, 2004. Available on the internet at:

http://www.int-res.com/articles/esr/2004/ESR4.pdf (April 2005)

* w Polsce zezwolenia na odłowienie zwierząt podlegających ochronie ścisłej wydaje Minister Środowiska ( przyp. red.)

  ..........................................................................................................................................................................

 

 

PROJEKT ZAGOSPODAROWANIA PÓŁWYSPU ZAMKOWEGO NA JEZIORZE MIEJSKIM, PROPONOWANY PRZEZ
POLSKI KLUB EKOLOGICZNY - KOŁO POWIATOWE W ZŁOTOWIE

 

Zagospodarowanie półwyspu zamkowego ma na celu przywrócenie - na ile to możliwe - jego pierwotnego charakteru oraz wykorzystanie turystyczne, rekreacyjne i dydaktyczne.

Półwysep zamkowy, który dawniej był wyspą, położony jest na jeziorze Miejskim, w pobliżu ujścia rzeki Głomi. W średniowieczu istniało tu grodzisko. W początku XVII wieku Potuliccy, właściciele Złotowa, wznieśli na półwyspie zamek. Prowadził na niego drewniany most, zwany "zamkowym". Około połowy XVII wieku zamek był siedzibą wojewody poznańskiego, Andrzeja Karola Grudzińskiego, właściciela Złotowa. W czerwcu 1657 roku, po krótkim oblężeniu, wojska Karola Gustawa zdobyły i zniszczyły zamek, most rozebrano w 1870 roku, do naszych czasów z zamku nie przetrwało nic. Z całą pewnością tak gród, jak i zamek, dały początek miastu, które zaczęło powstawać na brzegu jeziora i rozbudowywać się w kierunku wschodnim. Nie miało murów obronnych, otoczone zapewne było umocnieniami drewniano - ziemnymi. Możliwe, że przy wlotach głównych szlaków komunikacyjnych istniały murowane bramy. Najwięcej danych istnieje na temat "Bramy Wodnej", w miejscu wjazdu na most Głomi.

Plan zagospodarowania proponowany przez PKE w Złotowie zakłada likwidację ogródków działkowych na półwyspie zamkowym oraz częściowe lub całkowite odtworzenie obiektów, które tam istniały: mostu zamkowego, fosy, mostu zwodzonego nad fosą, Bramy Wodnej, fragmentów murów zamkowych, a także zbudowanie czatowni dla obserwatorów ptaków, schodów z poręczami, pomostu dla wędkarzy niepełnosprawnych i tablic dydaktycznych.

 

Jerzy Wańke

Prezes Koła PKE w Złotowie

..............................................................................................................................

Ramienice - rzadkie i wrażliwe makroglony środowisk wodnych i ich ekologiczna rola

 

Charakterystyka budowy oraz zarys systematyki i ekologii ramienic

Ramienice (rząd Charales , rodzina Characeae ) to grupa makroskopowych glonów z gromady zielenic ( Chlorophyta ). Są wśród nich gatunki jednoroczne, jak i wieloletnie. Jądra komórkowe tych roślin zaopatrzone są w haploidalną liczbę chromosomów, a podział mejotyczny zapoczątkowuje rozwój osobników potomnych z powstałej po zapłodnieniu zygoty (tzw. oospory). Są to rośliny wielokomórkowe. Nie tworzą jednak właściwych tkanek i organów. Są więc plechowcami. Dlatego też poszczególne cechy ich budowy mają swoiste i niespotykane nazwy. Odpowiednikiem pędu jest nibyłodyga. W węzłach nibyłodygi wyrastają okółki nibyliści, a na nich nibylistki. Do podłoża rośliny te są przytwierdzone za pomocą chwytników. Szczegóły morfologii ramienic przedstawiono na załączonym zdjęciu (ryc. 1 KIKNIJ). Rodzina Characeae obejmuje 2 podrodziny, 6 rodzajów i ok. 400 gatunków. Polska flora obejmuje 34 gatunki należące do 5 rodzajów i obydwu podrodzin. Jedną z cech budowy ramienic jest okorowanie: rzędy cylindrycznych komórek pokrywających wzdłużnie zarówno nibyłodygi, jak też i nibyliście (ryc. 1 KLIKNIJ). Tworzą one różne typy okorowania, co jest jedną z cech wykorzystywanych w oznaczaniu tych ciekawych roślin do gatunku. Niektóre komórki okorowania (tzw. rzędy główne) wytwarzają (z nielicznymi wyjątkami gatunków) różnego kształtu i wielkości wyrostki, pojedynczo lub w pęczkach, zwane kolcami (także wykorzystywane w identyfikacji gatunków). Nie wszystkie ramienice wytwarzają jednak okorowanie. Spośród 5 rodzajów naszej flory ramienicowej te należące do podrodziny Nitelloideae : krynicznik ( Nitella ) i rozsocha ( Tolypella ) nie wytwarzają okorowania. W obrębie drugiej podrodziny - Charoideae - krynicznica ( Nitellopsis ) nie tworzy okorowania, zaś lichnotamnus ( Lychnothamnus ) - obecnie jedna z najrzadszych ramienic w Polsce i krajach sąsiednich - tworzy okorowanie niezupełne. Właściwie wykształcone okorowanie tworzą (z nielicznymi wyjątkami) gatunki z rodzaju Chara , także należącego do podrodziny Charoideae . Polski odpowiednik nazwy Chara to ramienica. Warto zwrócić uwagę, iż pojęcie "ramienice" używa się potocznie w odniesieniu do gatunków nie tylko z rodzaju Chara . Inną cechą odróżniającą rodzaje są przylistki wytwarzające się pod okółkami nibyliści. Występują one w podrodzinie Charoideae , z wyjątkiem rodzaju Nitellopsis . O przynależności do określonej podrodziny decydują jednak bardziej "specjalistyczne", a równocześnie bardziej "pewne" diagnostycznie cechy związane z budową żeńskich gametangiów (tzw. lęgni).

Ramienice występują zarówno w wodach słodkich, jak też słonych i słonawych, np. na wielu przybrzeżnych stanowiskach w Morzu Bałtyckim. W wodach słodkich występują one w jeziorach, stawach, rzekach, a nawet w czystych rowach melioracyjnych, okresowych zbiornikach lub zbiornikach o zmiennym poziomie lustra wody. Spotyka się je także w wilgotnych zagłębieniach śródtorfowiskowych i na innego typu mokradłach, np. na rzadkich torfowiskach węglanowych. Optimum występowania mają jednak w typowych ekosystemach wodnych. Pomimo tak szerokiego rozprzestrzenienia te makroglony spotykane są coraz rzadziej. Wiele gatunków trafiło na czerwone listy i uzyskało status niezwykle rzadkich, zagrożonych wymarciem i wymierających w skali międzynarodowej. Dyrektywa Siedliskowa zaleca ochronę siedlisk wodnych z obecnością tych roślin, co doczekało się także prawnego usankcjonowania w Polsce na obszarach Natura 2000. Poza tym wiele gatunków ramienic podlega od roku 2004 ochronie całkowitej.

W porównaniu z makroskopowymi roślinami (makrofitami) naczyniowymi w wodach czystych i głębokich ramienice występują na stanowiskach najgłębszych. Obecność tych roślin stwierdzono w ubogich w związki odżywcze czystowodnych (oligotroficznych) jeziorach na głębokości nawet 65 m. Mimo jednak dostosowania do warunków zacienienia, ramienice, zwłaszcza występujące głębiej gatunki duże (o średnicy nibyłodyg >1 mm), należą do roślin najwrażliwszych na proces użyźniania wód, czyli eutrofizacji, w naszych czasach spowodowanej głównie działalnością człowieka. Wraz ze wzrostem żyzności, a tym samym mętności wody, ramienice zanikają, stąd powszechnie uznawane są za wskaźniki (bioindykatory) wód czystych, w których tworzą przepiękne gęste kobierce, zwane łąkami ramienicowymi.

Tworząc gęste zbiorowiska, ramienice są nie tylko symptomem dobrego stanu ekosystemu wodnego, ale także wpływają na wzrost i utrzymanie czystości wód. Zwiększają one sedymentację cząstek z toni wodnej do osadu. Tworząc gęste darnie, stabilizują osad i przeciwdziałają tzw. resuspensji, czyli unoszeniu się cząsteczek z osadu do toni wodnej. W ten sposób powodują wzrost przezroczystości wody, tworząc pożądane przez siebie dogodne warunki świetlne, zwane z angielskiego "klimatem świetlnym" (ryc. 2 KLIKNIJ). Do procesu fotosyntezy ramienice pobierają CO 2 z jonów dwuwęglanowych, czemu towarzyszy intensywne wytrącanie CaCO 3 w postaci tzw. inkrustacji kalcytowej na powierzchni plechy ramienic (która może stanowić nawet do 60% ich suchej masy) oraz osadu dennego, co powoduje tzw. biologiczne odwapnienie wód, a równocześnie zwiększenie zawartości wapnia i węglanów w osadzie. Towarzyszy temu współstrącanie fosforu mineralnego, podstawowego czynnika (biogenu) w eutrofizacji wód, przez co staje się on biologicznie niedostępny (np. dla sinic i glonów planktonowych, tworzących w wodach bardzo zasobnych w fosfor zakwity, często z obecnością gatunków toksycznych). W ekologii ekosystemów wodnych ramienicom przypisuje się więc szczególną rolę inhibitora nadmiernego rozwoju fitoplanktonu. Nie tylko wytrącają fosfor z wody, ale także wbudowują go (a także drugi z biogenów - azot) w swoje ciała, wyłączając z obiegu na długi czas, zależnie od długości życia osobników poszczególnych gatunków. Nawet obumierając, ramienice są pułapką dla biogenów dłużej niż wiele roślin naczyniowych, gdyż całkowita mineralizacja obumarłych ramienic, a tym samym uwolnienie do wody potrzebnych sinicom i innym glonom planktonowym (a także i roślinom wyższym) związków azotu i fosforu, trwa dłużej niż w przypadku roślin naczyniowych. Szczególną uwagę badacze poświęcają allelopatii, czyli wytwarzaniu substancji chemicznych przez rośliny i hamowaniu (najczęściej, choć znane są i pozytywne oddziaływania) za pomocą tych substancji rozwoju innych roślin. Takie oddziaływania znane są zarówno wśród roślin lądowych jak i wodnych. W ekosystemach wodnych zjawisko allelopatii znane jest pomiędzy sinicami i glonami planktonowymi a makrofitami, szczególnie ramienicami. Oddziaływanie jest obustronne i "wygrywa" grupa dominująca. Chociaż badania zjawiska allelopatii wciąż trwają, wydaje się, że i z tego choćby powodu warto dbać o zachowanie w ekosystemie wodnym różnorodności makrofitów, w tym coraz rzadszych, niestety, ramienic.

 

Ramienice Wielkopolski i Ziemi Lubuskiej - stan rozpoznania i zagrożenia

Stan rozpoznania flory i roślinności ramienicowej w szeroko rozumianej Wielkopolsce (wraz z Ziemią Lubuską) jest - podobnie jak w innych regionach kraju - wciąż niewystarczający, o czym świadczy odkrywanie w ostatnich latach na tym terenie gatunków wcześniej nie notowanych. Przykładem takiego gatunku jest ramienica delikatna Chara delicatula , wcześniej podawana z czystowodnych, oligotroficznych jezior północnych regionów Polski. Obecnie roślina ta spotykana jest w omawianym regionie na wielu stanowiskach w czystowodnych mezo-eutroficznych, a także eutroficzncych wodach, głównie jeziornych. Innym gatunkiem, tworzącym rzadko spotykane i związane z mało zasobnymi, mezotroficznymi wodami, zbiorowisko, jest ramienica wielokolczasta ( Chara polyacantha ). Choć stopień rozprzestrzenienia tej rośliny wydaje się być większy niż wynikało to z wcześniejszego piśmiennictwa, należy uznać tę ramienicę, zwłaszcza gdy występuje licznie i tworzy własne zbiorowisko, za dużą rzadkość w regionie. Wśród rzadko spotykanych przedstawicieli rodziny Characeae należy wymienić także krynicznika Nitella opaca , oraz ramienicę Chara braunii (gatunek całkowicie nieokorowany, choć należący do rodzaju Chara ), osiągającą w regionie północną granicę zasięgu i - dla odmiany - występującą w żyznych stawach hodowlanych. Do największych rzadkości należy zaliczyć ramienicę Chara crassicaulis , gatunek wybitnie kalcyfilny, znany np. z torfowisk węglanowych, mający w Wielkopolsce jedyne stanowisko na Pojezierzu Gnieźnieńskim. W jeziorze Lednica od ponad trzydziestu lat znane jest jedyne (ogłoszone drukiem) w Polsce stanowisko rozsochy Tolypella glomerata . Kolejnym niezwykłym gatunkiem jest lichnotamnus Lychnothamnus barbatus (ryc. 3). Jest to jeden z najrzadszych gatunków z rodziny Characeae , zagrożony wyginięciem i ściśle chroniony w skali międzynarodowej. Nowe, nieznane dotychczas stanowisko tej rośliny autorzy niniejszego artykułu stwierdzili w 2004 roku w Jeziorze Łagowskim. Niestety, kilku innych stanowisk, podawanych wcześniej z Wielkopolski i Ziemi Lubuskiej, nie udało się odnaleźć.

Podwaliny badań ramienic w Wielkopolsce i na Ziemi Lubuskiej stworzyła śp. profesor dr hab. Izabela Dąmbska. To właśnie jej wieloletniej pracy zawdzięczamy nie tylko bezcenne informacje o stanowiskach ramienic w minionych latach, również w innych regionach Polski, ale także unikatowy i bardzo bogaty materiał zielnikowy (tzw. Kolekcja Profesor Izabeli Dąmbskiej) zdeponowany w Zakładzie Hydrobiologii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Swoim następcom prof. Dąmbska pozostawiła nie tylko cenne zbiory i publikacje, dzięki którym wnioskujemy dziś o przemianach flory i roślinności ramienicowej w czasie, ale także polski klucz do oznaczania tych ciekawych roślin. Dane o stanowiskach poszczególnych gatunków można znaleźć zarówno w publikacjach dotyczących ściśle rozmieszczenia tej cennej grupy roślin wodnych, jak też i w pracach odnoszących się do różnorodnych aspektów ekologii wód. Dzięki temu wiemy, jakie czynniki są szczególnie niekorzystne dla tych roślin. Są wśród nich przede wszystkim efekty działalności człowieka: nadmierne wykorzystanie rekreacyjne ekosystemów wodnych, zwłaszcza akwenów do tego nieprzystosowanych w żaden sposób, powszechne użyźnianie wód (spływy z pól uprawnych, zrzuty ścieków itp. oddziaływania znane od lat jako eutrofizacja) oraz niewłaściwa gospodarka rybacka. Należy podkreślić z całą stanowczością negatywny efekt zarybiania jezior amurem białym, który bardzo szybko wyjadając roślinność wodną wraz z omawianymi ramienicami zamienia jeziora, zwłaszcza płytkie, w mętnowodne zbiorniki o nikłych walorach przyrodniczych i estetycznych.

 

Literatura wykorzystana w publikacji:

Charakterystyka budowy oraz zarys systematyki i ekologii ramienic

Blindow I. 1992a. Decline of charophytes during eutrophication; a comparison to angiosperms. Freshwater Biol. 28: 9-14.

Blindow I. 1992b. Long and short term dynamics of submerged macrophytes in two shallow eutrophic lakes. Freshwater Biol. 28: 15-27.

Dąmbska I. 1964. Charophyta - ramienice. Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa.

Krause W . 1981. Characeen als Bioindicatoren für den Gewässerzustandt. Limnologica. Berlin. 13 (2): 399-418.

Krause W. 1997. Charales ( Charophycae ). Süsswasserflora von Mitteleuropa, Band 18. Gustav Fischer. Jena.

Kufel L. Kufel I. 2002. Chara beds acting as nutrient sinks in shallow lakes - a review. Aquatic Botany 72: 249-260.

Pełechaty M. 2004. Siedliskotwórcza rola ramienic a ich wartość bioindykacyjna. [W:] Zasługi Prof. dr hab. Izabeli Dąmbskiej w kształtowaniu dzisiejszego wizerunku ochrony przyrody. Sesja naukowa w 20 rocznicę śmierci Prof. dr hab. Izabeli Dąmbskiej (1927-1984). UAM Poznań, Wydział Biologii, Instytut Biologii Środowiskowej, Zakład Hydrobiologii. Poznań: 147-159.

Rommens W., Van Assche J. 2002. Competition between Chara and phytoplankton species: is allelopathy involved? Proceedings of the 11 th EWRS International Symposium on Aquatic Weeds, Moliets et Maâ (France), September 2-6, 2002: 47-50.

van Donk E., van de Bund W. J. 2002. Impact of submerged macrophytes including charophytes on phyto- and zooplankton communities: allelopathy versus other mechanisms. Aquatic Botany 72: 261-274.

Ramienice Wielkopolski i Ziemi Lubuskiej - stan rozpoznania i zagrożenia

Dąbska I. 1971. Tolypella glomerata (Desvaux) V. Leonhardi, nowy dla Polski gatunek z rodziny Characeae . Badania Fizjograficzne nad Polską Zachodnią, Seria B - Biologia, 24: 275-279.

Dąmbska I. 1962. Ramienice Ziemi Lubuskiej. Zielnik Ramienic Polski. Fasc. VIII. Nr 141-160. Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk. Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk. Poznań

Dąmbska I. 1966. Zbiorowiska ramienic Polski. Pozn. Tow. Przyj. Nauk 31(3): 1-75.

Gąbka M. 2004. Chara crassicaulis Schleicher ( Characeae ) - pierwsze stanowisko w Wielkopolsce. Badania Fizjograficzne nad Polską Zachodnią, Seria B - Botanika, 53: 81-85.

Gąbka M., Pełechaty M. 2003. Nowe stanowisko Charetum polyacanthae Dąmbska 1966 ex Gąbka et Pełechaty 2003 w Wielkopolsce. Badania Fizjograficzne nad Polską Zachodnią, Seria B - Botanika, 52: 109-112.

Gąbka M., Pełechaty M., Pukacz A. 2003. Nitella opaca (Bruzelius) Agardh ( Characeae ) w Wielkopolsce. Roczniki Akademii Rolniczej w Poznaniu - CCCLIV: 33-38.

Gołdyn R. 1984. Zbiorowiska roślinności zanurzonej Jeziora Dominickiego i Jeziora Kuźnickiego na Pojezierzu Wielkopolskim. Badania Fizjograficzne nad Polską Zachodnią, Seria B - Botanika, 34: 165-192.

Pełechaty M. 2003. Ramienice Jeziora Jarosławieckiego. Morena 10: 97 - 100. Prace Wielkopolskiego Parku Narodowego.

Pełechaty M., Guździoł E. 2002 . Ramienice Jeziora Czystego Wielkiego na Pojezierzu Lubuskim [W:] Glony różnych ekosystemów. Problemy ochrony, ekologii i taksonomii. XXI Międzynarodowa Konferencja Sekcji Fykologicznej Polskiego Towarzystwa Botanicznego, Sosnówka Górna - Karpacz: 132-133.

Pełechaty M., Pukacz A. 2004. Chara polyacantha i Charetum polyacanthae - rzadki gatunek i zbiorowisko na tle struktury roślinności płytkiego śródleśnego jeziora. Badania Fizjograficzne nad Polską Zachodnią, Seria B - Botanika, 53: 71-80.

Pełechaty M., Pukacz A. 2005. Stanowisko Lychnothamnus barbatus ( Charophyceae ) w Jeziorze Łagowskim. Fragm. Flor. Geobot. Polonica, 12(1): 119-122.

Pełechaty M., Pukacz A., Pełechata A. 2004. Co-occurrence of two stoneworts of reverse ecological spectra in the same lake ecosystem. Habitat requirements of Chara delicatula Agardh and Chara globularis Thuillier in the context of bioindication. Polish Journal of Environmental Studies, 13 (5): 551-556.

Pukacz A., Pełechaty M. 2004. Nowe stanowisko Chara braunii ( Charophyceae ) w Polsce. Fragm. Flor. Geobot. Polonica, 11: 191-196.

 

Ryc. 1. Cechy budowy ramienic na przykładzie gatunku z rodzaju Chara - Chara tomentosa , jednego z częściej spotykanych gatunków ramienic w Polsce

Ryc. 2. Nad zwartymi łąkami ramienic obserwuje się wzrost przezroczystości wody - Chara tomentosa pod okapem liści grążela żółtego

Ryc. 3. Lychnothamnus barbatus - jeden z najrzadszych gatunków z rodziny Characeae , którego nowe stanowisko stwierdzono w 2004 roku na Pojezierzu Łagowskim

 

dr Mariusz Pełechaty 1

mgr Andrzej Pukacz 2

1 Zakład Hydrobiologii, Uniwersytet im. A. Mickiewicza,

ul. Umultowska 89, 61-614 Poznań

2 Europa Fellows II, Collegium Polonicum,

Uniwersytet im. A. Mickiewicza - Europa-Universität Viadrina,

ul. Kościuszki 1, 69-100 Słubice

 

.....................................................................................................................................................

Co w błocie brzęczy, czyli owady na mokradłach

 

Mokradła stanowią formy przejściowe między ekosystemami typowo lądowymi a typowo wodnymi ( http://levis.sggw.waw.pl/ ). Wspólną cechą takich miejsc jest stałe lub okresowe przesycenie podłoża wodą. Determinuje to występowanie specyficznej dla terenów podmokłych gleby oraz rzadkiej flory i fauny.

W tych ziemnowodnych warunkach doskonale czują się owady ( Insecta ). Z wodą związana jest ponad połowa rzędów tych bezkręgowców. Stanowią one 5% wszystkich owadów występujących na Ziemi (Sandner, 1989). Czynnikami limitującymi ich występowanie na mokradłach są natlenienie i temperatura wody oraz roślinność, która służy jako źródło pokarmu lub schronienie. Owady związane z mokradłami można podzielić na 2 grupy. Do pierwszej, nielicznej, należą gatunki, związane z wodą przez całe życie. Są to w większości chrząszcze i pluskwiaki różnoskrzydłe. Druga grupa to owady, które spędzają w wodzie tylko pewne stadium rozwojowe - najczęściej jest to stadium larwalne.

 

Przystosowania owadów do życia w środowisku wodnym

 

Podstawowym problemem życia w wodzie jest oddychanie. Owady oddychają za pomocą tchawek. Aby zapobiec ich zalaniu w wodzie, wiele owadów ma tchawki wyścielone cienką warstwą wosku. Niektóre gatunki mają przetchlinki (ujścia tchawek) skupione i zebrane na końcu odwłoka w postaci długiej rurki, którą wystawiają nad powierzchnię wody. Chrząszcze zbierają znad wody drobne pęcherzyki powietrza i gromadzą je tuż pod pokrywami skrzydeł. U niektórych owadów spędzających całe życie pod wodą system tchawek został zastąpiony skrzelami i skrzelotchawkami, umożliwiającymi pobieranie tlenu rozpuszczonego w wodzie.

Drugim poważnym utrudnieniem życia w wodzie jest poruszanie się. Na lądzie owady są wyśmienitymi lotnikami. W wodzie znacznie wydajniejszym sposobem przemieszczania się jest jednak pływanie. Wiele owadów potrafi aktywnie pływać korzystając ze specjalnie przekształconych odnóży pływnych (chrząszcze), choć są i takie, które biernie unoszą się w wodzie, regulując tylko głębokość zanurzenia.

Oprócz umiejętności aktywnego pływania, pewne owady potrafią poruszać się po jej powierzchni. Są to pospolite i znane wszystkim nartniki ( Gerris lacustris ). Dzięki długim odnóżom rozkładają ciężar ciała na możliwie największą powierzchnię i korzystając z napięcia powierzchniowego wody utrzymują się na jej toni.

 

Owady występujące na mokradłach

Najpospolitszymi owadami mokradeł są komary ( Culcidae ), należące do grupy bezkręgowców, które tylko pewien etap rozwoju spędzają w wodzie. Nasz krajowy gatunek - komar brzęczący ( Culex pipiens ) składa jaja zlepione w formę łódeczki na powierzchni niewielkiego zbiornika wodnego. Z jaj wylęgają się kilkumilimetrowe larwy, które podwieszone syfonem do powierzchni wody żywią się materią organiczną pływającą w wodzie. Larwy komara brzęczącego wiszą zawsze głową w dół, podczas gdy larwy tropikalnego komara widliszka ( Anopheles maculipennis ), przenoszącego malarię, układają się poziomo. W razie zagrożenia larwy szybko nurkują w głąb wody. Poczwarki komarów, w przeciwieństwie do poczwarek innych owadów, są bardzo ruchliwe. Przeobrażanie w imago następuje tuż pod powierzchnią wody. Wkrótce po przeobrażeniu rozpoczyna się rójka. Po kopulacji samce komarów giną a samice szukają ofiary, której krwi będą mogły się napić. Krew jest niezbędna samicy do rozwoju jaj. Najczęściej atakowane są ptaki i ssaki a na terenach zamieszkałych również ludzie. Tylko samice żywią się krwią, samce odżywiają się nektarem. Pod koniec sezonu wegetacyjnego samice chowają się w zakamarkach roślinności, gdzie spędzają zimę aż do wiosny. Cały rozwój komara może trwać - w zależności od warunków - od kilku dni do kilku tygodniu.

Bardzo podobne do komarów i niezwykle liczne na naszych mokradłach są ochotkowate ( Chironomidae ). Są całkowicie niegroźne, nie odżywiają się bowiem krwią. Ich larwy mają duże znaczenie gospodarcze, gdyż są ważnym bioindykatorem zanieczyszczeń wód stojących oraz głównym składnikiem pokarmowym ryb, także tych w stawach hodowlanych. Larwy wielu ochotkowatych żyją w otwartym oceanie, gdzie mogą schodzić nawet na głębokość 60 m. Owady dorosłe żyją na lądzie, jednak zawsze trzymają się blisko terenów wilgotnych.

Na wielu silnie zalewanych obszarach spotkać można jętki ( Ephemeroptera ). Są to owady, które mogą żyć nawet kilka lat, jednak zdecydowaną większość tego czasu spędzają pod wodą, w stadium larwalnym. Dopiero gdy nadejdą odpowiednie warunki - błyskawicznie dojrzewają, przekształcając się w imago. Dorosła jętka ma delikatnie zbudowane ciało, o dużych, gęsto żyłkowanych skrzydłach. Charakteryzują się długimi czułkami i szczecinami odwłokowymi pomagającymi utrzymać równowagę w locie. Jest to jedna z najstarszych ewolucyjnie grup owadów. Skamieniałe odciski jętek znajdowane są w skałach triasowych datowanych na 230 milionów lat (Schlüter, 2003). Samce jętek mają bardzo dobrze rozwinięte oczy, zajmujące niemal całą powierzchnię głowy. Obie płcie mają silnie uwsteczniony aparat gębowy, wskutek czego nie mogą pobierać pokarmu. Larwy żyją przy dnie płytkich zbiorników wodnych odżywiając się glonami i materią organiczną. Jedynym zadaniem dorosłych jętek jest rozmnażanie się. Dorosłe owady żyją nie więcej niż kilka dni, czasem tylko kilka godzin (Reichholf-Rhiem, 1997). W tym krótkim czasie muszą znaleźć partnera, odbyć kopulację i złożyć jaja. Kopulacja odbywa się w locie przeważnie nad zbiornikami wodnymi, a jaja są "rozsiewane" bezpośrednio do wody. Wkrótce potem jętka ginie.

Podobną strategię życiową mają mało znane widelnice ( Plecoptera ). Ich larwy, podobnie jak larwy jętek, całe swoje życie spędzają w wodzie, podczas gdy owad dorosły, trzymając się terenów wilgotnych, żyje tylko kilka dni, również nie pobierając pokarmu. Owady te żyją głównie w strefie klimatu umiarkowanego, choć spotyka się je także w Australii, gdzie przybierają piękne ubarwienie. Są bardzo wrażliwe na zanieczyszczenia, dlatego ich przetrwanie stoi na razie pod znakiem zapytania.

Silnie związaną z mokradłami grupą owadów są ważki ( Odonata ). Są doskonałymi drapieżnikami i to zarówno w stadium larwalnym jak i w imago. Larwy ważek, podobnie jak larwy jętek żyją w przydennej strefie niewielkich zbiorników wodnych. Polują na drobne bezkręgowce, w tym także inne owady, a nawet larwy żab i nieduże ryby. Do łapania zdobyczy służy im "maska" (Ryc. 1).

Ryc. 1 KLIKNIJ

"Maska" larwy ważki służąca do polowania (Jurzitza, 2000)

 

Jest to specyficznie przekształcona w formę chwytaka dolna warga aparatu gębowego. Polując, larwa ważki ostrożnie podpływa do ofiary, po czym gwałtownym ruchem wyrzuca maskę i chwyta ofiarę, którą następnie pożera żywcem. Dorosłe ważki to równie doskonali drapieżcy patrolujący jeziora, starorzecza, bagna i moczary. Latają bardzo szybko i zwinnie wypatrując ofiary z pomocą wielkich, złożonych z 20000 omatidiów oczu. W każdej chwili mogą zmienić kierunek lotu, potrafią latać nawet do tyłu. U niektórych gatunków także kopulacja odbywa się w locie. Wśród współcześnie żyjących ważek jest dużo gatunków rzadkich i objętych ochroną. Należy do nich np. jedna z większych polskich ważek - żagnica zielona ( Aeshna viridis ) (Ryc. 2).

Ryc. 2 KLIKNIJ

Żagnica zielona ( Aeshna viridis )

Spotyka się ją na torfowiskach i w pobliżu niewielkich zbiorników wodnych, na skraju lasu. Ze względu na zmniejszającą się rokrocznie liczebność tego gatunku w 2004 roku wpisano ją na listę gatunków ściśle chronionych, wymagających ochrony czynnej. Wśród ważek równoskrzydłych istnymi klejnotami wilgotnych terenów Polski są świtezianki - świtezianka dziewica ( Calopteryx virgo ) (Ryc. 3) i świtezianka błyszcząca ( C. splendens ).

Ryc. 3 KLIKNIJ

Świtezianka dziewica ( Calopteryx virgo )

Łatwo je odróżnić po deseniu na skrzydłach. Świtezianka dziewica ma przednie skrzydła jednolicie ciemne, podczas gdy świtezianka błyszcząca ma tylko wielką, ciemną plamę na mniej więcej 2/3 długości skrzydła. Na razie są dość pospolite na terenie Polski. W związku jednak z ciągłym osuszaniem mokradeł i płytkich zbiorników wodnych przyszłość ich nie rysuje się optymistycznie.

Bardzo specyficzne zachowania wykazują chruściki ( Trichoptera ). Są to średniej wielkości owady, przypominające motyle. Mają dwie pary grubych skrzydeł i długie, nitkowate czułki. Ubarwione są zwykle na szaro lub brązowo. Ich uwsteczniony aparat gębowy nadaje się wyłącznie do zlizywania soków roślinnych. Są to owady o typowo nocnej aktywności. Larwy chruścików mają robakowaty kształt, silnie zesklerotyzowaną głowę i mocny aparat gębowy. Żyją przy dnie drobnych zbiorników wodnych, w specjalnych pochewkach, do których przyklejają najróżniejszy materiał, jaki znajdą na dnie. Mogą to być ziarenka piasku, żwiru, kamyki lub igły. W takim "domku" larwa dorasta aż do stadium poczwarki. Budowa domku i materiał, z jakiego jest zbudowany, bywa charakterystyczny dla gatunku. Rzadkim, wymagającym czynnej ochrony gatunkowej, jest wśród tych owadów kryniczka wilgotka ( Crunoecia irrorata ). Głównym zagrożeniem dla tego chruścika jest osuszanie bagien i skażenie wód, w których żyją jej larwy.

Drugą, mniej liczną grupą owadów związanych ze środowiskami podmokłymi są owady, które całe swoje życie, także w stadium dorosłym spędzają w wodzie. Wśród pluskwiaków różnoskrzydłych, najbardziej charakterystyczne gatunki związane na stałe z wodą to pluskolec pospolity ( Notonecta glauca ), płoszczyca szara ( Nepa cinerea ) oraz nartnik ( Gerris lacustris ). Dwa pierwsze gatunki potrafią aktywnie pływać w toni wodnej. Nartnik z kolei porusza się po powierzchni wody wykorzystując napięcie powierzchniowe cieczy.

Do życia w pełnej toni pluskolec i płoszczyca musiały wykształcić specjalny sposób oddychania. Pluskolec, podpływając do góry brzuchem do powierzchni wody gromadzi po brzusznej stronie ciała zapas powietrza. W tej też pozycji pluskolce pływają w wodzie. Polują na małe owady, ślimaki a nawet kijanki i małe rybki. Chwytają je mocnymi przednimi odnóżami a następnie wstrzykują soki trawienne i wysysają ofiarę. Płoszczyca pływa tuż pod powierzchnią wody, oddychając przez kilkucentymetrową rurkę wystającą nad toń wody. Ofiarę chwyta przekształconymi w szczypce przednimi odnóżami, po czym, tak jak pluskolce, wysysa zdobycz.

Wśród największego z rzędu owadów - chrząszczy, istnieją całe rodziny przystosowane do pełnego życia w wodzie. Są to m.in. pływakowate ( Dytiscidae ), kałużnicowate ( Hydrophilidae ) i krętakowate ( Gyrynidae ). Wszystkie cechują się opływowym kształtem ciała i gładkimi pokrywami zmniejszającymi tarcie w wodzie podczas pływania. Najbardziej znanym przedstawicielem pływakowatych jest pływak żółtobrzeżek ( Dytiscus marginalis ). Jest to prawie 4 cm długości bardzo drapieżny i świetnie pływający chrząszcz. Drapieżne są tak imago jak i larwy. Osobniki dorosłe oddychają dzięki zapasowi powietrza gromadzonemu pod pokrywami skrzydeł. Larwy oddychają za pomocą syfonu wystającego znad powierzchni wody. Kilku przedstawicieli tej rodziny m.in. pływak lapoński ( Dytiscus lapponicus ) i pływak szerokobrzeżek ( D. latissimus ) ze względu na rzadkość występowania zostały włączone na listę gatunków chronionych w Polsce. Mimo głównie wodnego trybu życia, pływaki potrafią również świetnie latać. Latają jednak głównie w nocy zasiedlając okoliczne stawy i jeziora. Do kałużnicowatych należą jedne z największych chrząszczy Europy np. kałużnica czarna ( Hydrophilus piceus ). Osiąga długość do 4,5 cm. Zamieszkuje stojące wody z gęstą roślinnością wodną. W celu nabrania powietrza podpływa ku powierzchni wody i za pomocą czułków doprowadza zapas powietrza do brzusznej strony ciała. Dawniej był to bardzo pospolity chrząszcz polskich wód. Obecnie spotyka się go coraz rzadziej. Nazwa rodziny krętakowatych pochodzi od charakterystycznego sposobu poruszania się. Krętaki, takie jak krętak pospolity ( Gyrinus natator ), pływają po powierzchni wody zataczając kręgi, wiry i różne faliste linie. Tworzy to swoisty pokaz na zwierciadle wody. Przedstawiciele tej rodziny charakteryzują się nietypowo zbudowanymi oczami. Para oczu podzielona jest przegrodami na dwie części - górną i dolną. Dzięki temu krętaki mogą widzieć jednocześnie, co dzieje się nad lustrem wody i pod wodą. Żywią się głównie opadającą na dno zbiornika materią organiczną. Czasem udaje im się coś upolować. Przytrzymują wówczas ofiarę przednimi odnóżami i rozrywają mocnymi żuwaczkami na strzępy. W rodzinach chrząszczy istnieją też poszczególne gatunki preferujące wilgotne środowiska. Należy do nich ściśle chroniony w Polsce biegacz gładki ( Carabus glabratus ). Zwykle występuje w lasach. Czasem widuje się go jednak na torfowiskach, szczególnie po obfitych opadach.

 

Mokradła w Wielkopolsce

 

Na terenie Wielkopolski duża część terenów wilgotnych rozrzucona jest na obszarze Wielkopolskiego Parku Narodowego. Większość z nich objętych zostało ochroną ścisłą. Obszary takie chroni się ze względu na rzadko występujący etap rozwoju - np. wypłycające się Jezioro Budzyńskie lub Jezioro Skrzynka będące jednym z niewielu jezior dystroficznych na tych terenach. Taka forma ochrony zapewnia jednocześnie przetrwanie charakterystycznej i często bardzo rzadkiej flory i fauny zamieszkujących te siedliska. Niektóre miejsca, jak Bagno Dębienko o ponad 21 ha powierzchni, zostały włączone w obszar ochrony ścisłej w celu zapewnienia siedlisk licznym ptakom wodnym. To zapewnia również przetrwanie wielu bezkręgowcom wodnym, w tym owadom będących w diecie rezydujących tam ptaków. Inne cenne miejsca wilgotne Wielkopolskiego Parku Narodowego to Trzcielińskie Bagno - także obszar ochrony ornitologicznej, Sarnie Doły będące obszarem mszarów torfowiskowych i siedliskiem bogatej fauny i flory. Poza tym w Parku znajduje się jedno z niewielu jezior typu kotła eworsyjnego - Jezioro Kociołek, Zalewy Nadwarciańskie - obszar wilgotnych łąk regularnie zalewanych prze wody Warty, Pojniki - oczko wodne o wieloletnich wahaniach wody i Jezioro Góreckie, będące największym tego typu obszarem chronionym na terenie parku. Jest to krajobraz jeziora rynnowego, który ze względu na unikalną florę i faunę z nim związaną uważany jest za najpiękniejszy taki teren w całym Parku.

 

Znaczenie mokradeł dla owadów

 

Głównym zagrożeniem dla terenów podmokłych jest ich przesuszenie. To woda jest podstawowym czynnikiem determinującym specyficzny charakter takich siedlisk. W celu pozyskania ogromnych pokładów torfu i żyznych osadów zalegających na mokradłach, ludzie od dawna osuszali je, bezpowrotnie dewastując te ekosystemy. Usunięcie wody z mokradeł powoduje wyschnięcie rosnących na nich hydrofitów. W ten sposób zostaje zniszczona baza pokarmowa i schronienie dla wielu owadów. Często wskutek osuszania bagien wysychają również okoliczne lasy, które czerpią wodę z tego nieprzebranego rezerwuaru słodkiej wody.

W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku zdano sobie sprawę z tego, jak ważnym ekosystemem są mokradła. Podjęto wówczas pierwsze formy ochrony, których moc prawną zebrano w tzw. Konwencji Ramsarskiej. Jest to międzynarodowa konwencja o obszarach wodno-błotnych mających znaczenie zwłaszcza jako środowisko życiowe ptactwa wodnego. Uchwalono ją 1971 roku. Siedem lat później do tej konwencji przystąpiła też Polska. Obecnie na terenach mokradeł tworzone są Parki Narodowe, rezerwaty ścisłe (np. Biebrzański Park Narodowy), a także prowadzi się prace rekultywacyjne zniszczonych przez człowieka terenów podmokłych.

Literatura

 

Gębicki C., Szwedo J. 2000: Atlas i klucz - Owady Polski, Wydawnictwo Kubajak, Krzeszowice.

Jurzitza G. 2000: Der Kosmos Libellenfuhrer, Die Arten Mittel- und Sudeuropas, Franckh-Kosmos Verlags GmbH & Co., Stuttgart.

Kaźmierczakowa R., Zarzycki K. (red.). 2001. Polska Czerwona Księga Roślin. Paprotniki i rośliny naczyniowe. Instytut Botaniki im. W. Szafera PAN, Kraków.

Reichholf J. 1998: Leksykon Przyrodniczy - Tereny wilgotne, Świat Książki, Warszawa.

Reichholf-Rhiem H. 1997: Leksykon Przyrodniczy - Owady, Świat Książki, Warszawa.

Sandner H. 1989: Zwierzęta świata - Owady, PWN, Warszawa.

Schlüter T. 2003: Fossil insects in Gondwana - localities and paleodiveristy trends, Acta Zoologica Cracoviensia 46: 345-371.

http://levis.sggw.waw.pl/ Zakład Hydrologii i Zasobów Wodnych, Katedra Inżynierii Wodnej i Rekultywacji Środowiska, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie

 

mgr Michał Żmuda

Polska Akademia Nauk

Instytut Dendrologii

ul. Parkowa 5, 62-035 Kórnik

 

.....................................................................................................................................................

KWADRANS NA ZASTANOWIENIE

W brew naszym weekendowym odczuciom środowisko naturalne (postrzegane przede wszystkim jako tzw. "łono natury") nie jest rajem pozbawionym zagrożeń. Co prawda nie stanowimy już ogniwa w łańcuchu pokarmowym żadnego z drapieżników (wyłączając kanibali), nie zagraża nam już dziś tygrys szablozęby a apetyt insektów poskromiliśmy za pomocą nieodzownych preparatów wytwarzanych przez tak znienawidzoną "chemię", ale ryzyko bezpośredniego kontaktu z Naturą pozostaje, być może nawet powiększa się. Z jednej strony świadczą o tym dochodowe "szkoły przetrwania" jednoznacznie pokazujące, że pozostawieni sami sobie w leśnej głuszy sczeźlibyśmy marnie, choć otaczałoby nas całe bogactwo lasu pozwalające na zbudowanie bezpiecznego schronienia i zaspokojenie głodu. Z drugiej strony nieodwracalny wpływ cywilizacji uczynił nas bezbronnymi wobec naturalnych, wydawałoby się zupełnie niegroźnych czynników, które nagle stały się alergenami. Duma naszej cywilizacji - wzrost liczebności osobników naszego gatunku, możliwość łatwego przemieszczania się na dużych odległościach, a wreszcie postępy medycyny które, co tu ukrywać, psują to co Natura umyśliła sobie jako dobór naturalny, uczyniły nas podatnymi na pandemie chorób, które stale nam zagrażają mimo olbrzymich wysiłków i nakładów przeznaczonych na ich opanowanie, że wymienimy tylko AIDS czy choćby grypę, których okrutne żniwo znacznie przekracza rezultat niejednej wojny.

C ywilizacyjny "bąbel ochronny" jest iluzorycznym zabezpieczeniem przed zagrożeniami środowiska, którym dzisiejszy człowiek nie jest już w stanie sprostać. Fatalne w skutkach zderzenie z szarżującym nosorożcem zastąpiliśmy co prawda cywilizowaną, choć równie śmiercionośną "kolizją w ruchu drogowym", czy znacznie mniej prawdopodobną, ale bardziej spektakularną katastrofą lotniczą. Nadal tarcza naszych technologii pozostaje jednak bezradna wobec gwałtownych sił natury - trzęsień ziemi, fal tsunami, pożarów, powodzi czy upadków meteorytów. Pojawiły się nieznane dotąd Naturze zagrożenia związane przede wszystkim z niemowlęcym okresem rozwoju cywilizacji oraz towarzyszącą mu koniecznością budowy wielkiego przemysłu, wielkiej chemii, wielkiej energetyki... Obecnie rozwijające się technologie, którymi sukcesywnie zastępujemy "ciężkie" i bardzo uciążliwe dla środowiska przemysły, bywają źródłem kolejnych utrapień dla ekologów.

Z amachy na nasze życie i zdrowie podejmowane zarówno przez siły Natury, jak i zdobycze cywilizacji wywołują nieodmiennie głośny (często bezsilny) sprzeciw, jeśli tylko jesteśmy w stanie uświadomić sobie stan zagrożenia. Wśród wielu niebezpieczeństw czają się jednak i takie, z których nie zdajemy sobie sprawy, jak chociażby ponure sypialnie o błękitnych ścianach trujące nocą swoich gości cyjanowodorem wydobywającym się z pigmentu użytego do malowania. Wśród takich nienamacalnych czynników naszego naturalnego i wytworzonego przez technologie otoczenia jest

 

promieniowanie elektromagnetyczne

 

C hoć przedmiot naszych obecnych rozważań może być dla nas zagrożeniem, przypomnijmy jednak na wstępie, że pewne rodzaje promieniowania elektromagnetycznego są niezbędne dla naszej egzystencji, jak i dla powstania i istnienia życia na Ziemi. Wprowadźmy również pewien ład w naszą dyskusję przypominając czym jest owo promieniowanie i jak możemy klasyfikować różne jego rodzaje. Zatem trochę podręcznikowej wiedzy - promieniowanie elektromagnetyczne to zbiór kwantów energii (gdy otworzymy podręcznik w rozdziale - fizyka kwantowa) lub też fala (rozdział fizyka klasyczna) będąca naprzemiennym zaburzeniem pola elektrycznego i magnetycznego (ten pozorny nieporządek - dwie równoważne definicje -jest konsekwencją pewnej fundamentalnej właściwości fal - ich charakteru falowo-korpuskularnego). Dla naszych celów wystarczy druga z tych definicji. Promieniowanie elektromagnetyczne jest zatem falą o określonej długości poruszającą się z ogromną prędkością równą w próżni 300000000 m/s (dla porównania pocisk wystrzelony z karabinu ma prędkość początkową równą "tylko" 600 m/s). Fala elektromagnetyczna w ośrodku materialnym porusza się z prędkością mniejszą (ile razy mniejszą podaje współczynnik załamania światła ośrodka).

Z acznijmy od bliższego poznania fal elektromagnetycznych z zakresu około 400 - 800 nm (nanometr to jedna miliardowa część metra - odcinek tak mały, że nie zobaczymy go pod mikroskopem; można wzdłuż niego ustawić około 10 atomów). Ten zakres odpowiada po prostu światłu - życiodajnemu strumieniowi energii dostarczanej nam od około 5 miliardów lat przez Słońce. Słońce nie jest jedynym źródłem światła. Człowiek posiadł również umiejętność jego wytwarzania, gdy nauczył się krzesać ogień. Nieco później niejaki Tomasz Edison wynalazł żarówkę - źródło światła znacznie wygodniejsze w użyciu i intensywniejsze, jednak żałośnie słabsze od słonecznego pierwowzoru. Światło jest podstawowym źródłem energii dla organizmów żywych - w pierwszym rzędzie roślinnych (inne wykorzystują tę energię w postaci przetworzonej ­- wysokoenergetycznych pokarmów zsyntetyzowanych przez rośliny). Rośliny są zdolne do pobierania tej energii dzięki zjawisku absorpcji części światła (fal o długościach z zakresu węższego, niż cały zakres fal widzialnych; o tym że białe światło składa się z fal o różnych długościach i różnych barwach od fioletowej do czerwonej można przekonać się przy użyciu szklanego pryzmatu). Absorpcja zachodzi w cząsteczkach chlorofilu i wiąże się z przejściem jednego z elektronów na wyższy poziom energetyczny. Dalej zachodzą kolejne procesy, znane biochemikom jako tzw. cykl Calvina, w wyniku którego powstają cząsteczki węglowodanów. My widzimy światło dzięki obecności w komórkach siatkówki innego barwnika - rodopsyny. Dodajmy, że to życiodajne dla roślin światło może doprowadzić nas do ślepoty, jeżeli bez żadnych zabezpieczeń będziemy bezpośrednio wpatrywać się w tarczę słoneczną. Do podobnych nieodwracalnych zmian w siatkówce może również doprowadzić nieostrożne skierowanie promienia lasera - silnego źródła spójnego i monochromatycznego światła na nasze oczy (światło monochromatyczne - wszystkie fale we wiązce mają tę samą długość, spójne - tę samą fazę).

G dy fala elektromagnetyczna staje się krótsza (niesie wtedy większą energię), staje się również niewidzialna dla naszych oczu (fale nieco krótsze od naszego zakresu widzenia dostrzegają na przykład pszczoły). Ten zakres to promieniowanie ultrafioletowe (UV). Im krótsza fala tym większa energia niesiona przez promieniowanie. Wiemy już, że światło "wzbudza" elektrony na wyższe poziomy energetyczne. Energia niesiona przez fale UV może wystarczyć więc na tak silne wzbudzenie, że elektron całkowicie ulegnie oderwaniu od cząsteczki. Niekiedy po takim procesie elektron powraca i cząsteczka odbudowuje się. Może jednak zdarzyć się, że cząsteczka wchodzi w nieprzewidziane przez jej producenta (Naturę lub chemika-technologa) reakcje chemiczne. Typowym przykładem niech będzie kawałek elastycznego PCW pozostawiony latem na słońcu. Jesienią znajdziemy zazwyczaj mocno odbarwiony przedmiot kruszący się na drobne kawałki przy niewielkim nacisku. Właściwości promieniowania UV potrafimy wykorzystać: lampy wytwarzające to promieniowanie zapala się wieczorem, gdy już wszyscy wychodzą, w gabinetach lekarskich i w sklepach rzeźnickich. Służą one do dezynfekcji pomieszczeń - UV zabija drobnoustroje podobnie, jak niszczy plastik. Niekiedy wykorzystujemy to promieniowanie do innych celów: nanosimy na przykład na banknoty znaki namalowane farbą, która świeci, gdy padnie na nią UV, co utrudnia ich sfałszowanie, opracowaliśmy czułe reakcje pozwalające określać śladowe ilości różnych substancji i wykorzystujemy je w badaniach naukowych a także badaniach lekarskich czy detektywistycznych. UV, szczególnie w większych dawkach, rozkłada wiele związków o znaczeniu biologicznym. Może nawet uszkodzić aparat genetyczny na tyle, ze wywoła bardzo niebezpieczną odmianę nowotworu - czerniaka. Nasze tkanki wymagają więc ochrony przed tym promieniowaniem. Do pewnego stopnia komórki naskórka potrafią bronić się samodzielnie. Gromadzą barwnik - melaninę, który pochłania szkodliwe promieniowanie i uniemożliwia mu wnikanie na dużą głębokość (pojawia się wtedy miła dla oka opalenizna). Jednak ryzyko zachorowania jest tak duże, że dla własnego bezpieczeństwa powinniśmy pamiętać o systematycznym używaniu w czasie lata kremów zawierających filtry nieprzepuszczające promieniowania UV, jak również przemyśleć celowość korzystania z usług solariów. Promieniowanie UV dociera do Ziemi ze Słońca. Do powierzchni Ziemi dochodzi promieniowanie przefiltrowane przez wyżej położone warstwy atmosfery. Zawarty w niej ozon absorbuje większość szkodliwego ultrafioletu. Jednak znana wszystkim ekologom "dziura ozonowa" na naszej południowej półkuli powoduje w Australii znaczną zachorowalność bladoskórych przybyszów z Europy na nowotwory skóry.

F ale elektromagnetyczne dłuższe od świetlnych to tak zwana podczerwień (IR). Podczerwień emitują wszystkie ciała o temperaturze wyższej od temperatury zera bezwzględnego, im wyższa temperatura, tym promieniowanie intensywniejsze a średnia długość fal mniejsza. Emisja i absorpcja podczerwieni jest związana ze spadkiem lub wzrostem energii oscylacyjnej i rotacyjnej cząsteczek. Podobnie jak w przypadku UV nie mamy zmysłów, które postrzegałyby promieniowanie IR, jednak wyczuwamy je jako "ciepło" ogrzewające naszą skórę. W powietrzu promieniowanie podczerwone jest szczególnie silnie absorbowane przez cząsteczki wody oraz ditlenku węgla. Dochodzi w ten sposób do wzrostu temperatury powietrza. Wraz ze wzrostem temperatury wzrasta parowanie wody. Dochodzi zatem do sprzężenia zwrotnego: w tropikach, gdzie promieniowanie IR pochodzące ze Słońca jest szczególnie intensywne, na skutek wysokiej temperatury, zachodzi silne parowanie wody. Wzrost stężenia wody w powietrzu wywołuje z kolei wzrost absorpcji promieniowania IR. I tak w kółko... Ziemia jest bardzo precyzyjnym homeostatem, którego stan może ulegać silnym zmianom pod wpływem niewielkich stosunkowo wahań stężenia gazów pochłaniających promieniowanie IR. Ich emisja do atmosfery w ilościach przekraczających poziom naturalny prowadzi do efektu cieplarnianego.

W ybierając coraz dłuższe fale dochodzimy do zakresu mikrometrów. Tak zwane mikrofale każdemu na pewno kojarzą się z kuchenką mikrofalową. Czemu zawdzięczamy karierę tego wybryku technologii, który z racji wykonywanych w domu funkcji, ma spełniać rolę ogniska domowego? Otóż to wysoce wydajne urządzenie zawiera w swojej konstrukcji magnetron ­­- potomka zwykłej lampy próżniowej, który służy do wytwarzania mikrofal. Zachowanie się substancji w strumieniu mikrofal zależy od budowy cząsteczek. Wiele z nich (wśród nich cząsteczki wody) są elektrycznymi dipolami - obiektami, które mają dwa ładunki elektryczne przeciwnego znaku rozmieszczone po przeciwnych stronach cząsteczki. W polu elektrycznym, na przykład pomiędzy dwiema elektrodami dodatnią i ujemną podłączonymi do bateryjki, cząsteczki takie starają ustawić się wzdłuż linii biegnących od jednej do drugiej elektrody, jak każe im prawo Coulomba. W zmiennym polu elektrycznym mikrofal, cząsteczki takie obracają się bardzo szybko. Obrotom towarzyszy oddziaływanie pomiędzy cząsteczkami, w wyniku czego energia ruchu obrotowego ulega dyssypacji - inaczej rozproszeniu, albo zamianie na energię chaotycznego ruchu termicznego cząsteczek. Temperatura substancji zatem szybko rośnie. Wśród substancji obecnych w naszych potrawach głównym adresatem mikrofal jest woda. Należy więc niekiedy zaczekać przed spożyciem świeżo odgrzanego w "mikrofali" dania, aby ciepło rozproszyło się równomiernie (aby podgrzaniu uległy również te substancje, które nie pochłaniają promieniowania mikrofalowego).

C zy powinniśmy obawiać się mikrofal? Rzut oka na kurczaka we włączonym piecyku mikrofalowym lub rozchodzący się wokół zapach pieczystego przeraża, gdy uświadomimy sobie, że nasze ciała nie bardzo różnią od przygotowywanego posiłku. Ręka (a może i głowa) umieszczona w piecyku przyjemnie może kojarzyć się jedynie kanibalowi. Na szczęście mikrofale, jak i większość innych fal elektromagnetycznych, nie potrafią przechodzić przez przeszkody wykonane z metalu. Pozostaje zatem wierzyć, że producent urządzenia zadbał, aby promieniowanie nie wydostawało się na zewnątrz. Specjalne zabezpieczenie w drzwiach uniemożliwia przypadkowe włączenie magnetronu w otwartej kuchence.

Z akres mikrofal sąsiaduje z kolejnymi zakresami fal o coraz większych długościach. Najpierw trafimy na fale o długościach mierzonych w centymetrach. Dzięki nim działają radary. Fale te dość łatwo odbijają się od różnych obiektów, niekoniecznie metalicznych, i w sprzyjających okolicznościach (pamiętamy chociażby z optyki: kąt padania równy jest kątowi odbicia) mogą wrócić do miejsca, gdzie zostały wyemitowane (jak echo). Dzięki tej właściwości fale radarowe znajdują ważne i ciekawe zastosowania. Przede wszystkim służą lokalizacji samolotów. Jedynie dzięki nim wypadki lotnicze pozostają na szarym końcu statystyki przyczyn gwałtownej śmierci przeciętnego obywatela. Pozwalają śledzić cyklony i określać prędkość wiatru w ich obrębie. Przydają się również przy przygotowywaniu prognoz pogody, sondowaniu gruntu, obserwacjach astronomicznych (to właśnie im zawdzięczamy mapę Wenus, której powierzchni nie można oglądać ze względu na zachmurzenie pochłaniające światło widzialne). Na koniec przypomnijmy, że fale radarowe mają również swój udział w bezpieczeństwie na naszych drogach.

N ieco tylko dłuższe fale (rzędu decymetra) to domena nowoczesnych technologii oddanych do naszego codziennego użytku. A więc przede wszystkim telefonia komórkowa. Korzysta ona z kilku pasm częstotliwości, ale właściwości stosowanego przez nią promieniowania elektromagnetycznego są zbliżone. Charakterystyczną cechą tego promieniowania (podobnie jak światła) jest tworzenie cienia tam, gdzie promienie nie mogą dotrzeć po drogach prostoliniowych. Mówimy wówczas - "nie ma zasięgu" i zżymamy się na operatorów. Sprawna telefonia komórkowa wymaga zatem budowy olbrzymich sieci stacji przekaźnikowych, aby z każdego miejsca pobytu nasza komórka "widziała" najbliższą stację. W przeciwnym razie (dla przykładu na biegunie) jesteśmy skazani na znacznie droższą telefonię satelitarną. Przez ostatnie kilka lat zżyliśmy się z naszymi komórkami, które zapewniają nam łatwy kontakt i poczucie bezpieczeństwa. Czy jednak nie narażamy się na niebezpieczeństwo ufnie zbliżając do naszych uszu generatory fal decymetrowych naszych telefonów? Zauważmy, że zmienne pole elektryczne wytwarzane przez te fale jest zdolne do wywołania obrotów dipoli wody, choć wolniejszych niż w przypadku mikrofal. Działająca komórka nieco nas zatem "podgrzewa". Jak oszacować, ile energii niesie fala wysyłana przez naszą komórkę? Łatwo wyrobić sobie zdanie kupując gadżet - niewielką naklejkę na telefon z wbudowanymi diodami luminescencyjnymi zasilanymi prądem elektrycznym z niewielkiej antenki, która z kolei czerpie energię wprost z fali emitowanej przez komórkę. Niby niewiele tej energii, a jednak... Energia fali kulistej emitowanej przez komórkę maleje wraz z kwadratem odległości, a więc nie bójmy się telefonującego sąsiada. Ale przykładać takie coś do własnej głowy?... Brak jest na razie danych epidemiologicznych na temat chorób wywoływanych przez omawiane dotąd fale. Jednak wiadomo, że wywołują one podwyższenie temperatury, zmęczenie, senność lub zdenerwowanie, bóle głowy, uczucie apatii a nawet zaburzenia pamięci. Za bezpieczne promieniowanie uważa się takie, które stwarza w rozpatrywanym obszarze średnią gęstość strumienia mocy mniejszą niż 0,1 W/m 2 . Co ciekawe, fale zbliżone do emitowanych przez telefon komórkowy zwiększają płodność nicieni, które wytwarzają pod ich wpływem więcej jaj. Jak wydaje się, przyczyna tego zjawiska nie leży jedynie w wytwarzaniu ciepła, gdyż zwykłe ogrzanie larw nicieni powoduje bezpłodność osobników dorosłych.

P romieniowanie elektromagnetyczne o zakresie długości fal mniejszym niż metr łatwo można wytwarzać i formować we wiązki. Te właściwości sprawiają, że ogromnie wzrasta zainteresowanie tymi falami jako potencjalnym nośnikiem energii. Pomysł, o ile okaże się opłacalny może mieć fundamentalne znaczenie dla naszego środowiska znękanego

elektrowniami. Zastanówmy się - wśród różnych "czystych" technologii wytwarzania energii poczesne miejsce zajmują elektrownie słoneczne. Fotoogniwa są jednak jeszcze ciągle drogie, a ich wydajność zależy od tak prozaicznych czynników, jak pogoda, czy szerokość geograficzna. Elektrownia słoneczna zawieszona w Kosmosie może przetwarzać energię promieniowania słonecznego na energię elektryczną niezależnie od pory dnia, roku, czy też pogody. Przesłanie tej energii na Ziemię za pomocą kabla jest jednak niemożliwe, choćby ze względu na ruch wirowy Ziemi. Można jednak, po zbudowaniu odpowiednich stacji odbiorczych na powierzchni Ziemi, przesyłać energię za pomocą wiązek wtórnie wytworzonych fal elektromagnetycznych.

T u mała dygresja. "Kosmiczne" fale z tego zakresu mają również nieco zaskakujące, ale przydatne zastosowanie. Lecz najpierw odpowiedzmy sobie na pytanie, w jaki sposób harcerz rozpoznaje kierunki świata. Myślę, że szanowny Czytelnik natychmiast odkurzy wiedzę zdobytą gdzieś w terenie, może właśnie na obozie harcerskim. I zacznie wymieniać: porosty na pniach, położenie Słońca lub Gwiazdy Polarnej itd. Ale w środku kamiennego miasta, przy złej pogodzie wszystkie te sposoby zawiodą. Poza jednym. Na naszej półkuli wszystkie anteny satelitarne, odbierające promieniowanie elektromagnetyczne dochodzące z zawieszonego nad równikiem satelity geostacjonarnego, zwrócone są na południe.

F ale elektromagnetyczne o długościach większych kojarzą się chyba wszystkim z rozrywką lub przesyłaniem informacji. Kolejno mamy pasma wykorzystywane przez telewizję, zakres ultrakrótkofalowy radia (to ten, w którym informację na elektromagnetyczną falę nośną nakłada się poprzez niewielkie zmiany jej częstotliwości stosując modulację częstotliwościową FM - fala ma długość 1 - 10 m) i dalej, rzadziej już obecnie stosowane, ze względu na małą pojemność informacyjną, a co za tym idzie złą jakość audycji, pasma radiowych fal krótkich (10 - 100 m), średnich (200 ­- 3000 m) i długich (3 - 20 km) stosujące modulację amplitudową AM. Minęło sporo czasu od pierwszych eksperymentów z przesyłaniem wiadomości na odległość ponad jednej mili przez Marconiego lub od wieczorów spędzonych z uchem przy odbiorniku radiowym, aby spośród trzasków wywoływanych przez wyładowania atmosferyczne lub innych, tym razem celowych zakłóceń oferowanych nam przez Wielkiego Brata, wyłowić radio Wolna Europa lub może Luksemburg. Do przeszłości należy również okres bujnego rozwoju krótkofalarstwa. Fale o tym zakresie mają zwykle zasięg mocno ograniczony przez krzywiznę Ziemi i podlegają silnym zakłóceniom przez burze w jonosferze. Jednak w sprzyjających okolicznościach, dzięki wielokrotnemu odbiciu tych fal od powierzchni Ziemi i jonosfery, można uzyskać zasięg ogólnoświatowy. Dzisiejsza radiofonia oferuje nam cyfrową jakość przesyłania informacji. Pojawiają się jednak inne zastosowania dla fal radiowych różnych zakresów, które mają fundamentalne znaczenie w analityce chemicznej i określaniu struktur złożonych cząsteczek związków organicznych. Technika NMR opiera się na absorpcji promieniowania radiowego przez jądra niektórych atomów umieszczonych w silnym polu magnetycznym. Jądra te powinny charakteryzować się określoną wartością spinu. Przykładem są jądra zwykłego wodoru. Zaabsorbowaną energię jądra te następnie oddają. Mierzą ją czułe detektory. Emitowana przez jądra fala różni się od pochłoniętej, przede wszystkim długością. W różnicy długości fali pochłoniętej i wyemitowanej ukryta jest informacja o bezpośrednim otoczeniu atomu wodoru. Zatem po odpowiedniej obróbce danych uzyskujemy informację o budowie cząsteczki. Rozwój technologii idzie tu w wielu kierunkach. Z jednej strony urządzenia działające na tej zasadzie mogą być sercem tomografów komputerowych pozwalających bezinwazyjnie diagnozować wiele groźnych chorób. Z drugiej strony potężne spektrometry NMR stanowią ważne narzędzie badań w rękach chemików. Oczywiście jest też i coś dla naszego bezpieczeństwa: proste ale wyspecjalizowane spektrometry potrafią wykryć przemycane narkotyki czy materiały wybuchowe lepiej niż psy czy prześwietlenie promieniami Roentgena.

W przeglądzie fal elektromagnetycznych zagalopowałem się prawie do nieskończoności. No, może jeszcze zostały fale emitowane przez naszą energetykę, przez kable w ścianie, czy przez linie wysokiego napięcia. Przy obowiązującej u nas częstotliwości prądu równej 50 Hz, wytwarzane fale mają długość odpowiadającą promieniowi Ziemi. Ilość energii niesiona przez te fale znacznie przekracza energie przenoszone przez inne rodzaje fal wytwarzanych przez człowieka. Jednak, jak wydaje się, nie stanowią one specjalnego zagrożenia dla środowiska, czy nas samych.

P ozostały do omówienia fale krótsze od światła czy promieniowania ultrafioletowego. Wycieczka w tą stronę zaczyna się od tajemniczego promieniowania X, jak nazwał je odkrywca. Promieniowanie to, choć niewidzialne, może zaczerniać osłoniętą przed światłem kliszę fotograficzną. Stanowi ono falę elektromagnetyczną o długości od 1 pm do 10 nm (to, że promieniowanie to można traktować jako falę, a nie strumień cząstek odkryto dopiero, gdy zauważono jego dyfrakcję w sieci krystalicznej). Promienie wytwarzane przez Roentgena są obecnie wszechobecne w diagnostyce medycznej i w defektoskopii. Dźwigar mostu lub element nośny konstrukcji samolotu może bowiem również cierpieć na wrodzoną chorobę polegającą na obecności ukrytego przed wzrokiem bąbla czy pęknięcia. Promienie rentgenowskie pokażą nam różne tkanki organizmu lub defekty w konstrukcjach, jeśli elementy te będą zawierały substancje różniące się od otoczenia masą atomową zawartych w nich pierwiastków. I tak promieniowanie z lampy stosowanej w ośrodku zdrowia przenika niemal bez przeszkód przez tkanki miękkie (głównie złożone z wodoru, węgla, tlenu, azotu...) natomiast jest pochłaniane przez kości (wapń, fosfor). Bardziej spektakularne sukcesy przyniosły promienie rentgenowskie zastosowane do badania struktury kryształów i struktury cząsteczek związków chemicznych, które tworzą te kryształy. Możliwe jest również skonstruowanie lasera wytwarzającego spójne promieniowanie rentgenowskie podobnie jak lasery działające w zakresie światła widzialnego lub IR. Promieniowanie X w lampie rentgenowskiej powstaje w wyniku bombardowania metalu strumieniem tak rozpędzonych elektronów, że mogą one wybijać z atomów metalu ich własne elektrony, i to te, położone najbliżej jądra. Energia tego procesu znacznie przekracza energie potrzebne do oderwania elektronów walencyjnych, a więc do zwykłej jonizacji atomu. Promienie rentgenowskie niosą więc energię bardzo dużą, znacznie przekraczającą tą jaka jest potrzebna by zniszczyć nasze delikatne białka czy kwasy nukleinowe. Nie ryzykujmy zatem i nie poddawajmy się prześwietleniom częściej niż jest to konieczne. Pamiętajmy jednak, że diagnostyka rentgenowska, szczególnie tomografia rentgenowska, jest cennym uzupełnieniem badań, które mogą wykryć w zarodku chorobę jeszcze uleczalną a tak niebezpieczną, że ryzyko związane z prześwietleniem jest bez znaczenia.

J eszcze krótsze fale promieniowania elektromagnetycznego (zbliżone do tzw. twardego promieniowania rentgenowskiego) to domena zjawisk jądrowych. Emisja promieniowania gamma towarzyszy większości reakcji jądrowych, przy przejściu jądra atomu ze stanu wzbudzonego do podstawowego. Potężne kwanty gamma powstają również w widowiskowym procesie wzajemnej anihilacji, która zachodzi, gdy cząstka elementarna zderzy się z antycząstką, na przykład elektron z pozytonem. Proces taki potrafimy zrealizować w cyklotronach. Naturalnym źródłem promieniowania gamma, leżącym daleko poza zasięgiem naszej technologii, pozostają gigantyczne jego rozbłyski w Kosmosie. Wydaje się, że przyczyną rozbłysków są gwałtowne procesy - wybuchy gwiazd neutronowych obdarzonych polem magnetycznym biliony razy silniejszym od pola magnetycznego naszej poczciwej Ziemi. Promienie gamma są bardzo przenikliwe ­- ich zasięg w powietrzu to setki metrów, w ołowiu zaś - 5 cm. Grube osłony ołowiane są więc jedynym ekranem za którym możemy czuć się w miarę bezpieczni. Przez ciało ludzkie promienie te przenikają z łatwością. Choć ze wszystkich składników promieniowania jądrowego (alfa, beta, itp.) promienie gamma wykazują najmniejszą zdolność jonizacji, jednak wybijają elektrony z wielu cząsteczek napotkanych na swej drodze, nadając im przy tym ogromną energię kinetyczną. Spośród wymienionych rodzajów promieniowania, promienie gamma są więc najbardziej zabójcze.

P romienie gamma znajdują zastosowanie w defektoskopii, a także w diagnostyce - przy ich pomocy można śledzić drogę wprowadzonych do organizmu niewielkich ilości izotopów promieniotwórczych i stosując scyntygrafy, dla przykładu, wykrywać niedrożności przewodów moczowych.

M am nadzieję, Drogi Czytelniku, że nie znudziła Cię wycieczka przez gąszcz zjawisk, teorii i zastosowań różnych rodzajów promieniowania elektromagnetycznego. Przypomnijmy, że wszystkie te rodzaje mają jedną naturę, a różnią się jedynie długością fali. Promieniowanie o wszystkich zakresach można znaleźć w przestrzeni kosmicznej. Przed skutkami jego nadmiaru dość skutecznie chroni nas atmosfera. Rozwój technologii przyczynia się jednak do wzrostu natężenia promieniowania ponad naturalne tło. Promieniowanie elektromagnetyczne będzie nieodłącznym składnikiem dalszego rozwoju cywilizacji, nie możemy zatem demonizować go i za wszelką cenę starać się unikać. Musimy po prostu nauczyć się rozsądnie je wykorzystywać i rozsądnie się przed nim chronić w miarę potrzeby. Pamiętajmy również o tym, że najbardziej zabójcze rodzaje tego promieniowania mogą nas leczyć, że wspomnę zastosowanie promieniowania gamma do niszczenia tkanki nowotworowej, czy też promieniowania lasera pracującego w paśmie widzialnym lub IR do usuwania zmian skórnych. Co prawda, gdy chodzi o nasze zdrowie (a także o naszą kieszeń), nigdy dość ostrożności. Miejmy zatem na uwadze fakt, że istnieje spora grupa ludzi, którzy naciągają łatwowiernych na sztuczki z wyrafinowanymi aparatami, które drogą analizy fal elektromagnetycznych naszych organizmów są w stanie ponoć postawić zawsze poprawną diagnozę, a później uleczyć nas tymi falami z dowolnej choroby. Bądźmy zatem ostrożni i lepiej zrejterujmy, gdy domniemany lekarz wyciągnie czarodziejskie wahadełko.

N a dziś koniec pisaniny, uciekam przed falami elektromagnetycznymi emitowanymi przez mój komputer.

 

dr hab. Waldemar Nowicki

Zakład Chemii Fizycznej

Wydział Chemii UAM

.................... ................................................................................................................................

OCHRONA PRZYRODY W LASACH. OCHRONA ZWIERZĄT

 

Oddział Wielkopolski Polskiego Towarzystwa Leśnego oraz Katedra Ochrony Lasu i Środowiska Przyrodniczego Akademii Rolniczej im. Augusta Cieszkowskiego w Poznaniu zorganizowali 17 października 2004 roku seminarium pt.: "Ochrona przyrody w lasach. Ochrona zwierząt". Celem seminarium było przybliżenie problemów związanych z ochroną zwierząt na terenach leśnych oraz zaproponowanie sposobów ich ochrony. Seminarium było prowadzone przez mgr. inż. Jerzego Flisykowskiego oraz prof. dr. hab. Jerzego Wiśniewskiego, a wygłoszono następujące referaty:

•  ochrona bezkręgowców (Dariusz J. Gwiazdowicz),

•  ochrona płazów i gadów (Rafał Kurczewski),

•  ochrona ptaków szponiastych (Tadeusz Mizera, Paweł Wieland),

•  ochrona kuraków leśnych (Robert Kamieniarz),

•  ochrona dziuplaków (Tadeusz Mizera, Dariusz J. Gwiazdowicz)

•  ochrona nietoperzy (Andrzej Węgiel)

•  ochrona ssaków nadrzewnych (Mirosław Jurczyszyn).

Zakres i tematyka prezentowanych wystąpień z pewnością nie wyczerpała i nie poruszyła wszystkich wątków ochrony zwierząt w lasach, jednak stała się doskonałą podstawą do dyskusji i wymiany doświadczeń. Dostarczyła ponadto szeregu cennych uwag i wskazówek, które mogą być przydatne zarówno w praktycznym wdrażaniu ochrony zwierząt, jak i lepszym przygotowaniu kolejnego seminarium.

Ograniczony czas wygłaszania każdego referatu był uzasadniony nie tylko sprawnym przeprowadzeniem seminarium, ale także faktem, że podczas tego spotkania odbyła się również promocja poradnika pod tym samym tytułem. Jak napisano w przedmowie: "Biorąc pod uwagę rozwój wiedzy leśnej dotyczącej ochrony różnorodności biologicznej, zauważono potrzebę praktycznego wdrażania wybranych metod ochrony przyrody w gospodarce leśnej. W nadleśnictwach sporządza się programy ochrony przyrody, a na co dzień stosuje się wytyczne w sprawie doskonalenia gospodarki leśnej na podstawach ekologicznych. W Instrukcji ochrony lasu zapisano m.in., że w celu zachowania trwałości lasu i ciągłości jego funkcji dąży się do ochrony różnorodności biologicznej poprzez działania stwarzające lub poprawiające warunki egzystencji w środowisku leśnym płazów, gadów, ptaków, nietoperzy i innych drobnych ssaków owadożernych. Rodzi się jednak pytanie - jak to robić w praktyce? Odpowiedzi na tego typu pytania powinny udzielać poradniki, których niedobór jest ciągle odczuwalny. Brak jest opracowań, które pomogłyby w lepszym przygotowaniu programu ochrony przyrody dla nadleśnictwa i w praktycznej jego realizacji w terenie. Dlatego podjęto próbę napisania poradnika dotyczącego ochrony przyrody w lasach".

Odbywające się w Kolegium Rungego AR seminarium spotkało się z dużym zainteresowaniem (łącznie przybyło około 150 osób) nie tylko pracowników naukowych Akademii, ale także przedstawicieli jednostek administracyjnych Lasów Państwowych oraz parków narodowych. Na spotkaniu nie zabrakło także licznie przybyłych studentów, głównie Wydziału Leśnego. Po wygłoszeniu referatów otwarto dyskusję, która w swojej treści poruszała tematy związane z możliwością wdrożenia do praktyki leśnej, zaproponowanych przez poszczególnych prelegentów, sposobów ochrony zwierząt.

Było to pierwsze tego typu przedsięwzięcie zorganizowane przez Oddział Wielkopolski Polskiego Towarzystwa Leśnego oraz Katedrę Ochrony Lasu i Środowiska Przyrodniczego AR, jednak kolejne, dotyczące ochrony siedlisk, zaplanowano w tym roku.

 

dr inż. Dariusz J. Gwiazdowicz

mgr inż. Jacek Kamczyc


Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego w Poznaniu

Katedra Ochrony Lasu i Środowiska Przyrodniczego

ul. Wojska Polskiego 71C

60-625 Poznań