Ten Świat 1(62) 2006

 

Ten Świat NR 1(62)2006

www.most.org.pl/pke-ow

Lasom na ratunek ..................................................
Ocalić Puszczę Białowieską .................................
Budowa stacji benzynowej w otulinie W.P.N. .......
Kto zasypuje jezioro Swarzędzkie? .......................
III Powiatowy Turniej Ekologiczny ........................
Rola i kształtowanie zieleni miejskiej .....................
Śledztwo w sprawie nielegalnej wycinki lasu nad poznańska Maltą zakończone
Kwadrans na zastanowienie ..................................
Rośliny mięsożerne ..............................................
Problemy z wykorzystaniem rzęśli w bioindykacji ......

 

Na okładkach zdjęcia wyróżnione w konkursie fotograficznym "Przyroda w śniegu i w lodzie"

A - Łukasz Gracz III miejsce "Krajobraz zimowy"
B - Lech Karauda I miejsce " Głowienka"
C - Stanisław Puszczyński II miejsce "Modraszka"
D - Henryk Koscielny IV miejsce "Zięba"

Numer zredagowali: Marek Smolarkiewicz i Zbigniew Stanisławski
Rysunki: Anna Szloser

Wydanie zostało dofinansowana przez Wojewódzki Fundusz Ochrony środowiska i Gospodarki Wodnej w Poznaniu

 

Lasom na ratunek
Problem nieekologicznej gospodarki leśnej, która nie uwzględnia uwarunkowań przyrodniczych i nader często świadomie wprowadza niewłaściwe, obce gatunki drzew, poruszaliśmy już kilkakrotnie. Sprawa zdawałoby się oczywista, znana przyrodnikom, ekologom i wielu leśnikom od dziesiątek lat, nie może doczekać się właściwego biegu. Mając nadzieję na przerwanie tego kręgu niemożności skierowaliśmy do kilkudziesięciu adresatów poniższe pismo. Składamy serdeczne podziękowania wszystkim osobom i instytucjom, które udzieliły nam odpowiedzi, często bardzo obszernej i wnikliwej.
Nie tracimy nadziei, iż troska o dobro naszych lasów i presja ludzi dobrej woli, skłoni decydentów do zaniechania przestarzałych i nierzadko rabunkowych metod zarządzania lasami.

 

Szanowni Państwo

Kierujemy do Państwa ten list, powodowani głęboką troską o stan naszych lasów. Uprzejmie prosimy o wyrażenie opinii na temat powszechnie praktykowanego sadzenia w wielkopolskich lasach obcych geograficznie i ekologicznie gatunków drzew. Zwracamy się do Państwa nie tylko jako do przyrodników, lecz także jako do odpowiedzialnych i wrażliwych obywateli, których świadomość ekologiczna jest nieporównanie wyższa od przeciętnej. Jesteśmy pewni, iż macie Państwo wyrobioną opinię na ten temat i wierzymy, że zechcecie się Państwo nią podzielić. Tak więc bardzo prosimy o wypowiedź, nawet jeśli poruszonym problemem nie zajmujecie się Państwo na co dzień w swojej pracy zawodowej.
W szczególności zależy nam na zasięgnięciu opinii, czy - Państwa zdaniem - realizowane w wielkopolskich lasach sztuczne wprowadzanie obcych gatunków drzew zasługuje na miano racjonalnej gospodarki leśnej.
Nasze wątpliwości i sprzeciw powoduje uporczywie dokonywana przez władających lasami przebudowa ich składu gatunkowego, która często narusza zasady ekologii i bywa sprzeczna z encyklopedyczną, powszechnie dostępną wiedzą. Oto na naszych oczach usiłuje się stworzyć nowe biocenozy leśne, według trudnych do zrozumienia i zaakceptowania recept. W Wielkopolsce powszechnie spotyka się w nasadzeniach obce geograficznie lub ekologicznie i agresywne gatunki drzew:
? dąb czerwony
? modrzew
? buk, który w lasach centralnej i południowo - wschodniej Wielkopolski z reguły jest gatunkiem nienaturalnym.
W posiadanej przez nas dokumentacji odnajdujemy różne próby usprawiedliwiania wprowadzania dębu czerwonego do wielkopolskich lasów. Znajdujemy stwierdzenie, iż jest gatunkiem rodzimym (rok 2002) i że nie stanowi zagrożenia dla fitocenoz, ponieważ nie odnawia się naturalnie (rok 2004 ). Nie brak i rzetelnej oceny mówiącej, iż jest to gatunek obcy i niemal tak agresywny, jak czeremcha amerykańska (rok 2004).
Jakkolwiek dąb czerwony i modrzew są w Wielkopolsce drzewami ponad wszelką wątpliwość obcymi, to masowe wprowadzanie buka i realizowaną powszechnie przebudowę lasów w kierunku bukowych nie wszędzie można jednoznacznie kwestionować. Przez Wielkopolskę przebiega południowo-wschodnia granica zasięgu tego drzewa. Władający lasami wykorzystują ten fakt dla usprawiedliwiania powszechnego jego wprowadzania w naszym regionie. Najczęściej obserwuje się nasadzenia bukowo-modrzewiowe na zrębach, z których usunięto sosny i dęby, a gdzieniegdzie też graby.
Lektura "Zespołów Leśnych Polski" J.M. Matuszkiewicza nie pozostawia jednak, jak się wydaje, najmniejszych wątpliwości. Fakt, iż występują tu i ówdzie w Wielkopolsce stanowiska buczyn o charakterze ekstrazonalnym (nawet po Wzgórza Trzebnickie), nie usprawiedliwia ich rozpowszechniania w całym regionie i likwidacji resztek grądów. Autor ten pisze:
"... grądy na większości terytorium Polski, poza wyższymi piętrami w górach oraz obszarem pomorskim stanowią dominujący przestrzennie typ roślinności naturalnej, który można określić jako typ zonalny i klimaksowy (...) grądy, jako potencjalne zbiorowisko roślinne zajmują 41,6 % powierzchni kraju. W praktyce jednak zbiorowiska te, jak mało które, zostały zniszczone, zarówno przez wylesienie siedlisk na potrzeby rolnictwa, jak i przez sztuczną przebudowę drzewostanów nasadzeniami drzew szpilkowych".
W rozdziale poświeconym rozprzestrzenieniu kwaśnych buczyn czytamy między innymi, iż zasięg ich obejmuje wprawdzie 64,5 % terytorium Polski, lecz
" ...bez krain Środkowowielkopolskiej i Kujawskiej."
Wśród najważniejszych regionów występowania tego zespołu autor ten nie wymienia Wielkopolski.

Trudno też zrozumieć dające się czasem słyszeć argumenty natury palinologicznej, mające usprawiedliwić gospodarkę leśną zwiększającą zasięg buka i wprowadzanie go poza właściwe buczynom tereny. Palinologia i fitosocjologia nie są nowymi działami biologii. Trudno sobie zatem wyobrazić, by w tak elementarnej kwestii botanicy XXI wieku weszli w posiadanie wiedzy nieznanej badaczom z połowy XX wieku. Łatwo sobie natomiast wyobrazić przemożną wolę usprawiedliwienia popełnianych wcześniej błędów w urzędowym ustanawianiu składu gatunkowego wielkopolskich lasów, choćby miało się to dokonać wbrew oczywistym faktom.

Jednocześnie darmo szukać jakichkolwiek prób zmierzających do renaturalizacji wielkopolskich lasów, odtwarzania grądów na właściwych im siedliskach. Przegląd dokumentów szczegółowych - planów urządzania lasu - pokazuje, iż nawet w nadleśnictwie centralnej Wielkopolski, na terenie którego las mieszany świeży zajmuje rozległą powierzchnię, udział grabu jest znikomy. Nie należy do rzadkości widok szczątkowej, zdewastowanej postaci grądu, w której grab odnawia się spontaniczne, a jest zastępowany bukiem.
Tymczasem już w 1999 roku obowiązywało zarządzenie Dyrektora Generalnego Lasów Państwowych w sprawie doskonalenia gospodarki leśnej na podstawach ekologicznych nakazujące, pod pewnymi warunkami, inicjowanie naturalnego odnowienia lasu.
Wprowadzanie obcych gatunków na obszarach chronionych jest niezgodne z przepisami wykonawczymi do Ustawy o lasach. "Zasady hodowli lasu" wprowadzone przez Dyrektora Generalnego L.P. na podstawie art. 33 ustawy o lasach nakazują poszanowanie dla względów przyrodniczych, w tym fitosocjologicznych. Podobne zalecenia, ze szczególnym uwzględnieniem obszarów prawnie chronionych, znajdujemy w Instrukcji ochrony lasu
(Państwowe Gospodarstwo L.L.P. 2004). Niestety, proekologiczne zapisy, zawarte w tych aktach prawnych są martwą literą, a zalecenia w nich zawarte z reguły nie są respektowane.

Okręg Wielkopolski Polskiego Klubu Ekologicznego wielokrotnie zwracał się do władających lasami o wyjaśnienie przyczyn nieekologicznych nasadzeń i ich zaniechanie. Odpowiedzi, nie były w naszej ocenie przekonujące, o czym wspomniano wyżej. Korzystaliśmy też z każdej okazji, by w rozmowach z Leśnikami poruszać te zagadnienia. Stwierdzamy, iż opinie zawarte w posiadanych przez nas dokumentach są niespójne, a w wypowiedziach Leśnicy prezentują różne poglądy. Byliśmy świadkami niechęci do "wymądrzających się ekologów", bagatelizowania problemu, ale też obaw, iż zwerbalizowanie sprzeciwu wobec realizowanej polityki leśnej może narazić naszego rozmówcę na kłopoty i utrudnić awans.
Wydaje się więc, iż upór w takim zarządzaniu zalesieniami, które nie uwzględniają uwarunkowań fitosocjologicznych, jest dziełem wąskiej, choć być może prominentnej grupy Urzędników.

Mamy wszakże świadomość, iż w lasach gospodarczych względy przyrodnicze muszą czasem ustąpić ekonomicznym. Uważamy jednak, że dokonywanie zalesień o charakterze gospodarczym na obszarach chronionych i w ich otulinach, nie ma żadnego uzasadnienia, a czasem ociera się o granicę przestępstwa.
Oto trzy przykłady podjętych przez nas i udokumentowanych interwencji, dotyczących obsadzeń zrębów na obszarach chronionych i w otulinie:

1. Wielkopolski Park Narodowy

Latem 2005 roku skierowaliśmy do Dyrektora WPN oraz jego Rady Naukowej sprzeciw wobec niewłaściwego zalesiania zrębów. Stosunkowo niedawno dokonano tam bowiem obsadzenia gniazd typowym lasem gospodarczym, złożonym głównie z buka i modrzewia. Uważamy, że jedynym racjonalnym sposobem przebudowy drzewostanów w parku narodowym jest ich renaturalizacja, natomiast realizowany sposób ich zagospodarowywania jest w najwyższym stopniu szkodliwy. Merytoryczne uzasadnienie protestu opieramy, poza oczywistymi argumentami przytoczonymi wyżej, na dwóch dokumentach:
? wygasłym już wprawdzie, lecz niewątpliwie poprawnym naukowo planie ochrony WPN, zawierającym mapę naturalnej roślinności potencjalnej; wskazuje ona, iż fitocenozą właściwą dla tego terenu jest grąd; o kwaśnych buczynach, mogących lokalnie występować, plan ochrony zaledwie wspomina,
? Standardowym Formularzu Danych Natura 2000 Ostoja Wielkopolska z czerwca 2002 roku, który wśród typów siedlisk wymienionych w załączniku I wymienia grąd środkowoeuropejski, nie wspomina natomiast o kwaśnej ani żyznej buczynie, choć znajdują się one wśród typów siedlisk tego załącznika.
Trudno znaleźć jakiekolwiek uzasadnienie dla celowego zwiększania obecności buka w WPN, który - jakkolwiek obecny w jego florze - wydaje się być, na przeważającym jego obszarze, gatunkiem obcym, w podobnym stopniu co modrzew. Nie zauważyliśmy jednocześnie jakichkolwiek działań w kierunku restytucji grądów, choć grab masowo odnawia się na jego obszarze.
Postępowanie Dyrekcji parku jest tym bardziej niezrozumiałe, iż od lat jest w WPN realizowany pogram "depinetyzacji", czyli odstępowania od realizowanego dawniej zalesiania sosną. Wiele wskazuje, iż przyszłe pokolenia będą świadkami "defagetyzacji" i "delarixydacji" lasów.
Trwające już blisko pół roku milczenie (pomimo monitów telefonicznych) Dyrekcji WPN i jego Rady Naukowej odczytujemy jako niemożność racjonalnego wyjaśnienia kwestionowanych przez nas działań.

2. Rezerwat przyrody "Dębina" pod Wągrowcem
Utworzony już w 1957 roku, chroni przypuszczalnie najlepiej zachowany fragment grądu w Wielkopolsce. Poddany dokładnym badaniom naukowym przez UAM, został w 1992 roku otoczony tzw. "otuliną" na mocy postanowienia tzw. "Komisji Naukowo-Technicznej" Lasów Państwowych. W 2001 roku Wojewoda Wielkopolski, Rozporządzeniem nr 45 nakazał daleko idące zabiegi pielęgnacyjne w rezerwacie, polegające m.in. na usuwaniu samosiewu innych gatunków. Przeprowadzona latem 2004 roku przez Polski Klub Ekologiczny wizja terenowa wykazała, że tuż przy granicy rezerwatu, w tzw. "otulinie" dokonano obsadzenia zrębu gniazdowego obcym ekologicznie bukiem. Należy z całą mocą podkreślić, że zrąb był pokryty samosiewem grabu, w sposób oczywisty odpowiadającemu siedliskowemu typowi lasu, a którego jakość hodowlana i pochodzenie niewątpliwie uzasadniały reprodukcję naturalną, co udokumentowaliśmy fotograficznie.
Zagospodarowanie "otuliny" w sposób sprzeczny z literą i duchem ochrony rezerwatowej uważamy za karygodne, a zamieszczenie w tym miejscu tablicy "edukacyjnej" o brzmieniu: "uprawa leśna bukowa" postrzegamy jako prowokację antyekologiczną. Należy dodać, iż skuteczną interwencję uniemożliwiła nieprawomocność "otuliny". Ustanawiać ją może tylko Wojewoda. Zapytany przez nas, nie dostrzegł jednak niczego niewłaściwego w naruszeniu jego kompetencji przez Lasy Państwowe.

3. Park Krajobrazowy Puszcza Zielonka

W czerwcu 2004 roku zgłosiliśmy Zespołowi Parków Krajobrazowych Województwa Wielkopolskiego sprzeciw wobec stosowania obcych gatunków w obsadzeniach zrębów. W szczególności protest wzbudziło obsadzanie dębem czerwonym gniazd wokół rezerwatu Jezioro Czarne. Rezerwat ten jest przepięknym, a w okolicy Poznania unikalnym śródleśnym torfowiskiem.
Z przesłanego nam wyjaśnienia dowiadujemy się, iż kwestionowane przez nas przedsięwzięcia są dziełem tzw. "Komisji Techniczno-Gospodarczej", a naukowy patronat nad nimi sprawuje Leśny Zakład Doświadczalny Akademii Rolniczej w Poznaniu. Za sukces wspomnianej Komisji i przejaw jej troski o rezerwat uznano fakt, iż nie zezwoliła na całkowite zniszczenie jego otoczenia zrębem zupełnym, ograniczając się do wykonania gniazd, obsadzonych z udziałem północnoamerykańskiego dębu czerwonego.

Liczymy na wnikliwą i wyczerpującą odpowiedź
Poznań, 13 lutego 2006
Z wyrazami szacunku

Marek Smolarkiewicz
prezes Zarządu Okręgu Wielkopolskiego
Polskiego Klubu Ekologicznego

Otrzymują:
? Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego w Poznaniu - Katedra Botaniki Leśnej Poznań, ul Wojska Polskiego 71d
? Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego - Katedra Ekonomiki Leśnictwa Poznań, ul Wojska Polskiego 71c
? Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego Katedra Entomologii Leśnej, ul Wojska Polskiego 71c, prof. Ignacy Korczyński, członek Rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego
? Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego Katedra Fitopatologii Leśnej Poznań, ul Wojska Polskiego 71c
? Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego Katedra Gleboznawstwa Leśnego Poznań, ul. Góralska 3
? Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego w Poznaniu - Katedra Gospodarstwa Łowieckiego, prof. Lesław Łabudzki, członek Rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego, Poznań, ul. Wojska Polskiego 89
? Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego w Poznaniu - prof. Bogdan Drogoszewski, członek Rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego, Katedra Hodowli Lasu, ul Wojska Polskiego 69
? Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego w Poznaniu - Katedra Inżynierii Leśnej, ul. Mazowieckaa 41
? Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego w Poznaniu - Katedra Ochrony Lasu i Środowiska, ul Wojska Polskiego 71c
? Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego w Poznaniu - Katedra Urządzania Lasu, ul Wojska Polskiego 71c
? Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego w Poznaniu - Katedra Użytkowania Lasu, ul Wojska Polskiego 71a
? Akademia Rolnicza im. A. Cieszkowskiego w Poznaniu - Katedra Ekologii i Ochrony Środowiska ul Wojska Polskiego 71e
? Drawieński Park Narodowy - Dyrekcja, ul. Leśników 2 73-220 Drawno
? Dyrektor Generalny Lasów Państwowych, ul. Wawelska 52/54, 00 - 922 Warszawa
? Fundacja Instytut Na Rzecz Ekorozwoju, ul. Nabielaka 15 lok. 1 00-743 Warszawa
? Greenpeace Polska ul. Pługa 3 m. 15 02-047 Warszawa
? Instytut Badawczy Leśnictwa, Zakład Lasów Naturalnych ul. Bitwy Warszawskiej 1920r. Nr 3; 00-973 Warszawa
? pan Sławomir Janyszek, członek Rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego, ul. Szamarzewskiego 11/6, 60-514 Poznań
? Klub Gaja - Stowarzyszenie Ekologiczno - Kulturalne ul. Parkowa 10, 43-365 Wikowice
? Klub Przyrodników 66-200 Świebodzin, ul. 1 Maja 22
? Liga Ochrony Przyrody - Zarząd Główny, ul.Tamka 37 / 2 00-355 Warszawa

? Liga Ochrony Przyrody - ZO Krzyż Wlkp. ul. Mickiewicza 58 64-761 Krzyż Wlkp.
? Liga Ochrony Przyrody - Poznań, al. Niepodległości 32
? pan Włodzimierz Łęcki, Zarząd Główny PTTK, członek Rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego
? Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków ul. Puławska 46/12 02-599 Warszawa
? Państwowa Rada Ochrony Przyrody ul. Wawelska 52/54, 00-922 Warszawa
? Polska Akademia Nauk, Zakład Badań Środowiska Rolniczego i Leśnego, Poznań, ul. Bukowska 19
? Polska Akademia Nauk - Instytut Dendrologii, ul. Parkowa 5, 62-035 Kórnik prof. Gabriela Lorenc-Plucińska Dyrektor Instytutu
? Polska Akademia Nauk - Instytut Ochrony Przyrody - Zakład Bioróżnorodności, 31-120 Kraków, al. A. Mickiewicza 33
? Polska Akademia Nauk - Instytut Ochrony Przyrody - Zakład Ochrony Szaty Roślinnej, 31-120 Kraków, al. A. Mickiewicza 33
? Polska Akademia Nauk - Instytut Ochrony Przyrody - Zakład Ochrony Ekosystemów, 31-120 Kraków, al. A. Mickiewicza 33
? Polski Klub Ekologiczny - Zarząd Główny Kraków ul. Sławkowska 26 a
? Polski Klub Ekologiczny - Okręg Dolnośląski ul. Pilsudskiego 74,
pok.312 50-020 Wrocław
? Polski Klub Ekologiczny - Okręg Górnośląski Mariacka 1 (2 pietro)
40-014 Katowice
? Polski Klub Ekologiczny Okręg Małpolski al. Słowackiego 48 30-018 Kraków
? Polski Klub Ekologiczny - Okręg Mazowiecki Mazowiecka 11 lokal 16 (2piętro)
00-052 Warszawa
? Polski Klub Ekologiczny - Okręg Kujawsko - Pomorski pl. Św. Katarzyny 3
81-100 Toruń
? Polski Klub Ekologiczny - Okręg Lubuski ul. Witosa 12 67-100 Nowa Sól
ul. Zamkowa 3
? Polski Klub Ekologiczny Okręg Południowo-Wschodni 35-069 Rzeszów ul. Kopernika 1
? Polski Klub Ekologiczny Okręg Środkowo - Wschodni ul. Królewska 17 IIp.20-109 Lublin
? Polski Klub Ekologiczny Okręg Świętokrzyski 25-009 Kielce
? Polski Klub Ekologiczny - Okręg Wschodniopomorski ul.Narutowicza 11/12
80-952 Gdańsk
? Polski Klub Ekologiczny - Okręg Zachodniopomorski ul. Królewicza 4H/25 71-550 Szczecin
? Polskie Towarzystwo Botaniczne - prezes prof. Jan Rybczyński, Ogród Botaniczny Centrum Zachowania Różnorodności Biologicznej PAN, ul. Prawdziwka 2, 02-973 Warszawa,
? Polskie Towarzystwo Ochrony Przyrody "Salamandra" ul. Szamarzewskiego 11/6, 60-514 Poznań
? Prezydent Miasta Poznania Plac Kolegiacki 17
? prof. Andrzej Bereszyński, członek Rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego, AR w Poznaniu, Katedra Zoologii
? prof dr hab. Władysław Bugała Instytut Dendrologii PAN ul. Parkowa 5, 62-035 Kórnik
? doc. dr hab. Henryk Chylarecki Instytut Dendrologii PAN ul. Parkowa 5, 62-035 Kórnik
? prof. Bogdan Jackowiak - Przewodniczący Rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego, wydział Biologii UAM, Poznań, ul. Umultowska 89
? prof. Leon Kozacki Zakład Kształtowania Środowiska Przyrodniczego i Fotointerpretacji Wydział Nauk Geograficznych i Geologicznych ul. Dzięgielowa 27 Poznań - Morasko
? prof. Alfred Kaniecki -Zakład Hydrologii i Gospodarki Wodnej Wydział Nauk Geograficznych i Geologicznych ul. Dzięgielowa 27 Poznań - Morasko
? prof. Andrzej Kostrzewski, członek rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego, UAM - Instytut Badań Czwartorzędu
? prof. Aleksander Łukasiewicz Ogród Botaniczny UAM, ul. Dąbrowskiego 165; 60-594 Poznań
? profesor J.M. Matuszkiewicz, Instytut Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania im. S. Leszczyckiego PAN 00-818 Warszawa, ul. Twarda 51/55
? dr Iwona Matuszynska Zakład Kształtowania Środowiska Przyrodniczego i Fotointerpretacji Wydział Nauk Geograficznych i Geologicznych ul. Dzięgielowa 27 Poznań - Morasko
? prof. Jerzy Mastyński, członek Rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego, AR w Poznaniu, Katedra Rybactwa Śródlądowego
? prof. dr hab. Tadeusz Przybylski Instytut Dendrologii PAN ul. Parkowa 5, 62-035 Kórnik
? prof. Kazimierz Tobolski Wydział Nauk Geograficznmych i Geologicznych ul. Dzięgielowa 27 Poznan - Morasko
? prof. Tomasz Wesołowski, członek Rady Naukowej Białowieskiego Parku Narodowego, Zakład Ekologii Ptaków Uniwersytetu Wrocławskiego ul. Sienkiewicza 21 50-335 Wrocław
? prof. Waldemar Żukowski, członek Rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego, Wydział Biologii UAM, Poznań, ul. Umultowska 89
? Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Pile 64-920 Piła-Kalina
? Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Poznaniu ul. Gajowa 10, pan dyrektor Piotr Grygier, członek Rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego
? Stowarzyszenia Kształtowania i Ochrony Krajobrazu "Silva",
? Uniwersytet im. Adama Mickiewicza - Zakład Biologii i Ekologii Ptaków ul. Umultowska 89 Poznań
? Uniwersytet im. Adama Mickiewicza Zakład Ekologii Roślin i Ochrony Środowiska ul. Umultowska 89, 61-614 Poznań
? Uniwersytet im. Adama Mickiewicza Zakład Hydrobiologii ul. Umultowska 89, 61-614 Poznań
? Uniwersytet im. Adama Mickiewicza Zakład Morfologii Zwierząt ul. Umultowska 89, 61-614 Poznań
? Uniwersytet im. Adama Mickiewicza Zakład Ochrony Wód 60-613 Poznań, ul. Drzymały 24
? Uniwersytet im. Adama Mickiewicza Zakład Taksonomii i Ekologii Zwierząt ul. Umultowska 89, 61-614 Poznań
? Uniwersytet im. Adama Mickiewicza Zakład Taksonomii Roślin ul. Umultowska 89, 61-614 Poznań
? Uniwersytet im. Adama Mickiewicza Zakład Zoologii Ogólnej 61-701 Poznań, ul. Fredry 10, Coll. Maius
? Uniwersytet im. Adama Mickiewicza Zakład Zoologii Systematycznej 61-701 Poznań, ul. Fredry 10, Coll. Maius
? Uniwersytet im. Adama Mickiewicza Pracownia Dydaktyki Biologii i Przyrody 61-701 Poznań, ul. Fredry 10, Coll. Maius
? Urząd Marszałkowski Województwa Wielkopolskiego, pan Jerzy Gładysiak, Dyrektor Departamentu Ekologii i Infrastruktury, członek Rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego
? Wielkopolski Park Narodowy - Dyrekcja, Jeziory 62 - 050 Mosina
? Wojewoda Wielkopolski , Poznań, al. Niepodległości 16/18
? Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska 61-625 Poznań ul. Czarna Rola 4
? pan Jerzy Ptaszyk, członek Rady Naukowej Wielkopolskiego Parku Narodowego, Wojewódzki Konserwator Przyrody, Poznań, al. Niepodległości 16/18
? Zarząd Zieleni Miejskiej - Lasy Komunalne Miasta Poznania ul. Strzegomska 3 60-194 Poznań
? Zespół Parków Krajobrazowych Województwa Wielkopolskiego, Poznań, al. Niepodległości 16/18

Obraz, jaki wyłania się na podstawie lektury otrzymanych odpowiedzi wskazuje na złożoność problemu, lecz niekoniecznie na troskę o polskie lasy. W niektórych listach trudno oddzielić stanowisko instytucji, której pracownikiem jest autor, od prywatnych poglądów. Czasem z tematem splatają się osobiste wątki i wspomnienia. Odnieśmy się wiec tylko do kilku pism o charakterze urzędowym.

Z inicjatywą zwołania konferencji naukowej, której celem miałoby być rozwianie poruszonych w naszym piśmie wątpliwości, wystąpili Urzędnicy Ministerstwa Środowiska, Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych i Urzędu Wojewódzkiego. Konsultacje naukowe mogą okazać się przydatne, nie zastąpią jednak zastąpić postępowań, a opinie naukowców nie są dla nikogo wiążące. Postrzegamy ją więc jako działanie zastępcze, spóźnione o pół wieku i niezdolne do rozwiązania tego naglącego problemu. Ponadto opinie naukowców i tak w większości są znane, a jednorazowa debata licznego gremium na pewno nie spowoduje zaniechania dotychczasowych praktyk. Nie tego oczekiwaliśmy od dyrektorów Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, Regionalnych Dyrekcji Lasów Państwowych, Lasów Komunalnych miasta Poznania, ani Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody. Dziwi zwłaszcza słabe zainteresowanie sprawą tego ostatniego, gdyż duże obszary naszego województwa już się znajdują lub wkrótce się znajdą w sieci Natura 2000. Zgodnie z prawem unijnym Polska ma obowiązek chronić naturalne grądy i buczyny. Niektóre z obecnych działań "władających lasami", a zwłaszcza sadzenie obcych gatunków drzew, można uznać za pogarszanie stanu siedlisk przyrodniczych, które jest zagrożone restrykcjami finansowymi.
W Lasach Państwowych funkcjonują tzw. Komisje Techniczno-Gospodarcze i Naukowo - Techniczne, które praktycznie decydują o składzie gatunkowym biocenoz leśnych. Podobno zasiadają w nich także przedstawiciele organizacji ekologicznych, lecz nasze pytanie, jacy naukowcy im doradzają, pozostało bez odpowiedzi.

Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych nadesłała obszerne i uprzejme wyjaśnienie podnoszonych przez nas kwestii, zakończone zaproszeniem na planowaną konferencję.
By nie brnąc w szczegółowe rozważania, ograniczmy się do skomentowania dwóch tylko myśli.
Stwierdza się mianowicie, iż "gospodarkę leśną prowadzi się zgodnie z obowiązującymi aktami prawnymi, jedną z głównych zasad jest wykorzystywanie naturalnych procesów zachodzących w ekosystemach leśnych, w tym spontanicznych samosiewów i inicjowanie odnowień naturalnych. (...) ... niewątpliwie obcym gatunkiem jest północnoamerykański dąb czerwony. (...) " Tak na problem patrzy się w Warszawie, natomiast poniższa fotografia ilustruje, jak wygląda on w terenie.
Przykład zastosowania do nasadzeń północnoamerykańskiego dębu czerwonego; Nadleśnictwo Wałcz, Leśnictwo Brody k/Nadarzyc fot. 01.07.2006 r. M. Smolarkiewicz
W innym miejscu czytamy, że w Wielkopolsce "obserwujemy proces renaturalizacji grądów,
(...) na zrębach wprowadzane są gatunki liściaste, głównie grądowe, oraz (...) nie ma możliwości zamiany grądu na buczynę."
Zapewniam, że i w tym przypadku warszawska perspektywa jest zawodna. Oczywiście, że nie może dziwić domieszka buka w grądzie, jak i domieszka grabu w lesie bukowym. Nasz sprzeciw budzi prowadzona od wielu lat faktyczna eksterminacja grądów, która była krytykowana już w połowie XX wieku, a tym bardziej teraz nie ma dla niej żadnego usprawiedliwienia.

Z satysfakcją należy stwierdzić, że w ciągu minionych trzech lat, jakie upłynęły od naszej interwencji w sprawie sadzenia dębu czerwonego w Puszczy Zielonce, poglądy dyrekcji Zespołu Parków Krajobrazowych Województwa Wielkopolskiego uległy pozytywnym zmianom. Wiosną br. stwierdziła, iż wprowadzanie do lasów gatunków drzew poza granicą ich naturalnego zasięgu może budzić poważne zastrzeżenia i zwrócono się do Nadleśnictw z prośbą o zaprzestanie stosowania gatunków obcych geograficznie przy wykonywaniu nowych nasadzeń. Oby te deklaracje przełożyły się na dobrą praktykę.
Pozostają jednak starsze, owocujące okazy i czas najwyższy podjąć zdecydowane działania w kierunku przebudowy niewłaściwych drzewostanów, nawet, jeśli nie osiągnęły wieku rębnego.

Wielkopolski Park Narodowy, będąc formą ochrony przyrody o najwyższej randze, powinien - jak można by oczekiwać - dążyć do pełnej i bezwarunkowej renaturalizacji swoich lasów. Uzyskana od Dyrekcji Parku odpowiedź, najeżona liczbami i procentami dopuszczalnych domieszek buka i modrzewia w jego lasach, będących przypuszczalnie średnimi dla całego obszaru, niewiele wyjaśnia i trudno w tej chwili polemizować z jej treścią. Z pewnością nie tłumaczy ona przyczyn utworzenia zakwestionowanych przez nas gniazd o niewłaściwym składzie gatunkowym, ani nie przewiduje potrzeby ich przebudowy. Można mieć nadzieję, że w nowym, będącym w trakcie opracowywania planie ochrony Parku, znajdą się właściwe rozwiązania.

Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, nadesłało obszernie uzasadniony głos poparcia, za co mu szczególnie dziękujemy:
(...) Wprowadzanie gatunków obcych dla danej biocenozy, nawet jeśli są to gatunki rodzime, lecz związane z innym typem siedliska leśnego (jak w przytoczonych przypadkach), jest zdecydowanie sprzeczne z zasadami proekologicznej gospodarki leśnej. Obce, nierzadko agresywne i ekspansywne gatunki, powodują zmiany w biocenozach leśnych, których skutki mogą rzutować na wszystkie składowe ekosystemu leśnego - glebę, roślinność runa i wyższych pięter oraz poszczególne grupy faunistyczne.
Każdemu uwrażliwionemu na podstawowe problemy ochrony środowiska obywatelowi wprowadzanie obcych dla danego siedliska gatunków wyda się sprzeczne z zasadami racjonalnej gospodarki leśnej. W opisanym przypadku brak zasadności takiego postępowania nie podlega dyskusji, gdyż Zasady Hodowli Lasu jednoznacznie nakazują stosowanie się do zasady zgodności z siedliskiem oraz preferowanie naturalnych odnowień podczas przebudowy drzewostanów.
Należy nadmienić, iż udział gatunków obcych ekologicznie w polskich lasach jest stosunkowo niewielki w porównaniu z wieloma kompleksami leśnymi Europy Zachodniej. Tym Większe znaczenie dla zachowania bioróżnorodności lasów Europy mają pozostałości naturalnych, względnie mało przekształconych lasów liściastych na siedliskach grądowych, które zachowały się na obszarze Wielkopolski.
(...)
Podsumowując, w pełni popieramy Państwa sprzeciw wobec stosowania obcych gatunków na siedliskach grądowych lasów Wielkopolski. działalność ta jest sprzeczna z zasadami zrównoważonej gospodarki leśnej. Jednocześnie deklarujemy poparcie dla wszelkiej inicjatywy ze strony Państwa organizacji, zmierzającej do poprawy istniejącej sytuacji."

Zakład Ekologii Ptaków Uniwersytetu Wrocławskiego *)

? z przyrodniczego punktu widzenia, wymogów ochrony różnorodności biotycznej, introdukcja jakichkolwiek organizmów, wprowadzanie ich na niezajmowane wcześniej tereny, jest działaniem jednoznacznie szkodliwym;
? względy ekonomiczne mogą uzasadniać introdukowanie organizmów na obszarach użytkowanych gospodarczo, jednak pod warunkiem, iż decyzja taka była poprzedzona pełną analiza kosztów i zysków, uwzględniajacą utrate siedlisk przez gatunki rodzime i możliwość ich wyparcia przez gatunki introdukowane (...);
? obszary chronione (parki narodowe i rezerwaty przyrody) tworzy się dla zapewnienia możliwości przetrwania rodzimych organizmów i układów przyrodniczych. (...) Wprowadzanie na nie obcych gatunków, nie powinno mieć w ogóle miejsca;
? z tego też względu przedstawione w liście praktyki sadzenia obcych siedliskowo i geograficznie gatunków drzew na terenach chronionych lub w ich najbliższym sąsiedztwie powinny być natychmiast zaniechane.

Polskie Towarzystwo Botaniczne niestety, nie udzieliło odpowiedzi na nasz list. Trudno jednak zrezygnować z poznania opinii tak szacownego i - zdawałoby się - niezależnego gremium. Na szczęście opublikowany przez nas protest zbiegł się w czasie ze zjazdem jego Sekcji Dendrologicznej, który odbył się w dniach 22-24 czerwca 2006 roku. Został tam wygłoszony referat pt. Obce gatunki drzew i krzewów we florze Polski Zachodniej**) , a nam nie pozostaje nic innego, jak wyłowić z niego istotne dla nas treści.
We wstępie autor stwierdza, iż "z punktu widzenia ochrony przyrody wszelkie oceny różnorodności biologicznej odnoszą się (...) do flor naturalnych i gatunków rodzimych, a gatunki obce nie tylko nie przyczyniają się do zwiększenia różnorodności flory lokalnej, lecz są dla niej czynnikiem ujemnym.(Olczak 2000)" Ta myśl zasługuje na rozwiniecie, albowiem "władający lasami" z reguły uzasadniają swoje naganne praktyki wprowadzania do lasów obcych gatunków chęcią "zwiększenia bioróznorodności". Oczywiste, że nie taka różnorodność biologiczna jest pożądana.
W innym miejscu prelegent potwierdził nasze stanowisko w najtrudniejszej kwestii, czyli krytykowanego przez nas, sztucznego powiększania zasięgu buka. Przez Wielkopolskę przebiega południowo - wschodnia granica zasięgu tego drzewa, która oczywiście nie jest bardzo wyraźna, o czym pisaliśmy w naszej petycji. Niektórzy nasi rozmówcy i respondenci obstawali przy twierdzeniu, iż dane palinologiczne nie wykluczają "naturalności" buka w całej Wielkopolsce. Zachodzi więc pytanie, na które nikt nam dotąd nie odpowiedział: jaką perspektywę czasu rozpatrywać, oceniając "naturalność" ekosystemów leśnych - czy historyczną, gdy były one deformowane antropogenicznie, czy geologiczną.
W referacie znajdujemy jasną odpowiedź na to ważne dla polskich lasów pytanie: "gatunek obcy to takson, o którym wiemy lub domyślamy się, że nie występował na określonym terenie w okresie, gdy doszło do spontanicznego formowania się współczesnej flory i roślinności."
Jest więc dla nas jasne, że nie ma powodu kwestionować granicy zasięgu buka, pomimo, że gdzieniegdzie występuje poza zasięgiem. Jak stwierdził prelegent, mógł on być "uprawiany przez człowieka od niepamiętnych czasów i to zarówno na obszarze pierwotnego występowania, jak i poza nim. Wynikiem uprawy jest różnic między stanowiskami naturalnymi i antropogenicznymi ...".
Cytowane słowa, potwierdzające słuszność naszego protestu, są tym cenniejsze, że zostały wygłoszone przez Leśnika, powszechnie znanego i szanowanego naukowca. Szkoda, iż musimy się ich mozolnie doszukiwać w znakomitym referacie, który największy nacisk kładzie na mało istotne dla naszych lasów kwestie teoretyczne. Najważniejsze z punktu widzenia ich ochrony zagadnienia zostały przemilczane lub zmarginalizowane, jakby w podświadomości autora funkcjonował jakiś mechanizm autocenzury.

*) prof. dr hab. Tomasz Wesołowski
**)dr inż. Władysław Danielewicz, Katedra Botaniki Leśnej Akademii Rolniczej w Poznaniu
"""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""

Rola i kształtowanie zieleni miejskiej
Zdecydowana większość Polaków mieszka w miastach. Najbardziej jednak zagorzałe mieszczuchy, korzystający obficie z dobrodziejstw cywilizacji, na ogół dotknięte są atawizmem, który skłania ich do poszukiwania kontaktów z przyrodą. Jak sprostać tym oczekiwaniom, jak ukształtować zieleń miejską, by mogła być choćby namiastką naturalnego środowiska człowieka? Jak dobrać roślinność, by dobrze rozwijała się w nienaturalnych, trudnych warunkach wielkiego miasta, zaspokajając przyrodnicze i estetyczne potrzeby jego mieszkańców? Oto pytania, na które odpowiedzi szukały pokolenia biologów, architektów i ogrodników.
Pomocą i drogowskazem dla wszystkich zainteresowanych tą problematyką jest znakomita książka, autorstwa dwóch poznańskich naukowców i praktyków zarazem: Aleksandra Łukasiewicza i Szymona Łukasiewicza "Rola i kształtowanie zieleni miejskiej", wydanej nakładem Wydawnictwa Naukowego UAM.
Właściwie wyważając pomiędzy historią a teraźniejszością, pomiędzy teorią a praktyką, opisuje ona negatywne czynniki, jakim zieleń miejska musi sprostać i sposoby jej pielęgnacji. Klasyfikuje różne tereny zieleni, charakteryzując ich znaczenie w funkcjonowaniu terenów zurbanizowanych.
Racjonalne ukształtowanie systemu zieleni to dzieło dokonywane przez dziesiątki lat. Jej układ, których całą gamę w książce opisano, jest dziełem pokoleń. Nie wolno naruszać go z błahych, doraźnych i na ogół merkantylnych powodów - tę myśl dedykuję Urzędnikom, decydującym na co dzień o kształcie naszych parków, skwerów, promenad czy lasów komunalnych, zachęcając ich do lektury tej interesującej książki.
Można ją zamówić pocztą elektroniczną: press@amu.edu.pl
Marek Smolarkiewicz
P.K.E. Wielkopolska
.............................................................................................................................................

Śledztwo w sprawie nielegalnej wycinki lasu nad poznańską Maltą zakończone

Szokującą swoimi rozmiarami i bezczelnością dewastację poznańskiej zieleni, polegającą na wycince starego drzewostanu w pobliżu zbiornika Malta, by w jego miejsce zbudować parking, opisywaliśmy kilkakrotnie w poprzednich numerach Tego Świata. Nie ujawnialiśmy szczegółów prowadzonego przez Prokuraturę śledztwa, gdyż przed jego zakończeniem jest to zabronione. Mieliśmy jednak wgląd do dokumentów oraz prawo składania wniosków i zażaleń, z którego wielokrotnie korzystaliśmy. Tylko dzięki naszej czujności nie zostało ono umorzone na samym wstępie, lecz doprowadziło do wykazania przynajmniej części przestępstwa.

Oto na początku 2003 roku z centrum Poznania znikł rozległy las, w miejsce którego powstał płatny parking. Kto tego dokonał? To nie tajemnica, wycinki dokonywano na oczach tysięcy przechodniów, bacząc jednak starannie, by natychmiast usuwać ślady po każdym wyciętym drzewie. Trudno zresztą obwiniać szeregowych pracowników spółki Malta-ski i oczekiwać, by sprzeciwili się pracodawcy. Ważniejsze są same mechanizmy tego zdarzenia. Zastanawia splot okoliczności, który sprawił, że Wydział Ochrony Środowiska wykazał niemoc, Nadzór Budowlany z trudem dostrzegł zbudowany bez zezwolenia drenaż, Prokuratura dokładała starań, by sprawę umorzyć, a Sąd wykazał minimum przenikliwości. Jak to wytłumaczyć, nie narażając się na zarzut uprawiania spiskowej teorii dziejów?
Dokumentacja śledztwa prowadzonego przez Prokuraturę Rejonową Poznań - Nowe Miasto, w którym występowaliśmy jako pokrzywdzony, zajmuje opasły segregator. Trwało ono od lipca 2003 roku do lutego 2006 roku. Było dwukrotnie umarzane, kilkakrotnie kierowaliśmy zażalenia do Prokuratury Okręgowej, dwukrotnie postanowienia wydawał Sąd Rejonowy w Poznaniu, doprowadziliśmy do powołania dwóch biegłych, a przede wszystkim sami dostarczyliśmy zdjęcia lotnicze, obiektywne dowody rzeczowe.
Zarządowi Geodezji i Katastru Miejskiego Geopoz w Poznaniu składamy gorące podziękowania za bezpłatne udostępnienie trzech zdjęć lotniczych i wyrażenie zgody na ich niekomercyjną publikację.

W proteście wobec nielegalnej wycinki lasu nad Maltą współpracowaliśmy ze Studenckim Kołem Naukowym Edukacji Ekologicznej przy Wydziale Studiów Edukacyjnych UAM, którego opiekunem była ś.p. prof. dr hab. Lubomira Domka.
W odpowiedzi na jej list, Wydział Ochrony Środowiska Urzędu Miasta Poznania napisał 26.02. 2003 roku:
" (...) ... nie jest prawdziwe Państwa twierdzenie, jakoby na powyższym terenie dokonano wycinki "lasu mieszanego złożonego z dębów, świerków, sosen i topól" ponieważ w miejscu tym znajdowało się zadrzewienie złożone wyłącznie z topoli kanadyjskich w nasadzeniach rzędowych.(...)". Topoli było 24, jak stwierdzono w zezwoleniu na ich wycinkę. Piszący te słowa wicedyrektor wydziału nie wiedział jeszcze, jak łatwo będzie stwierdzić ich nieprawdziwość. Obecność drzew iglastych, której Urząd zaprzeczał, nie ulega wątpliwości, ponieważ zimą tylko ich korony mogą zasłaniać chodnik, co pokazały zdjecia lotnicze ( fot....). Ponadto rok później, w maju 2004, Biegły Sądowy Jacek Szczepanik doliczył się tam 29 drzew należących do 8 gatunków liściastych, a mowa tu tylko o okazach ocalałych z nielegalnej wycinki. Trudno też zaakceptować stwierdzenie, iż topole rosły w nasadzeniach rzędowych - ogromne okazy rozrzucone były po całym terenie. Na planie sytuacyjnym ( rys. ....) są to drzewa oznaczone numerami: 1 (166 cm obwodu pnia), 3 ( 251 cm obwodu), 7 (291 cm obwodu), 8 (290 cm obwodu), 17a (219 cm obwodu). Można również wątpić, czy topole nr 10, 12, 13, 14, 15, 16, 17 tworzyły szpaler. Nie da się też treści powyższego cytatu pogodzić z wyliczeniem zawartym w postanowieniu Sądu (patrz niżej), stwierdzającym, iż ten sam Wydział Ochrony Środowiska wydał później zezwolenia na wycinki "kolejnych" 21 drzew, oraz "kolejnych" 4.

Zastanawiająca jest rola biegłego, inż. Jacka Szczepanika, zajmującego się leśnictwem wyceną drzew, drzewostanów i gruntów. Oto, jak zinterpretował on zdjęcia lotnicze: " Z załączonego materiału fotograficznego nie można jednoznacznie wskazać ilości drzew jaka znajduje się na przedmiotowym gruncie, jednakże z układu koron widniejących na zdjęciach w porównaniu do schematu przedstawionego jako załącznik do wniosku o wycięcie można uznać, iż wycinkę drzew przeprowadzono w zakresie dozwolonym". Wskutek naszego zażalenia powołano innego, tym razem kompetentnego biegłego, który potrafił policzyć drzewa widniejące na zdjęciach lotniczych. Zdumiewa powołanie przez panią prokurator Bognę Maciejewską niewłaściwego biegłego, jeszcze dziwniejsze jest, że przyjął on zlecenie wykonania czynności, do której nie miał kwalifikacji. Biegły, tak jak i świadek, jest pouczany o odpowiedzialności grożącej za składanie nieprawdziwych zeznań. Sąd okazał się dla biegłego Jacka Szczepanika łaskawy, nazywając jego twórczość "wizją lokalną". Sęk w tym, że jego zadaniem było przeprowadzenie dowodu ze zdjęć lotniczych, nie wizji lokalnej. Nie mogłoby więc dziwić przywołanie artykułu 233 Kodeksu karnego: Kto, jako biegły, rzeczoznawca lub tłumacz, przedstawia fałszywą opinię lub tłumaczenie mające służyć za dowód w postępowaniu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Polski Klub Ekologiczny, na podstawie analizy trzech zdjęć lotniczych, liczbę nielegalnie wyciętych drzew, tylko z terenu przyszłego parkingu, oszacował na 94.
Z opinii Biegłego Sądowego w dziedzinie fotogrametrii i fotointerpretacji zdjęć
mgr Krzysztofa Smolucha
Na podstawie szczegółowej analizy zdjęć ustalono, że:
- na obszarze terenu ograniczonym chodnikami wzdłuż ulic Majakowskiego i Wiankowej, drogą z płyt betonowych i ogrodzeniem na południowy - zachód od Kopca Wolności, usunięto:
? 1 drzewo spośród liczby 46 drzew, oznaczonych na planie inwentaryzacyjnym jako nie przeznaczone do wycinki;
? 5 drzew (o rozległych koronach - dobrze widocznych na zdjęciach);
? 15 małych drzew (korony nieczytelne na zdjęciach, jednakże dobrze widoczne pnie);
- na obszarze terenu, na północny - wschód od drogi z płyt betonowych, usunięto:
? 2 drzewa spośród liczby 24 drzew, oznaczonych na planie inwentaryzacyjnym jako nie przeznaczone do wycinki;
? 17 małych drzew (korony nieczytelne na zdjęciach, jednakże dobrze widoczne pnie);
Powyższa ilość drzew, określona została na podstawie analizy cech bezpośrednich i pośrednich, wyraźnych na przedmiotowych zdjęciach lotniczych i nie budzących wątpliwości.
Zdaniem opiniującego nie można wykluczyć, że ilość usuniętych drzew o mniejszej wysokości i obwodzie pnia, mogła być większa od wyżej wskazanej.

WNIOSKI
Na podstawie analizy materiału dowodowego zawartego w aktach sprawy oraz przeprowadzonych oględzin miejsca wykonania zdjęć lotniczych, opiniujący wyraża pogląd, że na terenie nieruchomości położonej w Poznaniu przy skrzyżowaniu ulic Majakowskiego i Wiankowej od strony Kopca Wolności:

1. usunięto 3 (trzy) drzewa ponad stan wskazany na planie sytuacyjnym w/wym. terenu, stanowiącym załącznik do wniosku Spółki "Malta ski" z 29.10.2002 r.,
2. usunięto 5 (pięć) dużych i 32 (trzydzieści dwa) mniejsze drzewa, nie ujęte na planie sytuacyjnym w/wym. terenu, stanowiącym załącznik do wniosku Spółki "Malta ski" z 29.10.2002 r.
Dodajmy, iż Biegłemu udostępniono dwa z trzech analizowanych przez nas zdjęć.
Należy podkreślić, jak bardzo względne są użyte w opinii przymiotniki "duże" i "mniejsze". Na podstawie zdjęć lotniczych nie da się ustalić średnicy pnia. Można więc wielkość drzew, o których mowa w opinii, odnieść do wielkości "legalnie" wyciętych topól, które były dokładnie zmierzone. Największa z nich, na planie numer 9, miała 305 cm obwodu pnia. Dalszych 18 miało ponad 200 cm obwodu, najmniejsza 144 cm. W porównaniu z tymi kolosami, nawet te "mniejsze" musiały więc być potężnymi drzewami.

Oprócz bezpośredniego dowodu, jakim były zdjęcia lotnicze, w śledztwie posłużono się zeznaniami świadków. Jak ocenić fakt, iż dano wiarę tylko relacjom sprawców wycinki, pracowników gospodarczych oraz dyrektora "Malta ski", twierdzących oczywiście, że wycinali tylko 24 topole, na które mieli zezwolenie. Pominięto milczeniem przeciwne zeznania dwojga znanych poznańskich naukowców, zawodowych ekologów: prof. dr hab. Lubomiry Domki oraz prof. dr hab. Jerzego Siepaka, a także niżej podpisanego.
Sąd uchylając pierwsze postanowienie o umorzeniu nakazał - oprócz zbadania zdjęć lotniczych - przesłuchać prof. Lubomirę Domkę, która dołączyła jako dowód wykonane przez siebie fotografie nielegalnie wyciętych świerków.
Jak silna była wola zaprzestania śledztwa świadczyć może zapis zawarty w postanowieniu o jego powtórnym umorzeniu, z dnia 19 maja 2004 roku. Pan prokurator Krzysztof Lisiecki nie zawahał się przekroczyć granic absurdu, dając wiarę zeznaniu pracowników "Malta - ski" , iż świerk przedstawiony na fotografii był ustawiony jako choinka ozdoba świąteczno-noworoczna już jako drzewo ścięte. Pomijając niedorzeczność przypuszczenia, iż biolog - profesor Uniwersytetu, znający dobrze teren wycinki, nie odróżniłby ściętego, dużego drzewa od choinki bożonarodzeniowej, świerk ten był gołym okiem widoczny na zdjęciu lotniczym, co pokazuje rysunek ......

Niektórzy twierdzą, że wyroków Sądów nie należy komentować. To idealiści, ślepo wierzący w nieomylność ślepej Temidy. Postanowienie Sądu to nie Pismo Święte, lecz dokument, jak każdy inny. Nie widzę powodu, by go nie weryfikować, gdy jest to uzasadnione.
Pomińmy wywody prawnicze, skupiając się na wątku merytorycznym, zawartym w postanowieniu Sądu z dnia 7 lutego 2006 roku o umorzeniu śledztwa. Cytuję:
"Biegły sądowy z dziedziny fotointerpretacji i fotometrii zdjęć Krzysztof Smoluch w pisemnej opinii wydanej w oparciu o analizę zdjęć lotniczych przedmiotowego terenu wykonanych w dniu 29 marca 2001 roku, wyników wizji lokalnej wykonanej przez biegłego Jacka Szczepaniaka w dniu 29.04.2004 roku oraz po dokonaniu oględzin miejsca zdarzenia stwierdził, że na terenie nieruchomości położonej u zbiegu ulic Wiankowej i Majakowskiego w okresie pomiędzy marcem 2001 roku a styczniem 2005 roku dokonano wycinki trzech drzew ponad stan wskazany w planie sytuacyjnym terenu stanowiącym załącznik do wniosku z dnia 29.10.2002 oraz usunięto 5 drzew i 32 mniejsze drzewa nie ujęte w w/w planie sytuacyjnym. Opinia biegłego nie uwzględniała jednak, nieznanych biegłemu w momencie wydawania opinii faktów, uzyskania przez spółkę Malta Ski w dniu 4.08.2004 roku kolejnej decyzji administracyjnej zezwalającej na usunięcie kolejnych 21 drzew z terenu położonego u zbiegu ulic Wiankowej i Majakowskiego oraz w dniu 13.09.2004 roku kolejnej decyzji zezwalającej na wycinkę 4 obumarłych drzew. (...)
Materiał dowodowy wskazuje na fakt, że w dalszym okresie do stycznia 2005 roku z terenu położonego na zbiegu ulic Wiankowej i Majakowskiego dokonano wycinki również kolejnych 40 drzew, przy czym jedynie 25 z nich usunięto "legalnie" tj. uzyskując zgodę Prezydenta Miasta Poznania w postaci wydanej przez niego decyzji administracyjnej. Faktycznie usunięto ponadto 15 drzew, w tym 12 mniejszych, co do których spółka Malta Ski nie posiadała żadnych decyzji administracyjnych na ich usunięcie. Biegły nie był w stanie jednoznacznie określić, w jakim okresie czasu dokonano usunięcia tych 15 drzew, nie ulega jednak wątpliwości, że musiało to nastąpić po dniu 27.01.2003 roku." (wytłuszczenia redakcji)
Gdyby ktoś doszedł do wniosku, że niewiele z tego rozumie, mogę go pocieszyć, że nie jest w tym osamotniony. Przypomnijmy: wycinki zadrzewienia dokonano zimą 2002/2003 roku, częściowo (25 topoli) w oparciu o zezwolenie z 2002 roku. Biegły Jacek Smoluch opinię wydał 29.01.2005 roku, a "cudownie" odnalezione decyzje pochodziły z sierpnia i września 2004 roku. Tak więc sposób, w jaki pani sędzia Danuta Kasprzyk dokonała swoich wyliczeń wydaje się niezrozumiały i pozostanie jej tajemnicą, gdyż postanowienie o umorzeniu śledztwa jest ostateczne. Nie dowiemy się też, dlaczego "kolejne" decyzje - zezwolenia na wycinkę były biegłemu nieznane? Dlaczego Sąd nie odrzucił postępowania przygotowawczego, skoro było obciążone tak poważnymi błędami? Czy po to wreszcie powołuje się biegłego, by Sędzia, nie mający wiedzy specjalistycznej, "ręcznie" retuszował jego opinię?
mgr Marek Smolarkiewicz
prezes Okręgu Wielkopolskiego
Polskiego Klubu Ekologicznego

 

;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;
Ocalić Puszczę Białowieską
żądamy zaprzestania rabunku polskich lasów
Brak właściwej ochrony Puszczy Białowieskiej był niejednokrotnie poruszany przez Polski Klub Ekologiczny. Już w 1995 roku Zarząd Główny uchwalił stanowisko w tej sprawie, które jest zamieszczone na naszej stronie internetowej. Obszerny artykuł "Dramat Puszczy Białowieskiej" zamieściliśmy w numerze Tego Świata 1(58)2004.

3 marca 2006 roku był dniem międzynarodowej solidarności dla Puszczy Białowieskiej. Przyłączyliśmy się do światowej akcji obywatelskiej BISON (Białowieża International Solidarity Network),organizując pikietę na ul. Półwiejskiej w Poznaniu, przy "Starym Marychu". Przez godzinę młodzież z Koła PKE w Poznaniu pikietowała na rzecz ochrony całej Puszczy Białowieskiej, rozdając przechodniom ulotki, nawiązując z nimi rozmowy, zbierając podpisy pod petycją do Premiera. Większość przechodniów wykazywała zainteresowanie i życzliwość. Nie zabrakło też głosów sceptycznych, skwapliwie podchwyconych przez poznańską Gazetę Wyborczą, iż Wielkopolanie mają bliższe i ważniejsze problemy. Kwestia horyzontu ...

Białowieża International Solidarity Network (BISON) to nazwa światowej akcji obywatelskiej dla Puszczy Białowieskiej (http://bison.org.pl).

? W dniu 3 marca br. w wielu miastach świata (m. in. Londyn - Wielka Brytania, Bratysława - Słowacja, Helsinki - Finlandia, Kampala - Uganda, Dublin - Irlandia, Lipsk - Niemcy, Colombo - Sri Lanka, Praga - Czechy, Pretoria - Afryka Południowa, Sydney, Brisbane, Canberra - Australia, Bukareszt - Rumunia, Seul - Korea Płd., Toronto - Kanada, Kijów - Ukraina, Tokio - Japonia, Nowy Jork - USA) odbyły się akcje solidarności dla Puszczy Białowieskiej pod hasłami "Jedna Puszcza!".
? Celem akcji było zwrócenie uwagi świata na to, że ostatni na niżu Europy las naturalny o cechach pierwotnych ulega ciągłej degradacji skutkiem trwających po stronie polskiej i białoruskiej wyrębów i braku spójnej wizji ochrony i zarządzania, Tylko 15% polskiej części jest parkiem narodowym. Tysiące listów, jakie od wielu dni napływają ze świata do prezydenta Lecha Kaczyńskiego i wizyty w polskich ambasadach, mają wzmocnić apel do prezydenta RP o objęcie osobistym protektoratem Puszczy Białowieskiej.

? W styczniu br. czworo przedstawicieli BISON z USA, Białorusi, Hiszpanii i Polski złożyło prezydentowi RP apel z prośbą o osobiste objęcie protektoratem Puszczy Białowieskiej - podjęcie inicjatywy ustawodawczej (konkretnie: chodzi o objęcie ochroną wszystkich fragmentów naturalnego pochodzenia, bo nie były one sadzone ręką ludzką i stanowią o wyjątkowym charakterze Puszczy; opracowanie planu ochronnego dla całego obszaru Puszczy, w oparciu o waloryzację przyrodniczą i kulturową przy szerokiej konsultacji ponadregionalnej; zaprzestanie ingerencji w naturalne procesy na obszarach objętych ochroną.

? Należy stworzyć plan objęcia całej polskiej części Puszczy parkiem narodowym pozyskując dla tego planu miejscowe społeczności. W porozumieniu ze stroną białoruską należy dążyć do utworzenia ponadnarodowego rezerwatu Puszczy Białowieskiej - obszaru dziedzictwa ludzkości, do wypracowania wspólnych dla całej Puszczy zasad ochrony.

ŻĄDAMY ZAPRZESTANIA WYCINKI
PUSZCZY BIAŁOWIESKIEJ
Protestujemy przeciwko rabunkowi polskich lasów
PUSZCZA BIAŁOWIESKA JEST AMAZONIĄ EUROPY - TO OSTATNI PIERWOTNY LAS NA NASZYM KONTYNENCIE
TYLKO 15% JEJ OBSZARU STANOWI PARK NARODOWY - POZOSTAŁA CZĘŚĆ JEST SYSTEMATYCZNIE NISZCZONA
3 marca 2006 dniem międzynarodowej solidarności dla Puszczy Białowieskiej

POLSKI KLUB EKOLOGICZNY
przyłącza się do światowej akcji obywatelskiej BISON
Białowieża International Solidarity Network (http://bison.org.pl)

ZAPRASZAMY DO ODWIEDZENIA NASZEJ STRONY INTRNETOWEJ www.most.org.pl/pke-ow
MENU
? Biuletyn "Ten Świat" 2004 nr 1(58) 2004 "DRAMAT PUSZCZY BIAŁOWIESKIEJ"
? Stanowisko PKE - Puszcza Białowieska

Polski Klub Ekologiczny- Okręg Wielkopolski
61 - 389 Poznań
os. Rzeczypospolitej 111
ekowielkopolska@wp.pl
ULOTKA EKOLOGICZNA - WYDRUKOWANA NA MAKULATURZE
Pikieta przy Starym Marychu (fot. M. Smolarkiewicz)
>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>..
Budowa stacji benzynowej w otulinie Wielkopolskiego Parku Narodowego, obszaru sieci Natura 2000 - Ostoja Wielkopolska

Pomysł budowy stacji benzynowej w Puszczykowie pojawił się już na początku lat 90-tych, jednak wtedy nie uzyskał on akceptacji Rady Miasta. Powrócił w 1998 roku, gdy na wniosek firmy Synchron Radni przyjęli uchwałę w sprawie przystąpienia do zmiany planu zagospodarowania przestrzennego terenu położonego w pobliżu cmentarza, z przeznaczeniem pod stację paliw.
Mimo licznych protestów zgłaszanych przez mieszkańców, 4 marca 2002 r. Rada Miasta podjęła uchwałę nr 248/02/III o zmianie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, dla obszaru położonego w rejonie skrzyżowania ulicy Wysokiej z południowym odcinkiem ulicy Poznańskiej. Zakładał on budowę stacji benzynowej, przeznaczonej głównie dla samochodów ciężarowych, usytuowanej na niewielkiej skarpie przy granicy Wielkopolskiego Parku Narodowego - obszaru sieci Natura 2000 (dyrektywa siedliskowa). Puszczykowo jest specyficzną, małą miejscowością wypoczynkową, położoną w całości w otulinie Wielkopolskiego Parku Narodowego. Do 1996 roku w całości znajdowało się w granicach Wielkopolskiego Parku Narodowego. Na jego terenie nie jest prowadzona żadna działalność przemysłowa.
Jednocześnie jest ono częścią kompleksu gęsto zabudowanych gmin podpoznańskich co sprawia, że najbliższe stacje benzynowe położone są w niewielkiej odległości nie przekraczającej kilku kilometrów. Dodatkowa stacja nie jest więc potrzebna mieszkańcom, tym bardziej nie ma powodu sytuować jej na obszarze odznaczającym się wysokimi walorami przyrodniczymi.
W początku lipca br. udało się problemem zainteresować naukowców, którzy dostrzegli wyjątkowe walory przyrodnicze tego miejsca.
Opinię w sprawie objęcia stawku ochroną prawną w formie użytku ekologicznego sporządziła Pani profesor Halina Ratyńska z Zakładu Botaniki Uniwersytetu im. Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy.
W pobliżu planowanej inwestycji występują gatunki roślin i zwierząt objęte ochroną prawną min.: owocujący okaz bluszczu pospolitego, który rośnie na drzewie, na wycięcie którego została wydana zgoda Starosty Poznańskiego. Opinię na jego temat wydał pan profesor Karol Latowski z Zakładu Taksonomii Roślin Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Sporządzona w 2002 prognoza środowiskowa również wskazywała na zagrożenia dla środowiska i przyrody parku. Lokalizacja budzi też wątpliwości związane z bezpieczeństwem ruchu drogowego, które zgłaszali policjanci z Wydziału Ruchu. Ryzykowne jest usytuowanie wjazdu i wyjazdu w pobliżu skrzyżowania, na którym często dochodzi do wypadków drogowych, w których życie straciło 20 osób w ciągu ostatnich 20 lat.
W pobliżu dominuje niepodpiwniczona zabudowa jednorodzinna z XIX i początku XX wieku. Ruch ciężkich tirów może spowodować uszkodzenia starych budynków.
Dodatkowo teren planowanej inwestycji stanowi stare koryto Warty, co nie pozostanie bez wpływu na panujące w okolicy stosunki hydrogeologiczne. Okoliczni mieszkańcy posiadają również pompy dzięki którym czerpią wodę do celów spożywczych.
W pobliżu planowanej inwestycji przebiega ścieżka rowerowa, z której latem korzysta młodzież dojeżdżając do pobliskiego jeziora Jarosławieckiego.
Zdaniem mieszkańców, taki teren zasługuje na inny sposób wykorzystania, niż stacja benzynowa.

Andrzej Kempiński
członek Towarzystwa Przyjaciół Puszczykowa

Puszczykowo - w tym miejscu zaplanowano budowę stacji paliw (fot. A. Kempiński)

;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;
Kto zasypuje Jezioro Swarzędzkie ?

Przynajmniej od kilku miesięcy Jezioro Swarzędzkie, od strony miasta Swarzędza, jest wypełniane masami ziemnymi, gruzem, śmieciami. Otrzymawszy sygnał w maju 2006 roku, wspólnie z Zarządem Okręgu Wielkopolskiego podjęliśmy interwencję w tej sprawie: dokonaliśmy wizji terenowej, udokumentowaliśmy składowisko fotograficznie oraz zawiadomiliśmy właściwe instytucje:

? Urząd Miasta i Gminy Swarzędz stwierdził 22 maja, że jest to "porządkowanie terenu w celu umożliwienia mieszkańcom dostępu do jeziora", jednak już 26 czerwca podjął "czynności wyjaśniające".

? Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej w Poznaniu w dniu 22 maja 2006 przekazał sprawę do rozpatrzenia Prokuraturze Rejonowej Poznań - Wilda uznając, że stwierdzone fakty świadczą o popełnieniu przestępstwa przeciw środowisku - art. 183§1 Kodeksu karnego. W czerwcu biegły sądowy dokonał oględzin składowiska i pobrał próbki mas ziemnych.

? Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Poznaniu dokonał oględzin, które wykazały zasadność naszego zgłoszenia i zażądał "podjęcia działań" przez Urząd Miasta i Gminy w Swarzędzu.

Zbigniew Stanisławski
prezes Koła PKE w Swarzędzu

Masy ziemne i gruz składowane w jeziorze Swarzędzkim (fot. M. Smolarkiewicz)

;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;;
III Powiatowy Turniej Ekologiczny

24 maja w Szkole Podstawowej im. Arkadego Fiedlera w Karniszewie
z inicjatywy dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska, Rolnictwa i Leśnictwa Starostwa Powiatowego w Gnieźnie Romana Kujawskiego odbył się III Powiatowy Turniej " Selektywna zbiórka surowców wtórnych i inne zachowania przyjazne dla środowiska".
Chęć udziału w turnieju zgłosiło 13 szkół podstawowych z powiatu gnieźnieńskiego. Na turnieju niestety pojawiło się tylko 11 reprezentacji. Były to trzyosobowe reprezentacje szkół: z Kłecka, Zdziechowy, Mieleszyna, Karniszewa, Sławna, Jankowa Dolnego, Trzemeszna, Szydłowa, Żydowa oraz szkół podstawowych nr 3 i 12 z Gniezna.
Zmagania uczestników rozpoczęły się od rozwiązywania zadań zamkniętych w specjalnie ułożonym teście, który dotyczył m.in. umiejętności rozpoznawania znaków ekologicznych, wiedzy na temat selektywnej zbiórki odpadów i form ochrony przyrody, znajomości świąt ekologicznych. Autorką pytań była Beata Zielińska - Tubacka nauczycielka historii i przyrody w szkole podstawowej w Karniszewie.
Do następnego etapu jury w składzie: Stanisława Łykowska - nauczycielka biologii i przyrody w Zespole Szkolno- Gimnazjalnym w Zdziechowie, Bogumiła Gągalska - nauczycielka przyrody w Zespole Szkolno - Przedszkolnym w Kłecku oraz Ewa Kaźmierska nauczycielka przyrody w Szkole Podstawowej nr 1 w Trzemesznie zakwalifikowały 16 uczestników z największą ilością punktów. Cztery osoby uzyskały komplet punktów.
Podczas gdy komisja konkursowa sprawdzała prace uczniów, miłośnicy czystego środowiska oglądali przedstawienie "Eko - Kapturek", przygotowane przez klasę IVa pod kierunkiem Beaty Zielińskiej - Tubackiej. Przedstawienie to zajęło II miejsce podczas XI Gnieźnieńskich Prezentacji Ekologicznych.
Finał konkursu odbył się na scenie karniszewskiej podstawówki. Uczestnicy turnieju, którzy znaleźli się w finale odpowiadali na wylosowane pytania. Po dogrywce ustalono następującą kolejność: I miejsce ex aequo Monika Sypniewska ze Zdziechowy i Marta Woźniak z Karniszewa.
II miejsce wywalczyła Maja Formalik ze Szkoły Podstawowej nr 12 z Gniezna. III miejsce znów ex aequo zajęli: Dominika Kaczorowska ze Szkoły Podstawowej nr 3 z Gniezna i Kuba Wawryków ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Trzemesznie.
W klasyfikacji drużynowej I miejsce zajęła szkoła w Karniszewie - 70 punktów, II miejsce ex aequo Zespół Szkolno - Gimnazjalny w Zdziechowie oraz Szkoła Podstawowa nr 1 z Trzemeszna - 68 punktów, III miejsce Szkoła Podstawowa nr 12 z Gniezna, IV - Szkoła Podstawowa w Sławnie - 60 punktów, V - Szkoła Podstawowa nr 3 z Gniezna.
Wszyscy uczestnicy otrzymali nagrody w postaci atrakcyjnych książek o tematyce przyrodniczej ufundowanych przez Starostwo Powiatowe w Gnieźnie i Urząd Gminy w Mieleszynie. Dodatkowo każdy uczestnik turnieju otrzymał upominek - ekologiczną torbę na zakupy oraz Kieszonkowy słowniczek ekologiczny lub Mały słownik - Ekologia od A do Z przekazany przez Polski Klub Ekologiczny Okręg Wielkopolski w Poznaniu, a także kalendarz ufundowany przez Polski Klub Ekologiczny Koło Gniezno.
Turniej zakończył słodki poczęstunek zorganizowany przez dyrektor szkoły Halinę Staszewską.
Sponsorami turnieju byli: Starostwo Powiatowe w Gnieźnie,
Urząd Gminy w Mieleszynie, Polski Klub Ekologiczny Okręg Wielkopolski w Poznaniu, Polski Klub Ekologiczny Koło w Gnieźnie, dzieci z koła Polskiego Klubu Ekologicznego "Ekoludek" w Karniszewie, rodzice: Ilona Purol z Karniszewa, Iwona Banicka z Popowa Tomkowego, Małgorzata Woźniak z Dziadkowa, Anna Zawadzka i Agnieszka Cyprysiak z Karniszewa, Joanna Skwarek z Popowa Podleśnego, nauczyciele : Halina Staszewska, Beata Zielińska - Tubacka.
Celem turnieju było propagowanie edukacji ekologicznej, kształtowanie u młodych ludzi odpowiedzialności za stan środowiska naturalnego, zmniejszenie oporu w stosunku do selektywnej zbiórki odpadów, wyrobienie nowego sposobu myślenia, w którym ważny będzie szacunek dla wszelkich form życia, kształtowanie odpowiedzialności i umiarkowania w dążeniach konsumpcyjnych, propagowanie zdrowego, wolnego od nałogów trybu życia i etycznych zakupów, umożliwienie uczestnikom konkursu potwierdzenia posiadanej wiedzy i umiejętności.
Już dziś za pośrednictwem Biuletynu - " Ten Świat" zapraszamy wszystkie zainteresowane ekologią i ochroną środowiska szkoły podstawowe z powiatu gnieźnieńskiego na IV Powiatowy Turniej - " Selektywna zbiórka surowców wtórnych i inne zachowania przyjazne dla środowiska", który odbędzie się dnia 16 maja 2007 roku o godzinie 9.30 w Szkole Podstawowej w Karniszewie.
Beata Zielińska - Tubacka
opiekun szkolnego Koła P.K.E. w Karniszewie

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>...

"Ariston men hidor"
Tales z Miletu

Wiele czynności, które wykonujemy codziennie nie wymaga namysłu. Raz nauczywszy się wiązać but, czy zmieniać biegi w samochodzie, robimy to automatycznie, niemal bez udziału świadomości. To czasami źle, bo warunki w jakich żyjemy zmieniają się, a nasz automatyzm, który nie podlega ewolucji, cofa nas do epoki dinozaurów. Chyba, że posłużymy się umysłem, najlepszym wynalazkiem Natury, dzięki któremu człowiek okazał się gatunkiem najlepiej przystosowanym do zmian środowiska pomimo mizernego i słabego ciała. Wynika stąd pewne stereotypowe powiedzenie - myślenie ma przyszłość. Spróbujmy zatem dziś posłużyć się umysłem przy tak prozaicznej czynności, jak odkręcanie
kranu.
W tym miejscu czytelnik ekologicznego, bądź co bądź, czasopisma powinien zakrzyknąć - Wiem!!! I odłożyć te kartki z przekonaniem, że nikt nie musi mu (i słusznie) przypominać, że wodę pitną z kranu powinniśmy używać oszczędnie, bo do jej uzdatnienia wykorzystano energochłonne procesy, które naraziły na szwank naszą ekosferę, że być może tej nadającej się do picia wody jest rzeczywiście za mało, że - gdy będziemy tę wodę zwracać środowisku - powinniśmy zadbać, aby nie była ona zanieczyszczona związkami, które nie ulegają biodegradacji lub nie tworzyła zbyt żyznego ośrodka dla rozwoju różnego rodzaju glonów (eutrofizacja wód powierzchniowych) itd itp. Skoro to wszystko już wiesz, drogi Czytelniku, porozmawiajmy dzisiaj po prostu
O wodzie
Woda jest związkiem chemicznym, który towarzyszy nam od zarania dziejów. To nią wypełniony był praocean, w którym po raz pierwszy pojawiło się życie. Kiedy ewolucja nabrała rozpędu i pojawiły się gatunki pałające nieodpartą chęcią zasiedlenia lądów, zabrały one ze sobą, zapewne nie tylko z sentymentu, część tej morskiej wody, która była ich kolebką. Teraz, gdy woda stała się dla nas śmiertelnie niebezpiecznym żywiołem, unosimy w naszych płynach ustrojowych roztwory różnorakich soli znacznie przypominające swą zawartością skład wody morskiej. To trochę tak, jak ślimak. On nosi na swoim grzbiecie mieszkanie. My we wnętrzu naszych organizmów nosimy wszędzie ze sobą przyjazne wodne środowisko, w którym świetnie mają się nasze komórki.
Skoro już przypisaliśmy wodzie status związku chemicznego, to spodziewamy się, że na butelce z tą wielce podejrzaną cieczą, podobnie - jak na butelkach innych odczynników chemicznych - powinna znaleźć się informacja o niebezpieczeństwie, jakie woda może wywołać. To nie żart, ktoś kiedyś słusznie zauważył, że każda substancja może okazać się trucizną. To tylko kwestia ilości. I nie chodzi tutaj o to, że w wodzie można się utopić, choć niekiedy mawia się, że jest to możliwe i to wręcz w łyżce wody. Otóż pamiętajmy, że różnorakie płyny ustrojowe, z których w około 80 % składa się nasz organizm, nie są czystą wodą lecz roztworami. W otaczającym nas środowisku w ogóle dość trudno o czystą wodę. W marę czysta jest deszczówka. Jeżeli więc wypijemy dość dużą porcję czystej wody, w organizmie mogą zachodzić procesy, których Natura nie przewidziała. Ale podkreślmy, chodzi tu o wodę naprawdę czystą, najlepiej destylowaną.
Jaki jest mechanizm zjawiska, który zmusza nas do uznania wody za truciznę? Błona, jaką nasze komórki separują swoje wnętrze od płynów ustrojowych można traktować, jak błonę półprzepuszczalną (w rzeczywistości transport różnego rodzaju substancji przez błonę komórkową jest znacznie bardziej złożonym, a jednocześnie fascynującym procesem). Co się dzieje, jeżeli po obu stronach błony półprzepuszczalnej pojawi się różnica stężeń. Ano pojawi się ciśnienie osmotyczne. I tak jak w przypadku roztworu cukru i błony celofanowej (doświadczenie dobrze znane jeszcze ze szkoły), woda będzie migrować z ośrodka o niższym stężeniu (w naszym przypadku to wypita właśnie woda destylowana) do ośrodka o wyższym stężeniu - do wnętrza komórki. Efekt - to zakłócenie jej czynności życiowych, a niekiedy wręcz rozerwanie przez gromadzącą się w środku wodę.
Lecz ile trzeba wypić wody, aby otruć się? Pytanie jest źle postawione. Poszczególne osobniki mogą różnić się masą oraz mieć swoistą podatność na niektóre trucizny. Toksykologowie posługują się więc w tym przypadku pewna wielkością statystyczną zwaną LD50 (ang. lethal dose). Oznacza on dawkę, która zażyta jednorazowo pozbawia życia przeciętnie 50 % osobników, które ją przyjęły. Dla wody dawka ta wynosi około 80 g na kilogram ciała osobnika. Dawka ta nie odbiega zbytnio od dawek dla innej często spożywanej substancji - sacharozy (30 g/kg). Podane liczby oznaczają oczywiście, że nie należy zbytnio obawiać się szkodliwego działania wody na nasz organizm (dla porównania LD50 dla cyjankali wynosi około 0,005 g/kg) Wręcz przeciwnie, znacznie częściej dochodzi do bardzo poważnych objawów odwodnienia a nie "przedawkowania" wody. Organizm ludzki potrzebuje około 2 litrów wodzy dziennie. Jednak ilość ta może ulec znacznym zmianom pod wpływem warunków zewnętrznych. Jeżeli jesteśmy więc zdrowi, w upalny dzień pijmy więc do woli, pamiętając jednak o uzupełnianiu naszych zapasów elektrolitów.
Cząsteczka wody ma budowę niezwykle prostą - dwa atomy wodoru, jeden tlenu... Wydaje się że nie kryją się w niej żadne tajemnice. Jednak, pomimo tak wielkiego znaczenia wody dla życia, dla wielu procesów technologicznych, pomimo, że większość skorupy ziemskiej jest pokryta wodą, ciągle daleko nam do poznania wszystkich jej zagadek. Zagadki te wiążą się z niezwykłymi właściwościami wody, te zaś, jak wydaje się mają źródło w szczegółach budowy cząsteczki wody.
Jest ona przestrzenna. Kształtem przypomina czworościan foremny, w którego środku znajduje się atom tlenu. W dwóch narożach, jak wynika to ze wzoru H2O, znajdują się atomy wodoru. Dwa pozostałe naroża nie są bynajmniej puste. Nie ma w nich atomów, znajdują się jednak fragmenty chmury elektronowej otaczającej atom tlenu. W stronę tych wierzchołków rozciągają się tzw. orbitale niewiążące, z których każdy jest zajmowany przez dwa elektrony. Kąt pomiędzy wiązaniami, jakimi atom tlenu "trzyma" atomy wodoru w czworościanie foremnym powinny wynosić około 109?. Jednak w cząsteczce wody ten kąt jest nieco mniejszy i wynosi około 105?. Wynika to z deformacji cząsteczki, której przyczyną są znajdujące się blisko siebie elektrony na orbitalach niewiążących. Są one obdarzone ujemnym ładunkiem elektrycznym i odpychając się wzajemnie - "rozpychają" jeden koniec cząsteczki wody, w wyniku czego atomy wodoru zbliżają się do siebie. Dodajmy jeszcze, ze wiązanie chemiczne pomiędzy atomami wodoru i tlenu nie jest bardzo silne, a będziemy mieli komplet ważniejszych wiadomości na temat budowy cząsteczki wody.
Przedstawiony powyżej opis nie jest bardzo skomplikowany i wydaje się, że 0.6 kwadryliona takich cząsteczek (co daje około 18 g wody albo, jak zwykli mawiać chemicy, 1 mol wody) nie powinien mieć przed nami żadnych tajemnic. Jednak, gdy rozważamy zachowanie się większej liczby cząsteczek wody, musimy wziąć pod uwagę ich wzajemne oddziaływania i ustawienie. Zacznijmy od geometrii... i krystalografii. Ta ostania uczy, że ciało stałe (u nas lód) ma poustawiane atomy albo cząsteczki w węzłach olbrzymiej sieci (rozciągającej się na setki, a często miliardy miliardów atomów w każdą stronę - zależy jak duży jest monokryształ). Sieć ta tworzy się w wyniku oddziaływań pomiędzy atomami lub cząsteczkami. Mogą nimi być wiązania kowalencyjne, jonowe, metaliczne i wiele innych, bardziej "egzotycznych" sił. Siły te skupiają atomy jak najbliżej siebie - w tej gęsto upakowanej strukturze niemal nie ma wolnego miejsca. Z drugiej strony pamiętamy, ze cząsteczki wody są czworościanami. Czy można czworościanami tak wypełnić całą objętość kryształu, aby nie pozostało ani trochę wolnego miejsca? Jak pokazaliśmy to w jednym z wcześniejszych "Kwadransów...", nie można. I niewiele zmienia sytuację fakt, że tak naprawdę, czworościan cząsteczki wody jest nieco zdeformowany. Pakowanie cząsteczek wody w uporządkowaną strukturę kryształu musi więc pozostawiać pewną nie zajętą niczym przestrzeń. Jednostka objętości kryształu lodu zawiera więc nieco mniej cząsteczek, niż taka sama jednostka objętości ciekłej, gorzej uporządkowanej wody. Stąd mniejsza gęstość lodu od wody i wynikający w prawa Archimedesa fakt, że lód pływa po jej powierzchni. Jakie to ma konsekwencja dla życia w zbiornikach wodnych - łatwo się domyślić. Poza rzadko występującym zamarzaniem wody przy dnie zbiornika, zazwyczaj woda zamarza od powierzchni pozwalając organizmom na wegetację zimą, choć może nie bardzo komfortową z braku tlenu.
Myliłby się ktoś, kto by sądził, że struktura ciekłej wody w sposób diametralny różni się od lodu. Oczywiście w temperaturze topnienia znika sieć krystaliczna. Oznacza to, ze cząsteczki wody uszeregowane jak żołnierze pułku na mustrze, zmieniają swoje położenia, ale nie pojedynczo, jak po komendzie rozejść się, lecz drużynami czy plutonami. Dzieje się tak dlatego, że pomiędzy cząsteczkami wody występują pewne siły trzymające je razem. Siły te nie są dalekozasięgowe, a więc uporządkowanie w wielkiej skali znika, w małej zaś pozostaje. Co to za siły?
Cząsteczka wody, jak pokazaliśmy sobie przed chwilą, ma z jednej strony czworościanu ujemne elektrony na orbitalach niewiążących, z drugiej strony zaś atomy wodoru. Atomy te nie są one elektrycznie obojętne w cząsteczce. Każdy z nich był kiedyś w stanie wolnym posiadaczem jednego elektronu. W cząsteczce wody elektrony te tworzą wiązanie z atomem tlenu. Zatem najczęściej przebywają pomiędzy jądrem atomu wodoru i atomem tlenu. Gdy tak spojrzymy na cząsteczkę wody, zobaczymy dwa prawie "gołe" dodatnie protony po jednej jej stronie. W cząsteczce wody doszło więc do wyindukowania ładunków elektrycznych. Stała się ona dipolem elektrycznym. A dipole mogą się nawzajem przyciągać lub odpychać, w zależności od tego, jak są ustawione względem siebie w przestrzeni (podobnie, jak magnesy) powodując, że cząsteczki wody w pewien sposób ustawiają się względem siebie tworząc trójwymiarową strukturę. Czy na tym koniec? Raczej dopiero początek...
Jak wspomnieliśmy atomy wodoru są dość słabo związane z atomem tlenu. Efektem jest możliwość ich odłączenia,. w wyniku czego powstają dwa jony - ujemny wodorotlenowy i drugi... hm, nazwijmy go na razie kationem wodorowym. Taki rozpad cząsteczek wody na aniony i kationy nosi nazwę autodysocjacji wody. W czystej wodzie liczba jonów wodorowych i wodorotlenowych pozostaje taka sama. Mówimy, że ma odczyn obojętny. Jednak, gdy do wody dodamy kwasu lub zasady, zwiększymy wówczas ilość jednego rodzaju jonów zakwaszając ją lub alkalizując. Interesujące jest to, że chociaż stężenia jonów zmieniają się, ich iloczyn zawsze pozostaje stały i zależy jedynie od temperatury wody. Wynosi on w temperaturze mniej więcej 20?C około 10-14 (jeżeli za jednostkę stężenia przyjmiemy mol/dm3). Oznacza to że w tej temperaturze, w wodzie o odczynie obojętnym mamy stężenie jonów wodorowych równe 10-7, a to oznacza, że pH wody ( (kto pamięta co to?) wynosi 7. Dodajmy, że tylko w tej jednej temperaturze.
Pokazaliśmy przed chwilą jakie są konsekwencje całkowitego rozpadu cząsteczki wody na jony. Może ona jednak rozpaść się "nie do końca". Mianowicie jedna cząsteczka wody może obrócić się tak w kierunku sąsiadki tak, że wystawi w jej kierunku orbital niewiążący z dwoma elektronami. Jej sąsiadka może z kolei obrócić się w stronę pierwszej cząsteczki atomem wodoru do przodu. Atom ten, a właściwie goły proton może teraz zmienić cząsteczkę, do której należy, gdyż dwa elektrony z orbitalu niewiążącego mogą teraz utworzyć z nim wiązanie koordynacyjne. Gdy proton przesunie się bliżej w stronę nowej cząsteczki - nastąpi dysocjacja - powstanie anion hydroksylowy i - teraz widzimy to dokładnie - jon hydroniowy H3O+, a nie jak przed chwilą upraszczając zakładaliśmy - jon wodorowy. W wodzie kationy wodorowe nie istnieją. Jeżeli jednak proton nie będzie chciał się zdecydować i będzie oscylował pomiędzy dwiema cząsteczkami wody, wówczas utworzy tak zwane wiązanie wodorowe. Jest to właśnie podstawowy rodzaj oddziaływania, jaki porządkuje cząsteczki wody każąc łączyć się im w niewielkie kilkunastocząsteczkowe agregaty.
Wiązanie wodorowe występuje nie tylko w wodzie. Nie tworzy ono cząsteczek, nie jest siłą spajającą cząsteczki w całość, ale może w decydujący sposób wpływać nie tylko na ich wzajemne ułożenie, ale także na kształt (inaczej - konformację), jeżeli posiadają plastyczną i wystarczająco skomplikowaną budowę. Powierzmy tutaj wyraźnie, że wiązania wodorowe, często z udziałem cząsteczek wody są podstawowymi siłami decydującymi o konformacji tak ważnych dla organizmu substancji jak DNA czy białka.
Z istnienia jonów wodorotlenowych i hydroniowych wody wynika także anomalnie wysoka przewodność elektryczna roztworów wodnych i samej wody. Przypomnijmy, ze przepływ prądu elektrycznego przez roztwory polega na ruchu jonów w polu elektrycznym - anionów do "plusa" i kationów do "minusa". Oba interesujące nas jony również "płyną" do przeciwnie naładowanych elektrod. Jednak potrafią robić to szybciej, niż inne rodzaje jonów. Pomaga im w tym efekt zwany efektem Grotthusa. Oprócz ruchu samych jonów mogą zachodzić wymiany protonów z sąsiednimi, obojętnymi cząsteczkami wody. Ładunek elektryczny porusza się wtedy podobnie, jak pasażer, który wstał z miejsca w jadącym pociągu i idzie w kierunku lokomotywy.
Wróćmy do rozważań, co zmienia się w strukturze wody podczas topnienia. Wiemy już że na dużych odległościach wszystko, ale na małych - dzięki wiązaniom wodorowym - niewiele. Zatem także w ciekłej wodzie cząsteczki przyciągają się i porządkują. To wzajemne przyciąganie i porządkowanie cząsteczek znajdujących się na powierzchni wody (które zachodzi tylko w połowie sfery otaczającej każdą cząsteczkę) jest powodem występowania nieskompensowanej wypadkowej siły działającej na cząsteczki w warstwie powierzchniowej. Efektem makroskopowym tego zjawiska jest anomalnie wysokie napięcie powierzchniowe wody. Zauważmy przy tym, że powietrze nad powierzchnią wody nie różni się w istotny sposób od powierzchni kontaktu wody z olejem. W jednym i drugim przypadku cząsteczki wody nie mogą wiązać się z cząsteczkami z sąsiedniej fazy ani oddziaływaniami dipolowymi, ani wiązaniami wodorowymi (w pierwszym przypadku dlatego, bo nie ma w ogóle takich cząsteczek - gaz w porównaniu z fazą skondensowaną jest niemal pusty, w drugim przypadku - cząsteczki węglowodorów mają bardzo silnie związane protony - nie są zdolne do tworzenia wiązań wodorowych - i nie mają własnego momentu dipolowego). W konsekwencji, dzięki napięciu powierzchniowemu woda dąży do minimalizacji swojej powierzchni i unika zwilżania powierzchni oleju (ogólnie powierzchni hydrofobowych) Nie rozpuszcza również oleju. Rozpuszczenie pociągnęłoby za sobą otoczenie cząsteczek węglowodoru cząsteczkami wody, które utraciłyby możliwości oddziaływań z sąsiednimi cząsteczkami wody.
Substancje chemiczne, zdolne do tworzenia wiązań wodorowych, jak również proste jony, dobrze rozpuszczają się w wodzie. Dobra rozpuszczalność tych ostatnich wiąże się z tworzeniem przez nie tak zwanej otoczki solwatacyjnej (w wodzie nazywamy ją otoczką hydratacyjną). Cząsteczki wody porządkują się w niej głównie dzięki oddziaływaniom elektrostatycznym między ładunkiem elektrycznym jonu i dipolami cząsteczek wody.
Widzimy zatem, ze rozpuszczanie jakieś substancji w wodzie pociąga za sobą tworzenie wokół cząsteczek pewnego niewielkiego obszaru różniącego się strukturą od reszty wody. Obszar ten jest większy lub mniejszy, co zależy od wielkości wprowadzonej cząsteczki, ale też i od tego, jak wielkie zaburzenie ta cząsteczka wprowadziła to struktury wody. Obowiązują tu ciągle te same reguły, co w każdej fazie skondensowanej - jak najmniej pustej przestrzeni. Szczególnie uprzywilejowane są zatem takie struktury, w których wzajemne położenie cząsteczek wody najmniej odbiega od położenia w krysztale lodu (nie jest to określenie jednoznaczne, gdyż woda posiada kilka różnych odmian lodu, trwałych zazwyczaj przy wyższych ciśnieniach). W temperaturze w jakiej żyjemy, żadna z tych odmian nie jest trwała, nie grozi nam zatem globalna katastrofa opisana przez Kurta Voneguta w jego słynnej "Kociej kołysce". Różne substancje mogą więc w różny sposób utrwalać lub burzyć porządek cząsteczek wody, choć robią to często w sposób trudny do przewidzenia. I tak nie wyróżniający się niczym szczególnym kation litu potrafi zbudować wokół siebie otoczkę hydratacyjną o znacznie większej grubości niż kationy sodu czy potasu sąsiadujące z nim w pierwszej grupie układu okresowego.
Wróćmy na chwilę do gęstości wody i lodu. Teraz, kiedy wiemy, że stopienie wody nie wpływa zbytnio na strukturę niewielkich agregatów cząsteczek, możemy przypuszczać, że również ciekła woda w pobliżu temperatury topnienia będzie wykazywała anomalne właściwości. Niezwykłość ta polega na tym, że wraz ze wzrostem temperatury gęstość wody początkowo rośnie. Dopiero po przekroczeniu temperatury 4?C woda zaczyna zachowywać się jak większość "porządnych" cieczy -- jej gęstość maleje, tzn. objętość określonej ilości wody rośnie. Tą powszechną właściwość cieczy (wzrost objętości wraz ze wzrostem temperatury) wykorzystuje się między innymi w termometrach cieczowych. Im wyższa temperatura, tym więcej cieczy wydobywa się ze zbiorniczka termometru i wpływa do kapilary. Obserwujemy więc unoszenie się menisku w kapilarze ku górze. Dzieje się tak, gdy w termometrze umieścimy rtęć lub alkohol. A gdyby do termometru wlać wodę? Cóż, musielibyśmy uważać, aby nie umieścić go w temperaturze niższej niż 0?C - ze względu na wzrost objętości przy zamarzaniu, nasz termometr pękłby. Jednak na tym nie dość kłopotów. Łatwo co prawda na termometrze odczytalibyśmy temperaturę 4?C, ale - gdy menisk podniósłby się o 1 kreskę - mielibyśmy 3?C czy 5?C?
Omawiana teraz właściwość wody ma także kolosalny wpływ na klimat na naszej planecie. Zauważmy, że zimą temperatura powierzchni oceanów spada. Gdy osiąga około 4?C, tonie - opada na dno, a jej miejsce zajmuje woda cieplejsza i mniej zasolona. Latem, co prawda powierzchnia oceanów ogrzewa się, ale cieplejsza woda ma niższą gęstość i utrzymuje się na powierzchni. Po wielu cyklach zima-lato w obszarach, gdzie nie ma prądów morskich, temperatura wody na dużych głębokościach pozostaje stała i równa około 4?C.
Postawmy teraz inne, z pozoru głupie pytanie. Czy woda może wybuchnąć? Może i to jeszcze jak. Nie chodzi co prawda o fakt, że mieszanina tlenu z wodorem stanowi tak zwaną mieszaninę piorunującą i rzeczywiście silnie wybucha zapalona płomieniem, czy iskrą elektryczną. Woda jest niestety tylko smętnym wspomnieniem po tym wybuchu. Z wody można na powrót otrzymać piorunującą mieszaninę, ale tylko oddając jej energię rozproszoną w wybuchu. Można to zrobić poprzez elektrolizę wody. Otrzymujemy w ten sposób paliwa dla rakiet lub ogniw paliwowych.
Zwykła woda może także w pewnych warunkach wybuchnąć. By zrozumieć, jak - zastanówmy się, co dzieje się w naszym czajniku, gdy grzejemy wodę na herbatę. Najpierw nic (albo prawie nic, bo patrząc uważnie zaobserwujemy konwekcję, potem zmętnienie, kiedy zaczną wydzielać się rozpuszczone w wodzie gazy), a gdy temperatura przy dnie osiągnie 100?C, woda zacznie wrzeć. Zwykle wyobrażamy sobie, że wrzenie to proces parowania zachodzący w całej masie cieczy. Jednak dokładniejsze obserwacje pokazałyby, że wrzenie zachodzi tylko na dnie czajnika. Bąbelki pary zwykle tworzą się na nierównościach kamienia kotłowego zalegającego dno czajnika. Dzieje się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, grzejemy czajnik od dołu. Tam więc temperatura jest najwyższa. Oczywiście konwekcja powinna doprowadzić do rozproszenia ciepła w całej objętości wody. Ale jeżeli wrzenie zaczęło się na dnie, woda parując odebrała swoje ciepło parowania nieco obniżając temperaturę. I woda o takiej temperaturze, nieco niższej od temperatury wrzenia, wypełnia resztę czajnika. Drugi powód, to obecność kamienia kotłowego, zarysowania powierzchni dna czajnika lub drobin zanieczyszczeń. Mikronierówności powierzchni lub pyłki stają się zarodkami dla pęcherzyków pary.
Jeśli jednak powierzchnia jest idealnie gładka a woda czysta? Takie sytuacje zdarzają się w laboratoriach, gdy destyluje się wodę. Wtedy, podczas grzania temperatura rośnie i rośnie, przekraczając nieraz temperaturę wrzenia. Tworzy się wtedy metastabilny stan zwany cieczą (wodą) przegrzaną, Taka woda o temperaturze wyższej od temperatury wrzenia prędzej, czy później zagotuje się. Proces ten będzie gwałtowny, gdyż w ułamku sekundy jej temperatura wróci do stabilnej temperatury wrzenia. W tym ułamku sekundy wyparuje taka ilość wody, aby jej ciepło parowania pokryło nadwyżkę energii jaką dostarczyła grzałka. Skoro grzałka działała kilka, a może kilkanaście minut, zachodząca przemiana może być bardzo gwałtowna - następuje silny wybuch.
Istnieje pewien rodzaj wody, który jest zdolny do wytworzenia znacznie większej energii niż przemiana fazowa, energii na miarę gwiazd. W skład wody wchodzą bowiem różne rodzaje wodoru, różne jego izotopy. Zwykły wodór ma jądro składające się jedynie z jednego protonu. Istnieją jednak jeszcze dwa inne izotopy wodoru: deuter, który ma w jądrze dodatkowo neutron i tryt, który ma dwa neutrony. Woda zawierająca deuter (tzw. ciężka woda) na pozór niewiele różni się od zwykłej wody, poza porażającą ceną. Ma ona nieco większą gęstość; nieznacznie różni się również temperaturą topnienia i wrzenia. Z uwagi jednak na to, że nie jest zdolna do tworzenia normalnych wiązań wodorowych (deuter ma aż dwukrotnie większą masę od zwykłego wodoru), życie w niej jest niemożliwe. Zastosowanie ciężkiej wody jest niewielkie, stosuje się ją obecnie w badaniach naukowych, w szczególnych rodzajach spektroskopii. Jednakże w latach drugiej wojny światowej ciężka woda wydawała się koniecznym surowcem do budowy reaktorów jądrowych, w których miała spełniać rolę moderatora (czyli inaczej spowalniacza) szybkich neutronów. Bez moderatora neutrony tworzące się przy rozpadzie jąder uranu są zbyt szybkie. Przenikają przez kolejne jądra uranu, nie powodując ich rozpadu. Reakcja łańcuchowa wtedy gaśnie.
A drugi izotop - tryt? Cóż, tryt, lit i im podobne nuklidy są najlepszym substratem do budowy bomby termojądrowej. Pokojowe wykorzystanie energii ich syntezy, choć obiecujące, nadal nie wyszło poza laboratoria.
Wróćmy jednak do bardziej pokojowych rozważań. Przed chwilą pokazaliśmy, że tzw. twarda woda może okazać się wcale przydatna (twarda woda to woda o dużej zawartości rozpuszczonych soli, woda o twardości przemijającej to woda, w której są rozpuszczone wodorowęglany wapnia i magnezu, które w czasie ogrzewania rozkładają się tworząc kamień kotłowy). Co prawda nie można jej użyć do prania (strąca sole z mydłami i niektórymi surfaktantami), sprawia kłopot w czajnikach i kotłach, jest jednak bezpieczna w użyciu (nie wybucha przy próbie zagotowania), no i zawiera tak potrzebne nam sole mineralne. Nadaje się wiec do picia. Na ogól nawet ma lepszy smak, niż dla przykładu woda destylowana (smak wody można znakomicie poprawić przez rozpuszczenie w niej ditlenku węgla otrzymując kolejną "wodę", tym razem sodową, która nie ma z sodem czy sodą nic wspólnego, poza tym, że z sody, działaniem mocnego kwasu można otrzymać ditlenek węgla.
Okazuje się, że twardą wodę można ulepszyć tak, aby dna i ścianki kotłów nie zarastały kamieniem kotłowym. I to niekoniecznie przez usunięcie zawartych w niej soli, co jest procesem bądź energochłonnym bądź "brudnym" i nie wzbudza zachwytu ekologów. Można wodę namagnesować. Pomysł nieszkodliwy, ale po głębszym namyśle trąci szarlatanerią. Znane nam ze szkoły cewki i magnesy utrwaliły nam w głowie pewien, mam nadzieję słuszny sterotyp - aby uzyskać magnes trzeba w cewce wzbudzić wirujący prąd elektryczny. Powstawanie magnesu trwałego w czasie magnesowania oznacza porządkowanie orbitali atomowych metalu (zwykle żelaza), który magnesujemy. Po orbitalach tych krążą elektrony wytwarzając prąd podobny do tego w cewce. Jak jednak namagnesować ciekłą wodę? Dodajmy, ze woda przez pewien czas pamięta o namagnesowaniu. Wytwarzane w niej osady węglanów przybierają luźną strukturę, nie przywierają do dna kotła i łatwo dają się usuwać jeszcze wiele minut po namagnesowaniu. Nasze wyjaśnienie powinno zatem nie tylko odpowiadać na pytanie w jaki sposób pole magnetyczne działa na wodę, ale również, w jaki sposób jest one w niej zapamiętywane. Badania nad wpływem magnesowania wody na strukturę tworzonych w tej wodzie osadów koloidalnych prowadziło wiele szanujących się ośrodków badawczych na świecie. Ale wyjaśnienie zjawiska pozostaje wciąż w kręgu hipotez i przypuszczeń. Przypuszczenia dotyczą między innymi specyficznych reakcji wywołanych polem magnetycznym pomiędzy substancjami zawartymi w śladowych ilościach w wodzie. Inny pomysł zasugerowali autorzy artykułu, który w 2002 roku ukazał się w prestiżowym czasopiśmie Science. Uzyskane przez nich wyniki - choć niekoniecznie bardzo wiarygodne - wskazują, że istnieją dwa rodzaje "zwykłej" wody. Nazwijmy je wodą orto i para.
Aby wyjaśnić ten niezwykły fakt, przypomnijmy, że istnieją cząstki elementarne, jak elektrony, protony, o tzw. spinie połówkowym (liczba spinowa to jedna tzw. liczb kwantowych opisująca stan, w jakim znajduje się cząstka elementarna). Cząstki te mają zdolność do ustawiania się w polu magnetycznym na dwa sposoby - albo w kierunku linii sił pola, albo w kierunku przeciwnym, dzięki posiadanemu przez nie momentowi magnetycznemu. Chociaż analogia jest raczej daleka, można je sobie wyobrazić jako wirujące bąki, na których brzegu znajdują się ładunki elektryczne. A taki ładunek w ruchu to źródło pola magnetycznego. Oznacza to, że każda cząsteczka wody, ma dwa magnesy w postaci dwóch wirujących protonów znajdujących się w jądrach atomów wodoru. Dipole tych magnesów mogą ustawiać równolegle lub antyrównolegle. Stąd właśnie para- i orto-woda. Poddanie wody działaniu silnego pola magnetycznego może zmienić stosunek zawartości tych odmian w naturalnej wodzie. Ponadto autorzy omawianej pracy wykazali, ze obie odmiany wody różnie adsorbują się na powierzchni ciał stałych - oddziaływują z nią różnymi siłami. Stąd już tylko krok do wyjaśnienia zagadkowego działania magnesów na postać kamienia w kotłach.
Istnieje również kontrowersyjna koncepcja zakładająca, że struktura wody może przez pewien czas zachowywać informację o rozpuszczonych w niej cząsteczkach. Jak pokazaliśmy niedawno, struktura cząsteczek wody otaczających cząsteczki substancji rozpuszczonej rzeczywiście ulega zmianie. Trudno jednak wyobrazić sobie, że zmiana ta może dotyczyć cząsteczek wody, które nie są znajdują się bezpośrednio w otoczkach hydratacyjnych. Zupełnie niezrozumiałe natomiast wydaje się stwierdzenie, że ilość informacji na temat związku rozpuszczonego w wodzie potęguje się przy rozcieńczania roztworu.
Osoby przekonane o słuszności stwierdzenia, że woda posiada "pamięć" cząsteczek niegdyś w niej rozpuszczonych nie mają mocnych naukowych argumentów na obronę swojej koncepcji. Przypomnijmy jednak, że omawiana przez nas hipoteza stanowi podstawę homeopatii - terapii opierającej się na wykorzystaniu leczniczych właściwości niezwykle silnie rozcieńczonych roztworów. Zastanówmy się więc, zanim odstawimy klasyczne leki...
O wodzie mówimy niekiedy, że jest piękna, gdy spoglądamy na spokojne jezioro, zachód słońca nad morzem, sztorm czy spokojną rozświetloną słońcem lagunę. Przypisujemy wtedy wodzie różne barwy. Szklanka wody wydaje się idealnie bezbarwna i przeźroczysta. W rzeczywistości woda bardzo słabo pochłania światło w zakresie widzialnym; jej gruba warstwa jest niebieskawa. Błękit wody nie jest więc złudzeniem. Woda dość silnie pochłania promieniowanie podczerwone (inaczej promieniowanie termiczne). Dlatego organizmy żyjące w płytkiej wodzie nie muszą obawiać się, ze zginą z gorąca przy zbyt dużym nasłonecznieniu.
Powszechna dostępność wody wydaje się też być przyczyną używania jej jako substancji wzorcowej do opracowania wielu skal i jednostek wielkości fizycznych. Przypomnijmy, że jej temperatura krzepnięcia i wrzenia pod ciśnieniem normalnym stanowi podstawę skali temperatur Celsjusza. Lord Kelvin wykorzystał w swojej skali znacznie lepiej określoną temperaturę punktu potrójnego wody. Litr wody stanowił kiedyś wzorzec kilograma, natomiast ilość ciepła, jaka jest potrzebna do ogrzania wody o jeden stopień - to wzorzec kalorii.
O wodzie można by w nieskończoność. Spisano o niej nie książki, ale całe biblioteki. Przestudiowanie ważniejszych zagadnień zajęłoby spory kawałek życia. Woda jednak nadal fascynuje badaczy swoimi niezwykłymi właściwościami. Pamiętajmy o tym, kiedy w upał sięgamy po schłodzoną szklankę krystalicznej wody? (Po co ten kwiecisty styl? - zapyta teraz nasz antagonista - wynikają stąd jedynie kłopoty. Ciekła woda nie jest przecież kryształem!).

dr hab. Waldemar Nowicki
Zakład Chemii Fizycznej
Wydział Chemii UAM

>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
Rośliny mięsożerne - zieloni zabójcy

Nieruchome, przytwierdzone do podłoża lub biernie unoszone w wodzie - polują. Pozornie bezbronne - atakują i zabijają nierzadko bardzo ruchliwe zwierzęta. Przybierają często niezwykłe formy, wabiąc ofiary jaskrawymi barwami lub obietnicą nektaru, a chwytają je za pomocą niezawodnie działających pułapek i zabijają. Stanowią niezwykły fenomen w świecie roślin, gdyż wbrew swej roślinnej naturze odżywiają się (przynajmniej częściowo) pokarmem zwierzęcym. Mowa tu o roślinach mięsożernych.
Jednym z najważniejszych procesów biochemicznych zachodzących w przyrodzie jest proces fotosyntezy. Dzięki niemu z prostych substancji nieorganicznych przy udziale światła słonecznego syntetyzowane są związki organiczne. Do przeprowadzenia fotosyntezy, roślina, oprócz pierwiastków takich jak węgiel, wodór i tlen, pobieranych w postaci dwutlenku węgla, wody i tlenu atmosferycznego, potrzebuje również makro- i mikroelementów. Dla roślin owadożernych, które także fotosyntetyzują, ważnym problemem jest dostępność właśnie tych ostatnich składników. Rosną one na glebach oligotroficznych, ubogich w związki mineralne, zwłaszcza tak istotne jak azot, fosfor czy potas. Często są to tereny podmokłe, z płynącą wodą która dodatkowo wypłukuje niezbędne dla nich substancje. Musiały więc wykształcić strategię uzupełniania tych braków. Najlepszym źródłem brakujących składników mineralnych okazały się ciała zwierząt. Rozpoczął się proces ewolucyjny, którego efektem jest różnorodność skomplikowanych pułapek służących do chwytania zdobyczy. Niestety mięsożerność jest kosztowna, co skutkuje dużą wrażliwością oraz niską konkurencyjnością roślin mięsożernych w stosunku do innych "typowych" roślin w żyznych siedliskach. Powoduje to, że wiele gatunków roślin mięsożernych, w wyniku oddziaływań antropogenicznych, jest silnie zagrożona i narażona na wyginięcie w siedliskach naturalnych.
Łacińskie słowo "carnivorous", które dało początek angielskiej nazwie tych roślin (carnivorous plants) oznacza "mięsożerny". Uważa się, że starszy termin, używany od 1875 roku przez Darwina, "insectivorous" czyli owadożerny, nie odzwierciedla do końca prawdziwej natury tych roślin. Ich łupem padają nie tylko owady, ale także inne stawonogi: pajęczaki i wije oraz pierwotniaki, wrotki, pierścienice, ślimaki a nawet drobne kręgowce: żaby, jaszczurki, niewielkie ptaki i gryzonie. Niektóre rośliny mięsożerne oprócz zwierząt mogą się żywić jeszcze na kilka zadziwiających sposobów. Na przykład heliamfory wchodzą w symbiozę z niewielkimi żabami, które żywią się owadami wpadającymi do pułapek, w zamian dostarczając roślinom odchody rozkładane przez bakterie żyjące w pułapkach. Niektóre naziemne gatunki dzbaneczników tworzą pułapki pod ziemią, w taki sposób, aby otwór dzbanka był na poziomie powierzchni gleby. Powoduje to, że spływająca deszczówka spłukuje do kielicha żyzną ziemię, fragmenty nadgniłych liści, drobne bezkręgowce glebowe i wszystko to, co może znaleźć się na powierzchni ziemi w tropikalnym lesie. Niektóre epifityczne gatunki dzbaneczników wchodzą natomiast w symbiozę z ptakami, wyjadającymi z pułapek martwe owady, w zamian dostarczając roślinom odchody rozkładane przez bakterie żyjące w pułapkach. Jak widać, rośliny mięsożerne nie dość że odżywią się "dziwnie" jak na rośliny, to jeszcze niektóre potrafią odżywiać się "dziwnie" nawet jak na rośliny mięsożerne. Jeszcze do niedawna aby uznać roślinę za mięsożerną musiała ona wykazywać zespół specyficznych cech, tzw. "syndrom mięsożerności". Składają się na niego następujące elementy:
? zwabienie ofiary,
? zatrzymanie w pułapce,
? zabicie,
? strawienie przy udziale enzymów i kwasów do bardziej przyswajalnych form,
? przyswojenie niezbędnych związków.
Obecnie zaczyna się podchodzić do tej sprawy mniej rygorystycznie. Wśród roślin okrytozalążkowych opisano około 600 gatunków wykazujących syndrom mięsożerności, jednak nie u wszystkich syndrom ten jest wypełni rozwinięty. Odkryto, że nie wszystkie rośliny mięsożerne produkują enzymy trawiące, lecz niektóre z nich korzystają z pomocy różnych organizmów symbiotycznych. Darlingtonia i Heliamphora polegają na aktywności bakterii namnażających się wewnątrz ich pułapek. Do bardziej elastycznego podejścia przyczyniły się również badania nad przedstawicielami rodzaju Roridula. Rośliny z tego rodzaju swoim wyglądem przypominają rosiczki. Ich liście pokryte są lepkimi gruczołami, do których przyklejają się ogromne ilości owadów. Nie produkują jednak enzymów trawiennych. Stwierdzenie to sprawiło, że swego czasu wykluczono te rośliny ze świata mięsożernych. Nowsze badania przyniosły jednak zdumiewające odkrycia. Mianowicie stwierdzono, że na liściach tej rośliny żyje niewielki pluskwiak, który potrafi uniknąć przyklejenia do lepkiej wydzieliny. Między owadem, a rośliną wykształciła się symbioza, polegająca na wysysaniu za pomocą długiej kłujki owadów przyklejonych do rośliny przez jej symbionta i wydzielaniu przez niego na powierzchnię liści odchodów stanowiących wartościowe źródło azotu i fosforu.
Cechą wspólną wszystkich roślin mięsożernych jest wykształcanie pułapek w celu schwytania i zatrzymania potencjalnych ofiar. Wyróżnia się 4 podstawowe typy pułapek:
? pułapki adhezyjne, w których gruczoły na powierzchni blaszek liściowych produkują lepką ciecz, do której przyklejają się ofiary, występujące m.in. u wszystkich rosiczek (Drosera) oraz tłustoszy (Pinguicula);
? blaszki liściowe przekształcone w dzbanki lub rurki łowne oraz rozety liściowe, do których ofiara wpada i nie może się wydostać, występujące np. w rodzaju dzbanecznik (Nepethes) oraz kapturnica (Saracenia);
? pułapki zatrzaskowe, zbudowane z zamykających się części blaszki liściowej, występujące m.in. u muchołówki amerykańskiej (Dionea muscipila);
? pułapki ssące, w postaci pęcherzyków z zamykanym klapką wejściem bądź stale otwarte z włoskami uniemożliwiającymi wyjście z pułapki, występujące u bardzo licznego rodzaju pływacz (Utricularia).
Ciekawostką wartą wspomnienia są mięsożerne grzyby. Polują one na nicienie, wrotki, skoczogonki oraz ameby. Mogą to robić na kilka sposobów, m.in. poprzez lepkie strzępki (boczne wyrostki grzybni pokryte lepką wydzieliną), lepkie sieci (liczne koliście rozrośnięte strzępki), pętle oraz zaciskające się pod wpływem zetknięcia z ofiarą koła. Po unieruchomieniu ofiary strzępki grzyba szybko przerastają jej ciało, rozkładają je i wchłaniają. Może się zdarzyć, że ofiara uwolni się, ale przyczepione do niej resztki grzyba i tak w nią wrosną, zabiją ją i wchłoną.
Historia hodowli roślin mięsożernych sięga początków XIX w. Wynalezienie cieplarni pozwoliło na kontrolowanie warunków, w jakich uprawiano te wymagające rośliny. Początkowo były bardzo kosztowne, dostępne tylko dla przedstawicieli klas wyższych. Aby zaspokoić ich potrzeby i zachcianki organizowano pierwsze wyprawy mające na celu pozyskiwanie nowych gatunków. I Wojna Światowa i związane z nią ograniczenia paliwa do ogrzewania cieplarni doprowadziła ówczesne kolekcje do ruiny. Na zawsze zginęło wiele cennych gatunków i odmian. Pojedyncze rośliny ocalały w ogrodach botanicznych i na uniwersytetach. Wielki powrót nastąpił w latach 50 tych XX wieku. Pierwsze na masowy rynek trafiły muchołówki pozyskiwane w sposób rabunkowy z bagien Północnej Karoliny, co niemal doprowadziło do ich wytrzebienia. W latach 70 tych XX wieku dwóch hobbystów Joe Mazrimas z Kalifornii i Don Schnell z Północnej Karoliny rozpoczęli korespondencję z kolekcjonerami z całego świata. Ich działalność dała podwaliny pod pierwsze stowarzyszenie miłośników roślin owadożernych - ICPS (International Carnivorous Plant Society). Zaczęły również powstawać pierwsze szkółki, które zamiast pozyskiwać kolejne okazy z natury, zaczęły je rozmnażać w sztucznych warunkach. Obecnie uprawa roślin mięsożernych stała się stosunkowo powszechnym hobby. Wiele interesujących gatunków można nabyć, w sklepach ogrodniczych i internetowych, zarówno tych specjalistycznych, jak i ogólnych, a mało wymagające gatunki (np. Drosera capensis) można kupić nawet w supermarketach.
Domowa uprawa wielu gatunków roślin mięsożernych nie jest zbyt skomplikowana. Jakość wody jest jednym z najważniejszych wyznaczników sukcesu ich hodowli. Za ideał uznaje się wodę destylowaną lub nawet redestylowaną pozbawioną wszelkich substancji mineralnych. Roślin mięsożernych nie nawozimy, z uwagi na to, iż w warunkach naturalnych zasiedlają siedliska oligotroficzne, bardzo ubogie w biogeny. Podstawą większości podłoży jest torf. Zazwyczaj stosuje się nieodkwaszony torf o niskim pH (3-4). Optymalnym podłożem dla niektórych gatunków, np. dzbaneczników czy epifitycznych pływaczy, jest żywy mech torfowiec. Zdecydowana większość roślin mięsożernych wymaga intensywnego światła, dlatego najlepszym stanowiskiem dla ich hodowli jest okno południowe, zapewniające latem około 10-12 godzin słońca. Szczególnie światłolubne są rosiczki i kapturnice, które pod wpływem światła słonecznego pięknie się wybarwiają. Bardzo istotna w przypadku uprawy niektórych gatunków, m.in. dzbaneczników (Nepethes) i kapturnic (Saracenia) jest wysoka wilgotność powietrza (70-95%), uzyskiwana poprzez częste zraszanie oraz uprawę w szklanych akwariach.
Na terenie Polski w warunkach naturalnych występuje 11 gatunków roślin owadożernych, należących do 4 rodzajów: rosiczka (Drosera), tłustosz (Pinguiculia), pływacz (Utricularia) i aldrowanda (Aldrovanda). Opanowały one, podobnie jak inne rośliny owadożerne, środowiska oligotroficzne, ubogie w biogeny. Na takim terenie nie mają one prawie żadnej konkurencji ze strony innych roślin.
? rosiczki (Drosera) - za teren występowania wybrały sobie głównie torfowiska wysokie i przejściowe. W Polsce występują 3 gatunki rosiczek: stosunkowo częste rosiczka okrągłolistna (Drosera rotundifolia) i długolistna (Drosera anglica), rzadsza rosiczka pośrednia (Drosera intermedia) oraz 1 naturalna hybryda - rosiczka owalna (Drosera x obovata), mieszaniec pomiędzy D. rotundifolia i D. anglica.
? tłustosze (Pinguiculia) - oprócz torfowisk rosną także przy górskich strumieniach i wodospadach. Występujące w Polsce 2 gatunki tłustosza to: tłustosz alpejski (Pinguiculia alpina) oraz pospolity (Pinguiculia vulgaris).
? pływacze (Utricularia) - można je spotkać głównie w płytkich zbiornikach z wodą o kwaśnym odczynie i zdecydowanie rzadziej w wodach płynących. Pędy pływają swobodnie tuż pod powierzchnią wody, nie zakorzeniają się. Obecnie w Polsce występuje 5 gatunków pływaczy: częsty pływacz zwyczajny (Utricularia vulgaris), stosunkowo rzadkie pływacze drobny (Utricularia minor), średni (Utricularia intermedia) i zaniedbany (Utricularia australis) oraz bardzo rzadki, będący na skraju wymarcia w Polsce pływacz krótkoostrogowy (Utricularia ochroleuca). Kiedyś podawano jeszcze pływacza Brema (Utricularia breemi), jednak od kilku lat nie zaobserwowano go w naszym kraju.
? aldrowanda (Aldrovanda) - cechuje się podobną biologią i rośnie w podobnych miejscach jak pływacz, lecz jest znacznie rzadsza. Rośnie zaledwie na kilkunastu rozproszonych stanowiskach w Polsce i jest gatunkiem ustępującym. W Polsce żyje jedyny przedstawiciel tego rodzaju aldrowanda pęcherzykowata (Aldrovanda vesiculosa).

Literatura:
Książki:
1. Sudnik-Wójcikowska B., Podbielkowski Z. (2003): Rośliny mięsożerne, zwane też owadożernymi. Multico.
2. Pietropaolo J., Pietropaolo P. (1986): Carnivorous plants of the world. Timber press.
Artykuły w czasopismach:
3. Kwietnik. Moje owadożerne. 9/2001: 12-13.
4. Kwietnik. Łowca much. 10/2002: 5.
5. Kwietnik. Dzbanek pułapka. 3/2004: 12-14
6. National geographic. Mrówki i rośliny. 5(8)/2000: 92-93.
7. Wiedza i życie. Gdzie szukać drapieżnych roślin. 4/1998: 29-31.

mgr inż. Szymon Jusik
Katedra Ekologii i Ochrony Środowiska,
Akademia Rolnicza w Poznaniu


Muchołówka amerykańska (Dionea muscipila) na pierwszym planie w kolekcji autora (fot. Szymon Jusik)

 


Rosiczka okrągłolistna (Drosera rotundifolia) w kolekcji autora (fot. Szymon Jusik)


Rosiczka Alicji (Drosera aliciae) - osobnik dorosły w kolekcji autora (fot. Szymon Jusik)

 


Dzbaneczniki (Nepethes sp.) - w kolekcji autora (fot. Szymon Jusik)

 

....................................................................

Problemy z wykorzystaniem rzęśli w bioindykacji
Rzęśl (Callitriche L.) jest jedną z pospolicie występujących roślin wodnych, łatwych do zaobserwowania, ponieważ tworzy niekiedy podwodne "łączki". Rośliny są jednoroczne, częściej jednak wieloletnie. W wodzie rzęśle tworzą często zwarte, gęste kępy i wytwarzają bardzo małe, niepozorne kwiaty, wyrastające w kątach liści. Owocem jest rozłupka, która jest elementem różnicującym poszczególne gatunki głównie na podstawie obłonienia, wielkości i kształtu. Liście jasnozielone, przybierają bardzo różne kształty - od równowąskich do jajowatych. Na szczycie liści C. hamulata pojawiają się charakterystyczne ostrogi.
Flora Polski, wg różnych autorów obejmuje sześć gatunków z rodzaju Callitriche L. (rzęśl) - C. hermaphroditica (=C. autumnalis - rz. jesienna), C. hamulata (rz. hakowata), C. palustris (= C. verna - rz. wiosenna), C. cophocarpa (=C. polymorpha - rz. długoszyjkowa), C. stagnalis (rz. wielkoowockowa) i C. platycarpa (rz. płaskoowocowa). Dużo stanowisk na obszarze naszego kraju jest wątpliwa. Na terenie Wysp Brytyjskich rodzaj Callitriche obejmuje 7 gatunków: C. hermaphroditica, C. truncata, C. hamulata, C. brutia , C. stagnalis, C. platycarpa, C. obtusangula (Stace 1997), natomiast w USA, jest ich około 50 (Philbrick & Les 2000).
Dokładne określenie liczby gatunków w Polsce jest mocno utrudnione. Wynika to z dużej zmienności cech morfologicznych rzęśli, uzależnionej od warunków środowiska, w którym występują. W wodach o wartkim nurcie rzęśl wytwarza długie liście podwodne. W miejscu gdzie woda stagnuje ten sam gatunek będzie posiadał liście jajowate. Na powierzchni wody rośliny wykształcają pływające jajowato-łopatkowate liście, zebrane na szczycie w różyczkę (Szafer 1986). Niektóre gatunki są bardzo podobne i bez wykształconych owoców lub kwiatów, czyli w okresie płonnym niemożliwa jest ich identyfikacja. W takim stadium w praktyce można rozpoznać tylko C. hermaphroditica i C. hamulata. Pozostałe cztery gatunki, występujące w Polsce, sprawiają duże trudności w ich klasyfikacji. W terenie spotyka się rośliny o kształcie liści i pokroju, które trudno zaklasyfikować, nawet, gdy nie są w stanie płonnym. Wiedza na temat geograficznego rozprzestrzenienia się tych roślin w Polsce jest, więc niezadowalająca. Rozpoznanie tego zagadnienia byłoby pomocne w identyfikacji tych roślin w praktyce botanicznej. Część gatunków Callitriche uważana jest, bowiem za stenobionty, czyli rośliny wskaźnikowe odnośnie specyficznych czynników środowiska, w tym poziomu fosforu i wykorzystywane są jako bioindykatory eutrofizacji wód. Aby dokładnie ocenić stan środowiska wodnego bardzo ważne jest ich precyzyjne oznaczenie.
Wśród gatunków opisywanych w Polsce najpospolitszym jest C. cophocarpa występująca pospolicie niemal w całej Polsce, posiadająca szeroka amplitudę ekologiczną, czyli dużą tolerancje w stosunku do warunków siedliska. Może rozwijać się w wodach czystych jak i znacznie zanieczyszczonych. Dość pospolicie na terenie kraju występuje również rzęśl wiosenna C. verna (=palustris). Najwięcej stanowisk tego taksonu zanotowano na północnym oraz południowym zachodzie. Pozostałe gatunki są niezwykle rzadkie. C. autumnalis występuje głównie na północy Polski, a rzęśl hakowata oraz wielkoowockowa w zachodniej części Polski Niżowej (Szafer 1986). Rzęśl płaskoowockowa jest opisywana na terenie naszego kraju tylko przez nielicznych polskich i zagranicznych autorów, a więc potwierdzenie jej obecności w Polsce nie zostało do końca wyjaśnione.
Rośliny z rodzaju Callitriche L., występują w wodach stojących i płynących oraz na terenach zalewanych i zabagnieniach. Ich bioindykacyjne właściwości wykorzystywane są w różnych systemach bioindykacji w wielu krajach Europy, stosowanych w badaniach naukowych i państwowym monitoringu środowiska. Przykładem może być system MTR - Mean Trophic Rank opracowany w Wielkiej Brytanii do oceny stanu trofii wód płynących (Zbierska i inni 2004). Obecnie system ten jest wdrażany w całej Europie jako metoda realizacji Ramowej Dyrektywy Wodnej (Framework Water Directive) w zakresie ekologicznej oceny wód płynących. Z polskich gatunków rzęśli w tej metodzie wykorzystuje się C. hamulata, która posiada bardzo wysoki wskaźnik STR (Species Trophic Rank), wynosi on 9 (wskaźnik STR waha się od 1-10 od słabych do dobrych wskaźników). Poszczególne gatunki rzęśli wykorzystywane są również w innych metodach fitoindykacyjnych dla rzek i jezior opisanych poniżej. Francuski indeks makrofitowy Indice Biologique Macrophytique en Riviere (IBMR), w którym poszczególnym bioindykatorom przypisane są dwie liczby wskaźnikowe. Pierwsza liczba wskazuje na średnie natężenie trofii środowiska, w którym dany takson występuje. Przyjmuje ona wartości w granicach od 0 dla eutrofii do 20 dla oligotrofii. Druga liczba wskaźnikowa jest miarą tolerancji ekologicznej gatunku. Wskaźnik ten przyjmuje wartości od 1 dla gatunków eurytopowych (czyli roślin o szerokiej skali ekologicznej i przez to o słabej wartości wskaźnikowej) do 3 dla stenotopowych (czyli roślin o wąskiej skali ekologicznej i przez to o silnej wartości wskaźnikowej). Niemiecki indeks trofii Trophäe-Index Macrophyten (TIM) oparty jest głównie na makrofitach zanurzonych, którym przypisuje się liczbę wskaźnikową (od 1,00-4,00) i współczynnik wag. Im wyższy współczynnik wag tym lepszy bioindykator. Macrophyte Index MI bazuje na wartościach grup wskaźnikowych gatunków oraz ilościowości tych gatunków. Reference Index (RI), który wykorzystuje różne grupy organizmów, bazując na makrofitach, okrzemkach i fitobentosie. Systemy MI i RI zostały również opracowane w Niemczech. Macrophyte Index Scheme (MIS) jest systemem irlandzkim. Indeks bazuje na stwierdzeniu obecności lub braku wybranych gatunków makrofitów. Są one podzielone w cztery (A-D) grupy ekologiczne, charakteryzujące się zmienną wrażliwością na zawartość biogenów.
Główną barierą rozwoju tanich i precyzyjnych systemów indykacji środowiska, stanowi trudność w poprawnej identyfikacji wielu gatunków.
Katedra Ekologii i Ochrony Środowiska Akademii Rolniczej w Poznaniu wraz z Zakładem Genetyki Instytutu Biologii Eksperymentalnej UAM w Poznaniu prowadzą badania nad identyfikacją gatunków z rodzaju Callitriche w stanie wegetatywnym. Na podstawie analizy cytologicznej ustala się liczbę chromosomów, która jest różna dla poszczególnych gatunków. Waha się od n=3 do n=20, a dla gatunków występujących w Polsce wygląda następująco: C. hermaphroditica n=3, C. stagnalis i C. cophocarpa n=5, C. palustris i C. platycarpa n=10, C. hamulata n=19
Wstępne badania cytologiczne przeprowadzone na materiale pochodzącym z rzek polskich potwierdziły obecność w Polsce gatunków, u których stwierdzono 2n=10 i 2n=20 chromosomów (Drapikowska i in. 2006). Niektóre gatunki mogą być ze sobą blisko spokrewnione (np. C. platycarpa i C. stagnalis lub tworzą formy poliploidalne. W takich przypadkach często granice między gatunkami się zacierają. Do tej pory, pokrewieństwo międzygatunkowe nie zostało do końca wyjaśnione.
LITERATURA
1. Drapikowska M., Kupiec J., Szoszkiewicz K., Bączkiewicz A., Buczkowska K. (2005): Differentation of the genus Callitriche L.. In: Prus-Głowacki W., Pawlaczyk E. (Eds).Variability and Evolution - New Perspectives. (w druku)
2. Phibrick C.T. Les D.H. (2000). Phylogenetic studies in Callitriche: implications for interpretation of ecological, kariological and pollination system evolution. Aquatic Botany 68: 123-141.
3. Stace C. 1997. New flora of the British Isles. Second edition. Cambridge University Press.
4. Szafer W., Kulczyński S., Pawłowski B. (1986). Rośliny polskie. Pp.: 154-155. PWN, W-wa.
5. Zbierska J.; Szoszkiewicz K.; Kupiec J.; Mendyk D.; (2004): Ocena rzek nizinnych Polski bioindykacyjną metodą Mean Trophic Rank. Acta Scentiarum Polonorum, Formatio Circumiectus. 3 (2)
Dla zainteresowanych badaniami nad na gatunkami z rodzaju Callitriche na stronie http://www.au.poznan.pl/keios/html/pracownicy_kupiec_jerzy.html dostępne są postery konferencyjne.

mgr inż. Jerzy Kupiec
Zdjęcia: Jerzy Kupiec
Katedra Ekologii i Ochrony Środowiska
Akademia Rolnicza w Poznaniu