Ten Świat 4(57) 2003

 

Ten Świat nr 2 (55 ) 2003

Nasze działania

Przyspieszenie w Komisji

O ochronę dolin rzecznych dorzecza Warty

Śladem naszej interwencji

Rozstrzygnięcie konkursu fotograficznego

Kasztanowiec na terenie Wielkopolski

 

Ochrona środowiska

 

Kasztanowce zwyczajne jako drzewa przyuliczne w Poznaniu

Wilk w zachodniej Polsce

Polityka wodna Unii Europejskiej

Znaczenie zadrzewień śródpolnych dla ochrony bogactwa awifauny parku Krajobrazowego im. gen. D. Chłapowskiego

Edukacja ekologiczna

 

Zasłużony przyrodnik patronem szkół

Kwadrans na zastanowienie

Turniej ekologiczny

 

Informacje o kołach

Ochrona płazów w mieście

Z ekologią na ty

Złotowski zwierzyniec

 

Numer zredagował: Marek Smolarkiewicz

Rysunki: Anna Szloser

 

Fotografie na okładce:

A - Agata Ożarowska

B - Anna Grzegorzewska

C - Eliza Rybska

D - Maja Kostuń

E - Joanna Ratajczak

F - Agata Walaszczyk

G - Agnieszka Kutzner

H - Marlena Turczyńska


 

Przyspieszenie w Komisji

Po pięciomiesięcznej przerwie, 29 października odbyło się kolejne posiedzenie Wojewódzkiej Komisji do spraw Ocen Oddziaływania na Środowisko. Przedstawiono ocenę stanu środowiska w Wielkopolsce oraz działania Wojewódzkiej Inspekcji Ochrony Środowiska, której 62 inspektorów przeprowadziło 1400 kontroli, a do skontrolowania jest 5 tysięcy podmiotów.

Problemy

Poważnym problemem są różne decyzje NSA w bardzo podobnych sprawach, co skutkuje unikaniem wchodzenia w postępowanie sądowe. Inną, częstą trudnością, ograniczającą skuteczność działań są zapisy w planie zagospodarowania przestrzennego dopuszczające postępowanie czy działalność ewidentnie szkodzącą środowisku. Osobnym problemem są odory na które - jak dotychczas - nie ma sposobu. Być może we współpracy z Holendrami uda się wdrożyć system pomiarowy, ale nasi ustawodawcy muszą zdecydować się na wydanie rozporządzenia, zawierającego konkretne wielkości do których można by odnieść wyniki pomiarów.

Wspomniano także o przeglądach ekologicznych, hałasie komunikacyjnym, stanie wód powierzchniowych, "znikających" odpadach.

W gospodarce wodnej wydaje się, iż pilnie należy wprowadzić zmiany przepisów, obecnie bowiem jeśli nie ma pozwolenia ( nie wydano odpowiedniej decyzji) to nie można ukarać winnego skażenia środowiska !

Sprawa dużych ferm hodowlanych wywołała dyskusję co do możliwych sposobów postępowania, bowiem służby wojewody uważają, iż obowiązujące przepisy bardzo utrudniają przeciwdziałanie przypadkom tworzenia się i funkcjonowania takich ferm, które często bardzo negatywnie wpływają na środowisko .

W dyskusji poruszano także problem koniecznych zmian w przepisach o planowaniu przestrzennym, gdyż aktualnie obowiązujące zapisy powodują nieodwracalne szkody w środowisku, głownie poprzez zabudowę terenów leśnych i położonych w bezpośredniej bliskości jezior i rzek.

Dalsze prace

Co do dalszych prac komisji, zgłoszono kilka spraw - między innymi kwestie związane z przebiegiem autostrad, tworzenia się dużych ferm.

Ja zgłosiłem trzy tematy, które - jak sądzę - mogłyby stać się celem prac a mianowicie :

•  projektowane wydobycie ropy w okolicach Międzychodu,

•  baterie wiatraków na trasie przelotu ptaków

3) niska emisja, czyli powszechne spalanie śmieci i odpadów w domowych piecach.

Ustalono terminy kolejnych spotkań, najbliższe już w grudniu tego roku.

Mam nadzieję że prace Komisji nabiorą teraz tempa, że być może jej głos w sprawach ochrony środowiska w naszym województwie będzie pomocny i skuteczny.

 

Jerzy Juszczyński

członek Komisji reprezentujący Polski Klub Ekologiczny

 

 

 

 

 

 

O ochronę dolin rzecznych dorzecza Warty

 

14 października 2003 odbyło się inauguracyjne posiedzenie Rady Gospodarki Wodnej Regionu Wodnego Warty, w którym uczestniczyli powołani członkowie Rady, goście zaproszeni przez dyrektora RZGW w Poznaniu oraz podlegli mu pracownicy merytoryczni. Podkreślono, iż Rada pracuje społecznie i jej członkowie nie otrzymają wynagrodzenia.

Otwarcia posiedzenia dokonał Janusz Wiśniewski - dyrektor RZGW w Poznaniu. Następnie głos zabrała pani Iwona Koza, która w imieniu Ministra Środowiska wręczyła nominacje członkom Rady.

W jawnym głosowaniu dokonano wyborów:

- pana Pawła Chudzińskiego, prezesa spółki Aquanet sp. z o.o.
( d. Poznańskie Wodociągi i Kanalizacja sp. z o.o.), na stanowisko Przewodniczącego Rady,

- pana Jerzego Tonera, dyrektora Wydziału Ochrony Środowiska w Departamencie Gospodarki Lubuskiego Urzędu Marszałkowskiego na Zastępcę Przewodniczącego,

- pana Andrzeja Kuligowskiego z Polskiego Związku Wędkarskiego - dyrektora Zakładu Rybacko-Wędkarskiego, na sekretarza.

Pierwszym zadaniem nowo powołanej Rady będzie uchwalenie jej Regulaminu. Przedstawiono projekt tego dokumentu i postanowiono, iż wnioski o dokonanie zmian i poprawek w jego zapisach należy składać drogą elektroniczną do dnia 31 października, a głosowanie nad przyjęciem ostatecznej wersji odbędzie się na najbliższym posiedzeniu Rady.

Zgłosiłem wniosek o dokonanie dwóch poprawek do paragrafu 2, który wymienia sprawy, jakie będą w szczególności przedmiotem opinii Rady.

Postuluję, aby do paragrafu 2 punkt 1.

3) projektów planów gospodarowania wodami na obszarach dorzeczy dodać: "z uwzględnieniem potrzeb ochrony cennych siedlisk przyrodniczych i ochrony różnorodności biologicznej"

6) projektów programów, o których mowa w art. 47 ustawy Prawo wodne dodać:

"ze szczególnym uwzględnieniem roli roślinności bagiennej i torfowisk w dolinach rzecznych i rynnach jeziornych w przechwytywaniu zanieczyszczeń azotanowych pochodzących ze źródeł rozproszonych".

 

Uzasadnienie

W par. 2.1. Regulaminu wymieniono sprawy priorytetowe, które winny być opiniowane przez Radę; zostały one przepisane z art. 100 ustawy Prawo wodne.

Uważam, że ograniczanie zadań Rady do przewidzianych w Prawie wodnym jest niewłaściwe, bowiem Ustawa o ochronie przyrody również poświęca kilka zapisów zagadnieniom związanym z gospodarka wodną.

Jako przedstawiciel organizacji ekologicznej, której celami jest ochrona środowiska naturalnego, przyrody i krajobrazu, czuję się zobowiązany do dołożenia wszelkich starań, aby problematyka ta znalazła się wśród głównych zadań Rady. Wielkopolska - jak i większość regionów leżących w dorzeczu Warty - jest obszarem silnie przekształconym antropogenicznie i doliny rzeczne są na wielu terenach jedynymi ostojami dobrze zachowanych siedlisk przyrodniczych. Nowoczesna, racjonalna gospodarka wodna nie może pomijać tego aspektu.

Plany ochrony wód przed zanieczyszczeniem azotanami ze źródeł rozproszonych zdają się nie doceniać kluczowej roli torfowisk i roślinności bagiennej w tym zakresie. Torfowiska z wysokim poziomem wód gruntowych zapewniają bardzo intensywne usuwanie azotanów na drodze denitryfikacji. Bujnie rozwinięta roślinność obficie pobiera azotany i wbudowuje je w swoją biomasę, przyczyniając się do ich retencjonowania. Gleby organogeniczne odznaczają się silnie rozwiniętym kompleksem sorpcyjnym, który przechwytuje i trwale wyłącza z obiegu wiele zanieczyszczeń, w tym częściowo także związki azotu. Uważam, że postulowane rozwinięcie par.2.1.6) Regulaminu wychodzi naprzeciw zarówno potrzebom ochrony przyrody, jak i programowi ograniczania zanieczyszczenia wód azotanami. Może ono wydatnie przyczynić się do poprawy jakości naszych wód i zasługuje w pełni na akceptację.

 

Marek Smolarkiewicz

członek Rady reprezentujący Polski Klub Ekologiczny

 

 

 

Śladem naszej interwencji

W tegorocznym numerze 2(55) opisywałem sprawę wycinki zadrzewienia nad poznańską Maltą, u podnóża Kopca Wolności, której legalność była - delikatnie mówiąc - wątpliwa. Usunięcia starych topoli dokonano wprawdzie za zgodą Urzędu Miasta, lecz nie spełniono warunku, który zezwolenie zawierało: zrekompensowania ubytku w zadrzewieniu przez posadzenie takiej samej liczby (24) jesionów lub dębów szypułkowych. Zamiast tego, inwestor przystąpił do budowy drenażu. Wskazywało to wyraźnie, iż zamierza zmienić sposób użytkowania tego terenu; miejsce porośnięte bujną zielenią postanowiono zamienić na - kolejny w tym rejonie - parking.

Dzięki zgłoszeniu do Prokuratury zawiadomienia o przestępstwie, Policja przeprowadziła w tej sprawie śledztwo, które - jak to często bywa w sprawach dotyczących dewastacji środowiska - zostało umorzone. Zwróciłem się do wyższej instancji o ponowne rozpatrzenie tej sprawy.

Oto jak się ona przedstawia w świetle informacji zawartych w prokuratorskiej decyzji o jej umorzeniu.

Zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego, na tym terenie przewidziano "miejsca postojowe", nie przewidziano jednak likwidacji zadrzewienia ani budowy parkingu.

Inwestor rozpoczął prace ziemne bez zezwolenia , gdyż "był przekonany, iż budowa drenażu liniowego nie wymaga zezwolenia na budowę". W dniu 8 sierpnia 2003 inspektor nadzoru budowlanego wstrzymał prace i nakazał rozbiórkę drenażu . Zapowiedziano odwołanie od tej decyzji, lecz z pisma nie wynika, czy go dokonano. Nigdy zapewne się nie dowiemy, czy zbadano by nielegalną inwestycję, gdyby nie nasza interwencja. Wiem natomiast, że pismo, jakie w tej sprawie skierowałem do Inspektoratu Nadzoru Budowlanego już 11 czerwca, do dziś pozostało bez odpowiedzi.

Spółka zwróciła się także do Wydziału Ochrony Środowiska z wnioskiem o przesunięcie terminu nasadzenia nowych drzew, lecz i tu spotkała się z odmową. Także w tej sprawie złożono odwołanie, lecz nie jest mi jeszcze znany sposób jego rozpatrzenia.

Milczeniem skwitowano moje sugestie, aby w śledztwie wykorzystać zdjęcia lotnicze, którymi Urząd Miasta zapewne dysponuje. Być może pozwoliłoby to na bezstronne wyjaśnienie, ile drzew tam naprawdę wycięto. Informacje prasowe wskazują bowiem, że rosło ich tam znacznie więcej niż 24 - i to nie tylko topole. Tymczasem ograniczono się do przesłuchania pracowników inwestora!

Tak więc Prokuratura umorzyła śledztwo "z uwagi na brak ustawowych znamion czynu zabronionego", nie bacząc na wstrzymanie prac przez Nadzór Budowlany, któremu pozostawiono wyciągnięcie wniosków w stosunku do spółki Malta Ski.

Na uwagę zasługują słowa decyzji, odnoszące się do działania Klubu: przypisano nam "wyraźnie widoczny konflikt" ze Spółką, doradzono nam, jakie działania służyłyby "dobru przyrody" i zasugerowano nam bezpośrednie kontakty z inwestorem, bez pośrednictwa mediów: "wspólne działanie przyniosłoby większą korzyść dla terenu Malta Ski i całego Poznania"(sic!).

O dalszym biegu sprawy poinformuję.

Marek Smolarkiewicz

Prezes Zarządu Okręgu Wielkopolskiego PKE

 

 

 

 

Rozstrzygnięcie konkursu fotograficznego

"Przyroda krajobrazu rolniczego Wielkopolski"

 

Na konkurs wpłynęło ponad 200 prac, w większości były to fotografie barwne,

formatu 20 x 30. W październiku 2003 zostały one ocenione przez komisję powołaną przez Zarząd Okręgu Wielkopolskiego PKE. Jakkolwiek ocena taka z natury swojej jest nieco subiektywna, dołożyliśmy wszelkich starań, aby zapewnić jej maksymalny obiektywizm; do jury zaprosiliśmy osoby reprezentujące różne zawody i tym samym różne spojrzenia.

Skład komisji:

•  Hanna Mazur, plastyk

•  Anna Szloser, architekt

•  Lena Sonemann, European Voluntary Service,

•  Andrzej Jagodziński, leśnik,

•  Marek Zawadzki, historyk,

•  Marek Smolarkiewicz, biolog.

Poszczególne zdjęcia były oceniane w dwóch kategoriach: artystycznej, w której większy nacisk kładziono na kompozycję zdjęcia i tematycznej, w której oceniano głównie oryginalność obiektu. Każdy sędzia mógł przyznać do 10 punktów w każdej z dwóch kategorii.

Oto najwyższe lokaty:

Kategoria artystyczna

Imię i nazwisko uczestnika

Nazwa lub numer zdjęcia

Punktów

Eliza Rybska

Perłowy naszyjnik poranka II

53

Agnieszka Kutzner

2

52

Eliza Rybska

Perłowy naszyjnik poranka I

50

Joanna Ratajczak

9

50

Agata Walaszczyk

Tajemnica

50

Anna Grzegorzewska

2

49

Agata Ożarowska

Ostatnie spojrzenie

48

Eliza Rybska

Posiłek o poranku

47

Anna Grzegorzewska

1

47

Joanna Ratajczak

10

47

Agata Walaszczyk

Złoty kwiat

47

Przemysław Król

Samotnicy

46

 

 

Kategoria tematyczna:

Imię i nazwisko uczestnika

Nazwa lub numer zdjęcia

Punktów

Marlena Turczyńska

1

57

Marlena Turczyńska

2

57

Joanna Ratajczak

9

52

Joanna Ratajczak

11

51

Joanna Ratajczak

12

49

Agnieszka Kutzner

2

48

Eliza Rybska

Perłowy naszyjnik poranka II

48

Agata Walaszczyk

Złoty kwiat

46

Joanna Ratajczak

10

46

Eliza Rybska

Perłowy naszyjnik poranka I

46

Maja Kostuń

2

46

 

Niektóre spośród wyróżnionych prac znajdują się na okładce. Część z nich stworzy wystawę na targach Poleko 2003. Nagrody książkowe i dyplomy będzie można odbierać w siedzibie Klubu.

 

Marek Smolarkiewicz

 

 

 

 

 

 

***

Latem tego roku zapoczątkowaliśmy akcję zmierzającą do zinwentaryzowania zadrzewień kasztanowca w całej Wielkopolsce oraz oceny jego zdrowotności, co wobec trwającej gradacji szrotówka kasztanowcowiaczka jest pilnym problemem. Interesują nas drzewa w krajobrazie rolniczym oraz we wsiach o niskiej zabudowie; pomijamy na razie okazy rosnące w wielkopolskich miastach. Poniżej przedstawiamy wyniki pierwszego etapu prac - odpowiedzi na ankietę wciąż jeszcze nadchodzą. Zwracamy się z prośbą do wszystkich, którzy mogą nam pomóc, o dostarczanie danych zawartych w druku dostępnym na naszej stronie internetowej.

Składamy wyrazy podziękowania pracownikom naukowym Polskiej Akademii Nauk oraz Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza za wydatną pomoc merytoryczną w realizacji tego przedsięwzięcia.

Redakcja

Kasztanowiec Aesculus hippocastanum L. na terenie Wielkopolski

 

Z inicjatywy Polskiego Klubu Ekologicznego - Okręg Wielkopolski w sierpniu 2003 roku przygotowano i rozesłano do wszystkich nadleśnictw (25) Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu ankietę dotyczącą rozmieszczenia i zdrowotności kasztanowca białego. W naszym zamierzeniu, odpowiedzi na dwadzieścia siedem pytań zawartych w ankiecie, skierowanej do pracowników terenowej administracji Lasów Państwowych, miały umożliwić ilościowe i jakościowe scharakteryzowanie zadrzewień tego gatunku na terenie Wielkopolski.

W ankiecie zawarto informacje dotyczące: usytuowania obiektu, typu zadrzewienia (aleja, szpaler, grupa), liczby osobników, współwystępowania innych gatunków drzew, długości alei czy szpaleru, orientacyjnego wieku drzew, średniej wysokości, stanu zdrowotnego (uszkodzenia: mechaniczne - rany, złamania, dziuple; biotyczne - szrotówek, szara plamistość liści; fizjologiczne - nekrozy, przedwczesne opadanie liści), natężenia owocowania, występowania zaasfaltowanej powierzchni wokół pni i rodzaju podłoża.

Do analiz wykorzystano odpowiedzi z dziesięciu nadleśnictw, które odesłały wypełnioną ankietę (Czerniejewo, Gniezno, Góra Śląska, Konin, Łopuchówko, Piaski, Pniewy, Przedborów, Turek, Włoszakowice).

W ankietach przedstawiono charakterystykę stu pięciu zgrupowań kasztanowca białego - o pisują one 45 alei (nasadzenia dwurzędowe, po obu stronach drogi), 20 szpalerów (drzewa posadzone w jednym rzędzie) oraz 40 grup drzew tego gatunku, obejmujących w sumie 2659 osobników (liczba ta nie obejmuje pojedynczych drzew, rosnących na obszarze analizowanych nadleśnictw). Najwięcej drzew (1984) występuje w alejach, szpalery i grupy liczą zaś odpowiednio 318 i 357 osobników.

Wśród analizowanych typów zadrzewień (aleje, szpalery, grupy) spotyka się zarówno jednogatunkowe nasadzenia kasztanowca, jak i z udziałem innych gatunków drzew. Do najczęściej występujących domieszek zaliczyć należy lipy, klon zwyczajny, klon jesionolistny, jesiony, wiązy, dąb szypułkowy, dąb czerwony, topole, robinie, brzozy i jarzębiny, sporadycznie natomiast odnotowane zostały sosny, buki oraz platany. Takie urozmaicenie gatunkowe (współwystępowanie domieszek) dotyczy 19 alei (42% ich ogólnej liczby), 22 grup (55%) oraz 10 szpalerów (50%).

Znaczną rozpiętością cechują się długości alei i szpalerów. Najkrótsze aleje rozciągają się na dystansie 30 metrów, najdłuższa zaś biegnie na odcinku 6 kilometrów (Nadleśnictwo Pniewy, przy drodze Linie-Lwówek). Średnia długość alei kasztanowcowej na analizowanym obszarze wynosi około 700 m a zdecydowana ich większość mieści się w przedziale od 700 do 900 metrów. Odnośnie szpalerów, ich długość waha się w przedziale od 15 metrów do jednego kilometra, przy czym większość, 11 na 20 zgrupowań, rozciąga się na dystansie do stu metrów.

Pod względem wieku, kasztanowce rosnące w alejach i szpalerach można uznać za istotnie starsze od kasztanowców rosnących w grupach. Średni wiek drzew tego gatunku, tworzących aleje i szpalery, wynosi około 80 lat, przy rozpiętości od 40 do 125 lat. Młodsze od nich, w wieku wynoszącym średnio 64 lata, są osobniki kasztanowca rosnące w grupach (od 20 do 120 lat). Może to wskazywać na tendencję wprowadzania kasztanowca białego w parkach i wokół zabudowań po II wojnie światowej, z jednoczesnym zaniechaniem jego sadzenia wzdłuż arterii komunikacyjnych. Ze względu na obfite opadanie liści i zwykle masowo zawiązywanych owoców w okresie jesiennym, zabieg ten należy uznać jako sprzyjający poprawie bezpieczeństwa użytkowników dróg.

Zdecydowana większość osobników kasztanowca zwyczajnego (białego) tworzących aleje, szpalery i grupy, blisko 90%, osiągnęła rozmiary od 15 do 20 metrów wysokości. Pomimo różnicy średniego wieku kasztanowców rosnących w alejach i szpalerach oraz grupach, drzewa tego gatunku nie różnią się istotnie od siebie wysokością. Może to świadczyć o zakończeniu wzrostu na wysokość przed osiągnięciem wieku około 60 lat.

Uszkodzenia mechaniczne - rany, obłamania konarów i dziuple obserwowano w 60 % alei i 50 % szpalerów. Na tym tle, zapewne ze względu na młodszy wiek, wyróżniają się kasztanowce rosnące w grupach - "jedynie" w 35 % grup zaobserwowano wymienione powyższej typy uszkodzeń. Dodać przy tym należy, że, w opinii wielu leśniczych, stan zdrowotny istniejących zgrupowań kasztanowca białego można określić jako ogólnie dobry. Świadczy to o naturalnych zdolnościach regeneracyjnych kasztanowców, będących w pełni swego rozwoju (mierzonego wiekiem).

Szrotówek kasztanowcowiaczek ( Cameraria ohridella Deschka & Dimić) zaatakował w 2003 roku zdecydowaną większość, ponad 95 %, omawianych nasadzeń kasztanowców, przy czym skutki żerowania larw tego motyla były widoczne na całej wysokości koron drzew. Poza szrotówkiem, kasztanowcom zagraża również grzyb Guignardia aesculi (Peck). Stosunkowo niski procent (około 50 %) rozpoznanej choroby grzybowej tzw. szarej plamistości liści kasztanowców, powodowanej przez Guignardia aesculi może mieć dwojakie przyczyny. Pierwszą z nich jest trudność we właściwym rozpoznaniu symptomów tej choroby w trakcie masowego żerowania larw szrotówka. Za drugą przyczynę przyjąć można faktyczny brak liści porażonych przez patogena grzybowego, w sytuacji niesprzyjających w mijającym roku, dla jego występowania, warunków pogodowych (grzyb wywołujący tę chorobę znajduje optymalne warunki rozwoju w warunkach ciepłej i wilgotnej pogody).

Równolegle ze zmianami powodowanymi żerowaniem larw motyla i chorobą grzybową, dane zawarte w ankietach potwierdzają wzmożone i przyspieszone opadanie liści z kasztanowców. Proces ten, chociaż opóźniony w tym roku w stosunku do lat ubiegłych, jest widocznym objawem zaatakowania drzew przez szrotówka (o charakterze gradacyjnym) i patogena grzybowego, odpowiedzialnego za szarą plamistość liści.

Negatywne oddziaływanie owada i grzyba powoduje w efekcie skrócenie okresu wegetacyjnego nawet do dwóch - trzech miesięcy. W konsekwencji, oddziaływania te prowadzą do osłabienia ogólnej kondycji drzew. Objawia się to mniejszymi przyrostami pni i pędów oraz słabszym natężeniem owocowania kasztanowców. Dane z nadleśnictw dotyczące terenu Wielkopolski wskazują na znaczne obniżenie zdolności reprodukcyjnej osobników Aesculus hippocastanum - u połowy osobników stwierdzono w bieżącym roku owocowanie na poziomie przeciętnym, w drugiej części natomiast stwierdzono skąpe owocowanie, w porównaniu do lat ubiegłych.

Zaasfaltowanie gleby w zasięgu koron drzew dotyczy około 30 % szpalerów i alei, a asfalt pokrywa w tych przypadkach średnio 50 % powierzchni wokół drzew. W minimalnym stopniu zaasfaltowanie powierzchni dotyczy kasztanowców rosnących w grupach, co nie pozostaje bez wpływu na ich stan zdrowotny i długość życia.

Ze względu na rodzaj podłoża w przypadku nasadzeń alejowych dominują siedliska świeże i suche, po około 50 % (odpowiednio 24 i 20 stanowisk). Szpalery sadzono zdecydowanie częściej na glebach suchych, 12 stanowisk, niż na świeżych, 6 powierzchni. Grupy drzew kasztanowca białego zakładano, podobnie jak w przypadku alei, częściej na glebach świeżych (23 powierzchnie) niż na podłożach suchych (6 powierzchni).

Podsumowując, można stwierdzić, że dane zawarte w ankietach dały spójny obraz stanu zdrowotnego kasztanowców rosnących w alejach, szpalerach i grupach na terenie Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Poznaniu, na obszarze administrowanym przez 10 nadleśnictw. Pozwoliło to na wyciągnięcie następujących wniosków:

•  aleje i szpalery kasztanowców pochodzą w większości z okresu przedwojennego,

•  u większości drzew rosnących w alejach i szpalerach stwierdzono występowanie uszkodzeń mechanicznych, będących skutkiem niewłaściwej pielęgnacji,

•  występowanie uszkodzeń powodowanych przez szrotówka kasztanowcowiaczka ( Cameraria ohridella Deschka & Dimić) i grzyb Guignardia aesculi (Peck) jest powszechne i prowadzi do widocznego osłabienia drzew,

•  obserwowanym skutkiem gradacji owada i występowania choroby grzybowej są:
- przedwczesne opadanie liści,
- mniejsze przyrosty roczne,
- osłabienie natężenia owocowania.

 

dr Szymon Łukasiewicz 1

mgr inż. Andrzej M. Jagodziński 2

mgr Marek Smolarkiewicz 3

mg inż.r Małgorzata Mikołajczak 3

 

1 Ogród Botaniczny Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza,

ul. Dąbrowskiego 165, 60-594 Poznań

2 Instytut Dendrologii Polskiej Akademii Nauk,

ul. Parkowa 5, 62-035 Kórnik

3 Polski Klub Ekologiczny - Okręg Wielkopolski

ul. Woźna 12, 61-777 Poznań

 

 

 

 

 

Ochrona środowiska

Kasztanowce zwyczajne jako drzewa przyuliczne w Poznaniu

 

Od 1995 roku w stolicy Wielkopolski przeprowadzana jest inwentaryzacja drzew przyulicznych i parkowych, finansowana ze środków Gminnego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Poznaniu. Dotychczas w latach 1995-2002 zinwentaryzowano 13460 drzew usytuowanych w tzw. pasie drogowym, wzdłuż arterii komunikacyjnych i 3619 drzew zlokalizowanych w miejskich parkach.

Wśród 13460 drzew przyulicznych, 1738 to kasztanowce zwyczajne Aesculus hippocastanum L., co stanowi 12,9 % sumarycznej liczby drzew analizowanych zadrzewień, natomiast w parkach, na 3619 drzew, kasztanowce stanowiły 10,1 %, tj. 367 osobników. Należy w tym miejscu dodać, iż mimo, że inwentaryzowanie drzew przydrożnych nie zostało jeszcze zakończone, to ulice obsadzone kasztanowcami zostały tu w większości uwzględnione. Stąd też w końcowym obrazie, procent kasztanowców wśród nasadzeń przyulicznych może wynosić poniżej 10 % ogółu drzew rosnących wzdłuż szlaków komunikacyjnych w obrębie miasta.

Rosnące przy poznańskich ulicach kasztanowce, szacując na podstawie ich pierśnicy, tj. obwodu pnia na wysokości 1,3 m, są średnio w wieku 70 lat (od 40 do ponad 90). Większość z istniejących obecnie zadrzewień przyulicznych kasztanowca zwyczajnego została założona przed II wojną światową oraz bezpośrednio po niej, w latach pięćdziesiątych. Szacowanie wieku drzew na podstawie obwodu ich pni jest uzasadnione w warunkach zbliżonych do naturalnych. W warunkach śródmiejskich natomiast, na skutek zakłócenia większości elementów środowiska, obserwuje się stałe pogarszanie stanu zdrowotnego kasztanowców, co pociąga za sobą zmniejszenie ich przyrostów, w tym także wielkości ich pierśnicy. Stąd też szacowanie wieku kasztanowców, lub ogólnie wieku drzew w miastach, wyłącznie na podstawie tego jednego czynnika, może wydawać się nieco dyskusyjne.

Analiza rozmieszczenia kasztanowców na obszarze Poznania uwidoczniła dwa trendy. Pierwszym z nich jest procentowy spadek liczby kasztanowców rosnących w sąsiedztwie ulic, na rzecz innych gatunków, od granic administracyjnych miasta do śródmieścia. Drugim trendem jest procentowy wzrost złego stanu zdrowotnego kasztanowców, do widocznych oznak zasychania i zamierania włącznie, w kierunku od peryferii miasta do jego centrum (Jagodziński i in. 2003). Ta niekorzystna sytuacja obserwowana była już w latach sześćdziesiątych (Glaser 1963). Na początku lat siedemdziesiątych, w związku z dramatyczną wymową raportu ówczesnego Sekretarza Generalnego ONZ - U'Thanta, rozpoczęto cykliczne badania rytmiki rozwojowej drzew rosnących na terenie Poznania, w tym także kasztanowców, w oparciu o obserwacje fenologiczno - morfologiczne (Łukasiewicz A. 1975, 1978). Wyniki tych badań, prowadzonych przez pracowników Ogrodu Botanicznego UAM, skłoniły do zaliczenia kasztanowca zwyczajnego do drzew mało odpornych (wrażliwych) na kompleks skażeń miejskich. Potwierdziły to późniejsze i - niestety - trwające nadal procesy zamierania i wypadania drzew tego gatunku, rosnących zarówno w tzw. misach chodnikowych przy ulicach, jak i wśród powierzchni o utwardzonych nawierzchniach na terenie aglomeracji poznańskiej. Trend ten potwierdzają bieżące obserwacje sukcesywnie dosadzanych w miejscach wypadów drzew tego gatunku w ostatnich dwudziestu - trzydziestu latach. Obecnie, na miejscu alei lub szpalerów tych drzew, które były objęte badaniami w latach 70-tych, pozostały jedynie pojedyncze osobniki, świadczące o istniejących niegdyś, dziś już historycznych, założeniach. Przykładem może być ostatni kasztanowiec rosnący przy ulicy Roosevelta, przy kinie Bałtyk, bądź jedyny osobnik jaki pozostał przy ulicy Głogowskiej, na wysokości Poczty Głównej, przy skrzyżowaniu jezdni z torami kolejowymi.

Wyszczególnione w inwentaryzacji aleje i szpalery tych pięknych drzew (Tabela) są objęte bieżącymi pracami pielęgnacyjnymi przez Zarząd Zieleni Miejskiej (w porozumieniu z Zarządem Dróg Miejskich) na miarę posiadanych środków, pochodzących z budżetu miasta. W ostatnich latach, w obliczu masowego pojawu szrotówka kasztanowcowiaczka, prowadzona jest, pod medialnym patronatem Gazety Wyborczej, akcja jesiennego grabienia liści. We współpracy z Akademią Rolniczą prowadzone są także bieżące obserwacje dotyczące gradacji tego motyla (określenie dynamiki występowania i ocena stopnia porażenia koron drzew przez szrotówka). Na wybranych obiektach prowadzone są doświadczalne zabiegi chemiczne, mające na celu ograniczenie populacji groźnego szkodnika. W roku bieżącym, inwazja szrotówka kasztanowcowiaczka wystąpiła z miesięcznym opóźnieniem w porównaniu do lat ubiegłych, prawdopodobnie na skutek długotrwałej i mroźnej zimy. Obserwowane, także w bieżącym roku, wcześniejsze opadanie liści było przyspieszone katastrofalnie niskimi sumami opadów w sezonie wegetacyjnym 2003 roku.

W wykazie nie uwzględniono kasztanowców rosnących w parkach, na osiedlach i między śródmiejskimi budynkami, które bezpośrednio nie przylegają do ulic.

 

Literatura:

Glaser T. 1963. Wpływ środowiska miejskiego na rozwój i zdrowotność zadrzewień. Ekologia polska, B, 9(3): 197-205.

Jagodziński A. M., Łukasiewicz Sz., Turzańska E. 2003. Kasztanowiec zwyczajny w środowisku życia człowieka. Ten Świat 3 (56): 6-13. Wyd. Polski Klub Ekologiczny - Okręg Wielkopolski, Poznań.

Łukasiewicz A. 1975. Dobór roślin dla terenów zieleni m. Poznania. [W:] Ogród Botaniczny Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu: 93- 156.

Łukasiewicz A. 1978. Rozwój drzew i krzewów na terenie miasta Poznania. PWN, Warszawa- Poznań. Ss. 132.

Tabela

Wykaz poznańskich ulic obsadzonych kasztanowcem zwyczajnym. Zastosowane skróty: A- aleja, S- szpaler drzew, G- grupa, P- drzewa pojedyncze.

 

Dzielnica

Ulica

Forma występowania

Dzielnica

Ulica

Forma występowania

Stare Miasto

Chopina

S

Jeżyce

Aleja Wielkopolska

A

Dominikańska

A

Beskidzka

S

Garbary

S

Biskupińska

A

Grochowe Łąki

A

Bukowska

S, A

Kościuszki

S

Druskiennicka

S

Krakowska

S

Grajewska

w opracowaniu

Noskowskiego

S

Jastrowska

A

Nowowiejskiego

S

Maczka

P

Sióstr Misjonarek

A

Omańkowskiej

A

Strzelecka

S, G

Sienkiewicza

S

Wieniawskiego

A

Słowackiego

P

Nowe Miasto

Browarna

S

Staszica

S

Główna

S

Urbanowska

A

Głuszyna

A

Wojska Polskiego

A

Gospodarska

A

Majakowskiego

P

Zakopiańska

A

Ostów Tumski

S

Grunwald

Głogowska

P

Rodawska

w opracowaniu

Grunwaldzka

A

Silniki

A

Hetmańska

A

Sypniewo

A

Krzywa

w opracowaniu

Zamenhofa

P

Marcelińska

A

Żorska

w opracowaniu

Rakoniewicka

w opracowaniu

Wilda

Chwiałkowskiego

A

Reymonta

A

Gorczyńskiego

A

Święcickiego

S

Kosińskiego

P

Ułańska

S, G

Saperska

A

Wojskowa

A

dr Szymon Łukasiewicz 1

mgr inż. Aleksandra Wojciechowska 2

mgr inż. Tomasz Lisiecki 2

 

1 Ogród Botaniczny Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza,

ul. Dąbrowskiego 165, 60-594 Poznań

2 Zarząd Zieleni Miejskiej w Poznaniu

ul. Strzegomska 3, 60-194 Poznań

 

 

 

 

 

Wilk w zachodniej Polsce.

Występowanie, rozmieszczenie, ochrona populacji.

 

I. Wstęp.

Wilk (Canis lupus) jest jedynym gatunkiem dużego drapieżnika, który występuje niemal nieprzerwanie na ziemiach zachodniej Polski w XX wieku. Przez znaczny okres były to jednak tylko pojedyncze osobniki, zwykle pojawiające się okresowo i wędrujące. Silne i częste były wahania liczebności oraz zmiany zasięgu występowania. Wiele czynników ekologicznych oraz form presji człowieka wpływało na kondycję i stan wilczej populacji.

Duża powierzchnia zwartych kompleksów leśnych połączonych siecią korytarzy migracyjnych, wysoka liczebność naturalnych ofiar oraz mała gęstość zaludnienia sprawiają, że lasy zachodniej Polski można dziś uznać za najlepsze nizinne siedliska dla wilka w całej Europie Środkowej. Położenie geograficzne Polski oraz połączenie kompleksów leśnych korytarzami migracyjnymi mają zasadniczy wpływ na migracje zwierząt (w tym wilka) pomiędzy wschodem i zachodem Europy. Zasięg i liczebność populacji wilka w zachodniej Polsce oraz możliwość migracji osobników mają kluczowe znaczenie dla odbudowy wspólnej, europejskiej populacji gatunku. Wiele form antropopresji ciągle wpływa na spadek liczebności i ograniczanie zasięgu populacji wilka. Znaczenie wielu z tych form nadal będzie wzrastać w wyniku przemian gospodarczych kraju powodując, że dotychczas stosowany model ochrony gatunku jest już obecnie niewystarczający i wymaga istotnych, skutecznych zmian w przyszłości.

 

II. Aktualne rozmieszczenie.

W roku 2001 w zachodniej Polsce wilk występował w Puszczy Noteckiej, Lasach Sarbskich i lasach k. Mieszkowic. Pojedyncze osobniki obserwowane były także w Borach Tucholskich.

 

 

III. Co wpływa na liczebność i rozmieszczenie ?

Szereg czynników ekologicznych i antropogenicznych wywiera znaczący wpływ na kształtowanie się liczebności oraz rozmieszczenia wilka. Czynniki ekologiczne związane są z warunkami panującymi w obszarach siedliskowych, najważniejsze to:

- odpowiednia wielkość zasiedlanych kompleksów leśnych - w Polsce optymalna powierzchnia to ok. 200 km 2 (wg badań prowadzonych w Puszczy Białowieskiej);

- wysoka liczebność naturalnych ofiar - w polskich warunkach jelenia, który jest głównym gatunkiem ofiary;

- obecność korytarzy migracyjnych łączących obszary siedliskowe, które umożliwiają przemieszczenie się osobników wewnątrz kompleksów leśnych oraz pomiędzy nimi z kolonizacją nowych siedlisk.

Czynniki antropogeniczne związane są z wpływem działalności człowieka w obszarach siedliskowych oraz w zasięgu korytarzy migracyjnych. Najważniejsze czynniki to:

- odstrzały - posiadają najistotniejszy wpływ na zmiany liczebności (wg badań z Puszczy Białowieskiej);

- kłusownictwo - wilki giną z rąk kłusowników zwykle przypadkiem w sidłach i wnykach zastawianych na inne gatunki (głównie jelenie i dziki), zdarzają się również sporadycznie przypadki celowych, nielegalnych odstrzałów;

- tworzenie barier w przebiegu korytarzy migracyjnych - najsilniejszy negatywny wpływ posiadają kolizje przebiegu dróg o dużym natężeniu ruchu z przebiegiem obszarów migrowania - zwierzęta albo giną na drogach, albo powstaje bariera uniemożliwiająca przekroczenie drogi i tym samym wymianę osobników pomiędzy obszarami siedliskowymi.

IV. Co aktualnie ma największe znaczenie dla rozwoju populacji wilka w zachodniej Polsce ?

W zachodniej Polsce występuje 16 odpowiednio dużych kompleksów leśnych, spełniających wymagania jako obszary siedliskowe wilka. Kompleksy te odznaczają się wysokim zagęszczeniem głównego gatunku ofiar - jelenia oraz niską gęstością zaludnienia i penetracją turystyczną. W większości tych obszarów istnieją dobrze wykształcone i nie zaburzone korytarze migracyjne (zarówno wewnątrz kompleksów jak i pomiędzy nimi) co wraz ze słabo rozwiniętą siecią drogową stwarza dogodne warunki do przemieszczania się osobników a tym samym wymiany pomiędzy lokalnymi populacjami i poszerzania zasięgu występowania.

Obserwowany obecnie w zachodniej Polsce ograniczony zasięg rozmieszczenia oraz niska liczebność wilka są prawdopodobnie wynikiem silnego wpływu czynników antropogenicznych - kłusownictwa oraz obszarów barierowych w przebiegu korytarzy migracyjnych.

Postępujący proces ubożenia społeczeństwa, zwłaszcza wiejskiego, przyczynił się istotnie do rozwoju zjawiska kłusownictwa na dużą skalę. Trudność w oszacowaniu wielkości tego procederu sprawia, że nie jesteśmy w stanie określić dokładnie wpływu na populację wilka jednak jego istotne znaczenie, potwierdzone w badaniach prowadzonych w Puszczy Białowieskiej, pozwala przypisać mu kluczową rolę dla funkcjonowania słabych, mało licznych populacji.

Niska liczebność poszczególnych populacji lokalnych i wysoka śmiertelność młodych, powodują, że wzrost zasięgu występowania możliwy jest jedynie dzięki imigracji nowych osobników z zewnątrz, z terenów liczniej zasiedlanych. Silne liczebnie populacje występują w północno-wschodniej Polsce, skąd odbywały się zawsze migracje w kierunku zachodnim. Kompleksy leśne zachodniej i wschodniej Polski są aktualnie rozdzielone bezleśnym obszarem barierowym, który posiada prawdopodobnie najważniejszy wpływ na możliwości migracji wilka i tym samym na rozwój populacji w zachodniej Polsce. Dodatkowo, w zasięgu sieci korytarzy migracyjnych, łączących kompleksy leśne na zachód od Wisły istnieje szereg obszarów barierowych o mniejszym znaczeniu. Zidentyfikowanych zostało 14 szerokich (>1 km) obszarów bezleśnych, których wpływ jest istotny na migracje pomiędzy obszarami siedliskowymi i kształtowanie się zasięgu.

 

Przebieg korytarzy migracyjnych wilka w zachodniej Polsce z zaznaczeniem obszarów barierowych: prostokąty - obszary bezleśne, kropki - miejsca przecięcia przez główne drogi.

 

 

Rozwój gospodarczy kraju wiąże się z rozbudową sieci drogowej oraz silnym wzrostem natężenia ruchu na istniejących, głównych szlakach komunikacyjnych. W zachodniej Polsce sieć autostrad i głównych dróg krajowych przecina korytarze migracyjne wilka w 11 miejscach, tworząc obszary barierowe i dzieląc tym samym obszary siedliskowe.

 

V. Jak skutecznie chronić populację wilka w zachodniej Polsce ?

Obecnie kluczową sprawą dla ochrony i odbudowy populacji wilka (a także wielu innych migrujących gatunków zwierząt) jest ochrona i rekonstrukcja sieci leśnych korytarzy migracyjnych (ekologicznych), łączących wszystkie najważniejsze kompleksy leśne. W pierwszej kolejności wymaga to podjęcia działań w kierunku przywrócenia łączności obszarów leśnych północno-wschodniej Polski i lasów górskich z obszarami leśnymi zachodniej części kraju. W dalszej kolejności niezbędne jest przywracanie łączności, poprzez odtwarzanie przerwanych korytarzy, pomiędzy lasami zachodniej Polski.

Podejmowane działania powinny mieć charakter rekonstrukcyjny i ochronny. Rekonstrukcja powinna objąć głównie odtwarzanie przebiegu korytarzy w bezleśnych obszarach barierowych. Działania ochronne to głównie usuwanie czynników utrudniających przemieszczanie się zwierząt - przede wszystkim łagodzenie kolizji z aktualnie istniejącymi oraz planowanymi autostradami i głównymi drogami o wysokim natężeniu ruchu.

Działania rekonstrukcyjne obejmują głównie prace zalesieniowe i powinny być uwzględnione w planach zwiększania lesistości, szczególnie dla najważniejszych, kluczowych obszarów.

Działania ochronne wiążą się z projektowaniem i budową inwestycji technicznych zabezpieczających możliwość bezkolizyjnego i swobodnego przemieszczania się zwierząt w poprzek szlaków drogowych i linii kolejowych (zachowanie ciągłości przebiegu korytarzy migracyjnych). Inwestycje takie to wszelkiego rodzaju nadziemne i podziemne przejścia dla zwierząt projektowane odpowiednio dla konkretnych gatunków i lokalnych warunków siedliskowych (najskuteczniejsze są wiadukty ekologiczne tzw. "zielone mosty" oraz lokalizacja dróg na estakadach przy ich przebiegu np. przez doliny rzeczne).

 

 

Centrum Monitoringu Wilka to projekt realizowany od 2000 r, którego celem długofalowym jest działanie na rzecz skutecznej ochrony i restytucji populacji wilka w zachodniej Polsce oraz ochrony i rekonstrukcji sieci leśnych korytarzy migracyjnych (ekologicznych) dla wszystkich migrujących gatunków ssaków. W ramach projektu prowadzone są badania naukowe i inwentaryzacyjne, szeroka współpraca z administracją publiczną, leśną i łowiecką, realizowane są przedsięwzięcia edukacyjne, informacyjne i wydawnicze.

W artykule zawarte zostały wyniki projektu pt.: "Korytarze migracyjne wilka w zachodniej Polsce", realizowanego dzięki dotacji Stiftung Europäisches Naturerbe EURONATUR.

Rafał T. Kurek

 

Kontakt: ul. Woźna 12/5, 61-777 Poznań, tel/fax: 061 851 78 01, centrum@wilk.eco.pl , www.wilk.eco.pl

 

 

 

 

***

Kampania w sprawie wody rozpoczęta sześć lat temu miała na celu skoncentrowanie działań organizacji ekologicznych w całej Europie, wniesienie wkładu w rozwój nowej polityki wodnej UE oraz wywarcie na nią wpływu. Biorąc pod uwagę skomplikowanie, a także wieloznaczność tekstu Ramowej Dyrektywy Wodnej (RDW), istnieje potrzeba omówienia jej w taki sposób, aby stała się przejrzysta i zrozumiała dla ogółu społeczeństwa.

 

 

POLITYKA WODNA UNII EUROPEJSKIEJ

 

Ustawodawstwo wodne należało do pierwszych dziedzin objętych polityką ekologiczną Unii Europejskiej. Składa się ono z około 25 dyrektyw i decyzji dotyczących wód. Co to są dyrektywy?

Są one głównym narzędziem Polityki Ekologicznej Wspólnoty. Muszą być wprowadzone w życie przez ustawy lub inne akty prawne przed upływem określonego czasu. W latach 1975-1980 miał miejsce pierwszy etap działalności ustawodawczej. Objął on wiele dyrektyw i decyzji, ustanawiających :

•  normy jakości środowiska ( environmental quality standards ) dla danego rodzaju wód, np. Dyrektywy: w sprawie wymaganej jakości wód powierzchniowych przeznaczonych do poboru wody pitnej, w sprawie jakości wód wymaganej dla zachowania życia ryb, jakości wód wymaganej dla bytowania skorupiaków i mięczaków, jakości wód w kąpieliskach i wymaganej jakości wody przeznaczonej do spożycia przez ludzi, albo

•  dopuszczalne wielkości emisji ( emission limit values ) dla danego sposobu korzystania z wód, np. Dyrektywy w sprawie substancji niebezpiecznych lub w sprawie wód podziemnych.

Normy jakości środowiska (EQS) definiują dopuszczalny stan zanieczyszczenia środowiska. Najczęściej dotyczą poszczególnych komponentów środowiska jak np. gleby, wody, powietrza, lub konkretnego "odbiorcy" zanieczyszczeń np. ludzi czy ekosystemów. Natomiast dopuszczalne wielkości emisji (ELV) można zdefiniować jako instrumenty regulacyjne odnoszące się do źródła zanieczyszczenia środowiska.

Druga faza ustawodawstwa wodnego w latach 1980-1991 była mniej kompleksowa. Przyjęto dwa nowe akty prawne: Dyrektywę w sprawie azotanów tzw. Dyrektywę azotanową i Dyrektywę w sprawie oczyszczania ścieków komunalnych.

Dyrektywa nr 91/271/EWG w sprawie oczyszczania ścieków komunalnych ma na celu ochronę środowiska przed niekorzystnymi skutkami gromadzenia, oczyszczania i zrzutu ścieków komunalnych z niektórych sektorów przemysłowych. Są to ścieki bytowe lub mieszanina tych z przemysłowymi i opadowymi.

W przypadku Dyrektywy 91/676/EWG w sprawie azotanów wszczęto postępowanie w sprawie jej naruszenia przeciwko 13 z 15 państw członkowskich. W wielu przypadkach państwa członkowskie nie przedłożyły raportów z jej wdrożenia. Ta Dyrektywa zmierza do zmniejszenia zanieczyszczenia wody powodowanego stosowaniem i przechowywaniem nawozów nieorganicznych oraz odchodów zwierzęcych na terenach rolnych. Zadaniem państw członkowskich jest wykazanie wód powierzchniowych rzeczywiście lub potencjalnie narażonych na zanieczyszczenie azotanami.

Trzy dyrektywy tzn. Dyrektywa 75/440/EWG w sprawie wymaganej jakości wód powierzchniowych przeznaczonych do poboru wody pitnej, Dyrektywa 78/659/EWG w sprawie wód słodkich wymagających ochrony lub poprawy dla zachowania życia ryb oraz Dyrektywa 79/923/EWG w sprawie jakości wód wymaganej dla bytowania skorupiaków i mięczaków - wymagają spełnienia norm jakości środowiska (EQS) dla konkretnych obiektów wodnych i sposobów wykorzystywania wód.

Przyjęta w 1975 roku Dyrektywa 75/440 z dwoma zmianami (79/869 i 81/855), ustala wymagania mające umożliwić dostarczenie dobrej wody pitnej. Źródła wód powierzchniowych przeznaczonych do pobierania wody do picia, w zależności od ich jakości dzieli się na trzy kategorie:

A1 : Proste uzdatnianie fizyczne (filtracja) i dezynfekcja;

A2 : Zwykłe uzdatnianie fizyczne, uzdatnianie chemiczne i dezynfekcja (np. chlorowanie wstępne, koagulacja, flokulacja, dekantacja, filtracja, chlorowanie końcowe);

A3 : Intensywne uzdatnianie fizyczne i chemiczne.

Państwa członkowskie mają wyznaczyć te wody i podjąć niezbędne działania, aby spełnić

ustanowione normy.

Kolejna Dyrektywa w sprawie jakości wód wymaganej dla zachowania życia ryb, przyjęta w 1978 roku, ma na celu ochronę lub poprawę stanu wód słodkich, które stanowią lub mogą stanowić siedlisko życia ryb. Podobnie, przyjęta w 1979 roku Dyrektywa w sprawie jakości wód wymaganej dla bytowania skorupiaków i mięczaków ma na celu ochronę i poprawę stanu jakości wód przybrzeżnych i półsłonych, a przez to jakości jadalnych skorupiaków i mięczaków. Aby cele tych Dyrektyw zostały zrealizowane, państwa członkowskie, w tym Polska, muszą wyznaczyć odpowiednie obiekty wodne, monitorować jakość wód w tych obiektach i podjąć działania gwarantujące spełnienie minimalnych norm.

Jednym z głównych problemów ochrony wód słodkich przed substancjami niebezpiecznymi jest kwestia, czy reżim ustanowiony prze Ramową Dyrektywę Wodną (RDW) będzie równie rygorystyczny jak ten, który został określony Dyrektywą 76/464/EWG w sprawie substancji niebezpiecznych. Jej celem jest wyeliminowanie zanieczyszczenia substancjami niebezpiecznymi wymienionymi w Aneksie I ("czarnej liście") i zmniejszenie zanieczyszczenia substancjami wymienionymi w Aneksie II ("szarej liście"). Wykaz I zawiera substancje wybrane na podstawie ich toksyczności i bioakumulacji (głównie związki chloroorganiczne). Wykaz II zawiera substancje szkodliwe dla zbiorników wodnych. Obejmuje on 20 grup związków metalicznych, biocydów i ich pochodnych, toksycznych lub trwałych związków organicznych krzemu oraz substancje mające szkodliwy wpływ na smak i zapach produktów otrzymywanych z morza i przeznaczonych do spożycia.

Na zrzut substancji wymienionych w wykazie I wymagane jest terminowe pozwolenie określające wielkość emisji, zaś dla tych z wykazu II należy ustalić program zmniejszania emisji z podanym terminem realizacji.

Przyjęto sześć dyrektyw pochodnych dla różnych substancji z wykazu I. Są to:

•  Dyrektywa 82/176 oraz 84/156 dotyczące rtęci (Hg) dla zakładów produkujących chlor prze elektrolizę chlorków metali alkalicznych (82/176/EWG), dla innych procesów technologicznych (84/156/EWG). Dla różnych sektorów przemysłu i różnych typów wód określono wartości dopuszczalne ścieków na rok 1986 i o 50% niższe dla 1989 roku (z reguły dla ścieków wartość dopuszczalna wynosi 0,05 mg Hg/l);

•  Dyrektywa 83/513 dotycząca kadmu (Cd) ustalała wartości dopuszczalne dla zrzutów z zakładów przemysłowych (bez produkujących kwas fosforowy) dla lat 1986-89 - 0,2 mg Cd/l;

•  Dyrektywa 84/491 dotycząca 6-chlorocykloheksanu mówi, iż w roku 1988 zrzuty ścieków nie mogą zawierać więcej niż 2 mg HCH/l w wodach powierzchniowych.

Wszystkie zrzuty do wód podziemnych zostały uregulowane przyjętą w 1976 roku Dyrektywą w sprawie substancji niebezpiecznych, która zobowiązała państwa członkowskie do całkowitego zapobiegania zrzutom substancji z listy I do wód podziemnych. W sposób analogiczny do Dyrektywy w sprawie substancji niebezpiecznych Dyrektywa 80/86/EWG w sprawie ochrony wód podziemnych dzieli zanieczyszczenia na dwie kategorie: "czarną listę" i "szarą listę". Zostanie ona uchylona w 2013 roku, zgodnie z RDW. W nowej Dyrektywie już nie mówi się tak wyraźnie o zapobieganiu zrzutom.

Największym problemem, który może wystąpić w przyszłości w dziedzinie ochrony wód nie będzie brak przepisów prawa, lecz to, że w zasadzie żadna Dyrektywa nie została w pełni wdrożona i zastosowana przez państwa członkowskie. Stan wdrażania można uznać za katastrofalny, a Wspólnota jest daleka od osiągnięcia swojego celu, jakim jest wprowadzenie wspólnych norm ochrony wód na całym jej obszarze.

 

 

mgr inż. Małgorzata Mikołajczak

 

 

 

 

 

Znaczenie zadrzewień śródpolnych dla ochrony bogactwa awifauny Parku Krajobrazowego im. gen. D. Chłapowskiego

Wstęp

Park Krajobrazowy im. gen. D. Chłapowskiego został założony w grudniu 1992 r. i obejmuje on obszar o powierzchni 17200 ha, rozciągający się pomiędzy wsiami Gorzyczki, Nochowo, Świniec i Racot. (ryc.).


Ryc.1. Park Krajobrazowy im. gen. D. Chłapowskiego. 1 - granice Parku, 2 - miejscowości, 3 - drogi, 4 - lasy i zadrzewienia, 5 - cieki. Dzięki uprzejmości Autora - Artura Golisa.

 

Głównym motywem do podjęcia starań o utworzenie tego Parku było przekonanie o konieczności ochrony struktury przestrzennej tego krajobrazu. Unikalność tego obszaru polega na obecności wielu zadrzewień śródpolnych, tworzących zwłaszcza w okolicach wsi Turew regularną, gęstą sieć zadrzewień typu pasów wiatrochronnych i alei, wzbogaconą niewielkimi ale stosunkowo licznymi, małymi zadrzewieniami kępowymi (remizami) (fot.).

 


Tak wysokie nasycenie terenów rolniczych zadrzewieniami śródpolnymi jest i w Polsce, i w Europie bardzo rzadkie, ponieważ w przeważającym w Europie modelu rolnictwa tzw. środowiska marginalne (czyli występujące na obrzeżach pól uprawnych miedze, pasy drzew lub krzewów itp.) traktuje się jako niepożądane, nieprodukcyjne, w związku z czym duża ich część została przekształconych na pola uprawne.

Struktura przestrzenna Parku została w dużej mierze ukształtowana w pierwszej połowie XIX, kiedy ówczesny właściciel tych ziem, gen. Dezydery Chłapowski, doprowadził do nasadzenia wielu zadrzewień pasowych i alej, z których znaczna część pozostała do dziś. Część z nich objęto ochroną już wcześniej, przed utworzeniem Parku, jako dobro kultury, a od momentu powołania Parku wszystkie zadrzewienia znajdujące się na jego obszarze znalazły się pod ochroną (Rozp. 1/92 Woj. Leszcz. i Pozn., § 4). Mało tego, dzięki staraniom władz lokalnych oraz Zakładu Badań Środowiska Rolniczego w Poznaniu, ze Stacją Badawczą w Turwi, oraz dzięki poparciu (w tym finansowym) wielu osób i podmiotów gospodarczych udało się w ciągu ostatnich kilku lat wprowadzić nowe zadrzewienia liniowe, o łącznej długości ok. 40 km. Wydaje się więc, że sytuacja prawna i długa tradycja pozytywnego nastawienia (przynajmniej części osób) na tych terenach sprzyja skutecznej ochronie zadrzewień i ich przetrwaniu pomimo stosunkowo szybkiego rozwoju rolnictwa na terenie byłego woj. leszczyńskiego, a w tym - na terenie Parku.

 

 

DLACZEGO ZADRZEWIENIA ŚRÓDPOLNE SĄ WAŻNE?

Dzięki badaniom prowadzonym przez wiele placówek naukowych na świecie od kilkudziesięciu już lat, znaczenie zadrzewień dla funkcjonowania ekosystemów w krajobrazie rolniczym zostało już w dużym stopniu opisane, rozpoznane i wyjaśnione. M. in. w istotnym stopniu mogą one ograniczać erozję wietrzną (tzw. pasy wiatrochronne), przyczyniają się do zmniejszania zanieczyszczeń wód gruntowych (tzw. bariery biogeochemiczne), do poprawy bilansu wodnego oraz zwiększają różnorodność biologiczną terenów rolniczych, stanowiąc dla wielu gatunków roślin i grzybów miejsca ich licznego występowania, a dla wielu grup zwierząt miejsca ich rozrodu, zimowania, odpoczynku, schronienia itp. Należy też pamiętać o możliwości uzyskiwania dochodów z umiarkowanej eksploatacji zadrzewień, ponieważ są one miejscem pozyskiwania drewna, a także występują tam rośliny miododajne (np. w okolicach Turwi bardzo licznie w zadrzewieniach występuje robinia grochodrzew. W niniejszym artykule skoncentrowano się na omówieniu znaczenia zadrzewień dla ptaków, które często traktowane są jako wskaźnik różnorodności biologicznej, ponieważ zajmują ostatnie ogniwa łańcuchów pokarmowych, korzystają z wielu elementów ekosystemów, stanowiąc przez to grupę organizmów wrażliwych na zmiany środowiskowe.

 

OGÓLNA CHARAKTERYSTYKA AWIFAUNY LĘGOWEJ ZADRZEWIEŃ ŚRÓDPOLNYCH

Podstawą do sporządzenia ogólnego opisu awifauny zadrzewień Parku były badania przeprowadzone w latach 1991-1994 na 74 powierzchniach badawczych, usytuowanych w alejach, zadrzewieniach pasowych i kępowych (Kujawa 1997). Wielkość tych zadrzewień była zróżnicowana. Długość alei wynosiła od 400 do 1780 m, a szerokość - od 10 do 20 m. Długość zadrzewień pasowych mieściła się w zakresie od 100 do 2950 m. a ich szerokość - od 5 do 63,5 m. Powierzchnia zadrzewień typu kęp drzew (remiz) wynosiła 0,06-3,5 ha.

Podczas prowadzenia badań stwierdzono gniazdowanie 68 gatunków ptaków, a średnie (wieloletnie) łączne zagęszczenie par lęgowych wynosiło 146 par/10 ha (Tab. 1).

 

Tabela 1. Awifauna lęgowa zadrzewień śródpolnych Parku Krajobrazowego im. gen. D. Chłapowskiego. Gatunki typowe dla terenów niezadrzewionych, takie jak kuropatwa, świergotek łąkowy występowały na polanach lub na skraju zadrzewień, obejmując je swoimi terytoriami lęgowymi. Symbol "+" oznacza wartości mniejsze niż 0,1.

Gatunek

p/10 ha

%

 

Gatunek

p/10 ha

%

Zięba

Trznadel

Mazurek

Potrzeszcz

Szczygieł

Zaganiacz

Szpak

Cierniówka

Modraszka

Bogatka

Ortolan

Dzwoniec

Pełzacz ogrodowy

Świergotek drzewny

Muchołówka szara

Łozówka

Kapturka

Kos

Pliszka żółta

Gajówka

Śpiewak

Gąsiorek

Słowik rdzawy

Pliszka siwa

Makolągwa

Pierwiosnek

Piegża

Grzywacz

Potrzos

Kulczyk

Pokląskwa

Wilga

Sierpówka

Sroka

22,8

18,7

10,8

7,4

6,1

6,0

5,6

5,6

5,2

5,2

4,5

3,5

2,7

2,6

2,5

2,5

2,4

2,3

2,1

2,0

1,9

1,9

1,7

1,7

1,6

1,6

1,3

1,1

1,0

1,0

0,9

0,9

0,8

0,6

15,7

12,8

7,4

5,1

4,2

4,1

3,9

3,8

3,6

3,6

3,1

2,4

1,8

1,8

1,7

1,7

1,7

1,6

1,5

1,4

1,3

1,3

1,2

1,2

1,1

1,1

0,9

0,8

0,7

0,7

0,6

0,6

0,5

0,4

 

Kowalik

Kwiczoł

Wrona siwa

Dzięcioł duży

Dzierlatka

Rudzik

Srokosz

Wróbel

Myszołów

Piecuszek

Grubodziób

Świergotek łąkowy

Puszczyk

Słowik szary

Jarzębatka

Trzcinniczek

Pełzacz leśny

Krzyżówka

Białorzytka

Kopciuszek

Czarnogłówka

Sójka

Strumieniówka

Krętogłów

Pójdźka

Świstunka

Turkawka

Kokoszka wodna

Sikora uboga

Dzięciołek

Pleszka

Świerszczak

Dzięcioł czarny

Kuropatwa

0,5

0,5

0,5

0,5

0,4

0,4

0,4

0,3

0,3

0,3

0,3

0,3

0,2

0,2

0,2

0,2

0,2

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

+

+

+

+

0,4

0,4

0,3

0,3

0,3

0,3

0,3

0,2

0,2

0,2

0,2

0,2

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

0,1

+

+

+

+

+

+

+

+

+

+

+

 

Najliczniejszymi gatunkami były więc te pospolite, występujące w różnorodnych środowiskach również poza krajobrazem rolniczym, takie jak: zięba, trznadel, mazurek, potrzeszcz i szczygieł. Z drugiej strony, choć nielicznie, to jednak miejsca dogodne dla gniazdowania znalazły też: dzięcioł czarny, dzięciołek, świerszczak, pleszka, pójdźka i krętogłów. Liczba gatunków ptaków na poszczególnych powierzchniach badawczych (w poszczególnych zadrzewieniach) wynosiła od 1 do 31 (średnio 14) a zagęszczenie ptaków - od 7 do 878 (średnio -172) par/10ha.

 

PORÓWNANIE AWIFAUNY POMIĘDZY ALEJAMI, PASAMI I KĘPAMI

Zgrupowania ptaków lęgowych tych trzech różnych typów zadrzewień różniły się pod względem liczby gatunków, zagęszczenia ptaków oraz składu gatunkowego. Najbogatsza awifauna występowała w zadrzewieniach kępowych, a najuboższa - pod każdym względem - była awifauna alei. Zagęszczenie ptaków oraz liczba gatunków były tam istotnie niższe, niż w pozostałych typach zadrzewień (Tab. 2).

 

Tabela 2. Zgrupowania ptaków lęgowych w różnych typach zadrzewień.

Charakterystyka

Kepy

Pasy

Aleje

Całkowita liczba gatunków

Średnia liczba gatunków na 1 ha

Zagęszczenie (pary/10 ha)

60

14,1

149

51

16,8

183

32

7,6

98

 

Jest to zupełnie zrozumiałe, ponieważ struktura roślinności w alejach była zdecydowanie najuboższa (Tab.3). Drzewa porastały średnio tylko około 41% powierzchni zajętej przez aleję, piętro krzewów w większości alei było rozwinięte bardzo słabo (średnio pokrywało tylko 7 % powierzchni), a i runo najczęściej było najbardziej monotonne, bo zdominowane przez trawy - średni udział roślin dwuliściennych w runie wynosił ok. 29%.

 

Tabela 3. Struktura roślinności w różnych typach zadrzewień.

Charakterystyka

Aleje

Pasy

Kępy

Zagęszczenie drzew na 1 ha

Stopień pokrycia drzewostanu (%)

Stopień pokrycia podszytu (%)

Stopień pokrycia runa (%)

Udział dwuliściennych w runie (%)

Wysokość runa [m]

77

41

7

67

29

0,8

351

63

49

74

30

0,9

651

79

43

81

43

1,3

 

Oprócz tego, że awifauna alei była najuboższa, ich skład gatunkowy zawierał prawie wyłącznie gatunki występujące także w innych typach zadrzewień. Oznacza to, że prawie nie stwierdzono gatunków gniazdujących wyłącznie w alejach. Wyjątkiem była pójdźka, której jedna para gniazdowała w starej alei kasztanowcowej k. Rogaczewa Wielkiego. Zatem znaczenie alei dla podnoszenia różnorodności gatunkowej jest raczej skromne w porównaniu do pasów i kęp, natomiast ptaki z niektórych gatunków występowały tam pospolicie i w stosunkowo wysokich zagęszczeniach - jak np. ortolan (70% alei) i potrzeszcz (65% alei). I na odwrót - awifauna kęp i pasów obejmowała szereg gatunków, których gniazdowania w alejach w ogóle nie stwierdzono, takich jak: pokrzewka ogrodowa (gajówka), czarnołbista (kapturka), pierwiosnek, śpiewak, kos, wilga i ponad 20 innych nielicznych gatunków. Na zakończenie należy jednak zauważyć, że w razie braku kęp i pasów na danym terenie, nawet aleje przyczyniają się do istotnego wzrostu bogactwa gatunkowego awifauny - ponieważ gniazduje tam aż ponad 30 gatunków ptaków, w tym - licznie ! - gatunki zagrożone w Europie, jak ortolan, potrzeszcz i cierniówka.

Rozwijając tę ostatnią myśl, należy pamiętać, że Polska jest krajem o bardzo wysokim bogactwie przyrodniczym, w tym także terenów rolniczych. Wynika to jednoznacznie z syntetycznych opracowań dotyczących np. awifauny europejskiej (Tucker i in. 1994, Heath i Evans 2000). Na terenach rolniczych w naszym kraju licznie występują takie gatunki zagrożone w krajach UE, jak ortolan, potrzeszcz, gąsiorek, srokosz, cierniówka i inne, a stan populacji wielu gatunków ptaków jest stabilny w przeciwieństwie do krajów UE, w których trendy długoterminowe są, generalizując, spadkowe.

Niewątpliwie ten korzystny obraz awifauny krajobrazu rolniczego wynika z nieco wolniejszej intensyfikacji rolnictwa na wielu obszarach Polski, z czym związane jest zachowanie wielu zadrzewień, terenów podmokłych itp. oraz stosowanie niższych dawek nawozów sztucznych i pestycydów. Należy jednak podkreślić, że nawet jeśli rozwój rolnictwa jest znaczny, to utrzymanie urozmaiconej struktury krajobrazu (głównie zadrzewień, oczek śródpolnych, mokradeł, miedz ) pozwala na zachowanie stosunkowo dużego bogactwa przyrodniczego, czego przykładem jest Park Krajobrazowy im. gen. D. Chłapowskiego. Niestety, w skali Polski takie proste rozwiązania nie są popularne, a niektóre decyzje polityczne - jak np. bardzo silne ograniczenie realizacji tzw. programów rolno-środowiskowych (w ramach SAPARD) sugerują, że problematyka ochrony przyrody na terenach rolniczych (czyli obejmujących ponad 60% naszego kraju) jest zupełnie niedoceniana i pomijana.

 

PODSUMOWANIE I WNIOSKI

•  Zadrzewienia śródpolne są jednym z najważniejszych elementów krajobrazu rolniczego warunkujących zachowanie wysokiego poziomu różnorodności biologicznej. Na terenie Parku Krajobrazowego im. gen. D. Chłapowskiego w niewielkich zadrzewieniach (do 3-4 ha powierzchni), gniazdowało prawie 70 gatunków ptaków.

•  Liczba gatunków w poszczególnych zadrzewieniach wynosiła od 1 do 31, a zagęszczenie łączne ptaków - od 0,7 do 87,8 par na ha.

•  Najbogatszą awifauną charakteryzowały się kępy drzew (zadrzewienia typu remiz), a najuboższą - aleje. Jednak nawet aleje przyczyniają się istotnie do zwiększenia się bogactwa awifauny krajobrazu rolniczego - występuje w nich ponad 30 gatunków ptaków, a niektóre z nich zaliczane są w Europie do silnie zagrożonych (np. ortolan i potrzeszcz).

dr Krzysztof Kujawa

Zakład Badań Środowiska Rolniczego i
Leśnego PAN, Stacja Badawcza w Turwi
www.krzysztofkujawa.prv.pl
Piśmiennictwo

Heath M.F., Evans M.I. (red.) 2000. Important Bird Areas in Europe: Priority sites for conservation. Cambridge, BirdLife International.

Kujawa K. 1997. Relationships between the structure of midfield woods and their breeding bird communities. Acta Ornithologica 32: 175-184.

Tucker G.M., Heath M.F. 1994. Birds in Europe: their conservation status. Cambridge, BirdLife International.

 

Dezydery Chłapowski (1788 - 1879) generał, działacz gospodarczy i kulturalny, uczestnik kampanii napoleońskich. W latach 1818 - 19 w Anglii pogłębiał wiedzę praktyczną z dziedziny agronomii i leśnictwa, po powrocie pionier postępu gospodarczego.(.) Wydał m.in. podręcznik "O rolnictwie".

Encyklopedia Powszechna PWN

 

 

 

 

 

 

 

Adam Wodziczko (1887 - 1948) botanik, od 1922 roku profesor Uniwersytetu Poznańskiego, zorganizował studium biologii i ogród botaniczny, Zakład Ochrony Przyrody i Uprawy Krajobrazu. Członek poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i Państwowej Rady Ochrony Przyrody. Współtwórca trzech parków narodowych: Wielkopolskiego, Solińskiego i Słowińskiego. Stworzył teoretyczne podstawy ochrony przyrody, podjął zagadnienie ochrony krajobrazu.

Encyklopedia Powszechna PWN

Zasłużony przyrodnik patronem szkół

Profesor Adam Wodniczko, choć Małopolanin z pochodzenia, dużą część swego życia związał z Wielkopolską. Był przyrodnikiem, ówcześnie jednym z czołowych polskich botaników, a idei ochrony przyrody poświęcił się bez reszty. Już w okresie międzywojennym uznał niekorzystne zmiany w środowisku naturalnym powodowane działalnością człowieka za tak istotne, że należy im przeciwdziałać. Stworzył podstawy współczesnych poglądów na ochronę środowiska, czyli tzw. fizjotaktykę - naukę o stosunku człowieka do przyrody. Na podkreślenie zasługuje fakt, iż ochronę przyrody rozumiał nie tylko w sensie konserwatorskim, polegającym na ochronie zagrożonych roślin, zwierząt czy form geologicznych. Głosił także potrzebę ochrony krajobrazu, nie przewidując zapewne jak palącym problemem stanie się to u progu XXI wieku. Można bez wielkiej przesady nazwać go prekursorem ochrony bioróżnorodności, jednego z podstawowych problemów współczesnej ochrony środowiska.

Jednym z najcenniejszych przyrodniczo terenów leżących w bezpośredniej bliskości Poznania jest Wielkopolski Park Narodowy. Z inicjatywą jego utworzenia profesor Wodniczko wystąpił po raz pierwszy w 1922 roku. Po dziesięciu latach zmagań, 1932 roku utworzono tam dwa rezerwaty przyrody, a w 1933 dokonano symbolicznego otwarcia WPN. Wybuch II wojny światowej przerwał prace do 1945 roku. Adam Wodniczko zmarł w roku 1948 nie doczekawszy się formalnego utworzenia Parku. Nastąpiło to dopiero 16 kwietnia 1957 roku, a wiec po 35 latach od pierwszych prób dokonywanych przez Profesora!

Powierzchnia Parku została ukształtowana przez lodowiec stosunkowo niedawno, kilkadziesiąt tysięcy lat temu, podczas zlodowacenia bałtyckiego. Teren ten profesor Wodniczko nazwał "muzeum form polodowcowych", gdyż odnajdujemy tu nagromadzenie charakterystycznych form polodowcowych: wzgórza morenowe (najwyższa Osowa Góra 132 m n.p.m,) małe, eliptyczne pagórki - drumliny, powstałe w szczelinach lodowca długie wały przypominające nasypy kolejowe - ozy, a także wydmy, rynny, liczne głazy narzutowe i 12 jezior polodowcowych. Stwierdzono tu około 1100 gatunków roślin, 45 gatunków ssaków, 190 gatunków ptaków i 3000 gatunków owadów. W jego obrębie utworzono 18 obszarów ochrony ścisłej, wytyczono 5 szlaków turystycznych i 2 ścieżki dydaktyczne.

Nie ulega wątpliwości, że zajęcia dydaktyczne prowadzone w terenie są najlepszą formą edukacji ekologicznej. Pozwalają nie tylko na przekazywanie wiedzy o przyrodzie i zjawiskach w niej zachodzących, lecz także na kształtowanie lepszego zrozumienia natury, szacunku dla niej a zarazem czerpaniu z niej radości. Prowadzone przez pracowników Ośrodka Muzealno - Dydaktycznego WPN lekcje cieszą się wśród nauczycieli i uczniów szkół różnych szczebli dużym powodzeniem.

Cieszy niezmiernie fakt, że już pięć wielkopolskich szkół wybrało profesora Adama Wodziczkę na swego patrona. Postawa "niestrudzonego szermierza" walczącego w słusznych, choć niezbyt popularnych sprawach, jaką Profesor uosabia, nie jest w dzisiejszych, skomercjalizowanych czasach częsta. Jest on niewątpliwie wzorem godnym naśladowania i przybliżanie młodzieży tej postaci , ma niezaprzeczalny walor wychowawczy, a popularyzowanie idei, o które walczył, znakomicie służy edukacji ekologicznej.

mgr Ewa Smolarkiewicz

SP nr 5 im. prof. Adama Wodziczki w Swarzędzu

 

 

 

KWADRANS NA ZASTANOWIENIE

 

P rzywykamy do wygody. Może i jesteśmy w stanie wyszydzić znajomego, że w pogoni za kolejnym gadgetem zupełnie zapomina o tzw. "wartościach wyższych", ale uczciwie mówiąc kolorowy telewizor, pralka automatyczna, samochód stają się dla nas rzeczami niezbędnymi do życia już po kilku tygodniach lub miesiącach użytkowania. Dobrze wiedzą o tym handlowcy prowadząc sprzedaż leasingową lub też oddając nam wyroby "na próbę". Oprócz wydatku finansowego, każda taka inwestycja pociąga za sobą inną, daleko ważniejszą z ekologicznego punktu widzenia - oznacza kolejną pożyczkę energii, jaką zaciągamy od otaczającego nas środowiska. Pamiętajmy również, że oprócz energii zużywanej bezpośrednio przez nasze

własne urządzenia, rośnie również wkład energii w koszt wytworzenia potrzebnych nam przedmiotów wynikający z potrzeb rozwijających się technologii. Zastanówmy się więc dziś bez emocji nad perspektywami poszukiwań źródeł energii i cenie ich zastosowania.

 

O ENERGII EKOLOGICZNEJ I NIE TYLKO

N iektórzy specjaliści od dydaktyki nauczania przedmiotów ścisłych uważają, że stwierdzenie "energia to praca wykonana nad pewnym układem fizycznym, zmagazynowana w nim w taki sposób, że może przez układ być oddana otoczeniu" jest zwrotem enigmatycznym i obcym naszej intuicji. Niemniej już w XX wieku pojawiło się pojęcie "płacić za energię elektryczną". Tam, gdzie mowa o pieniądzach, które my (czy koniecznie my? ) musimy wydać, zwykle staramy się, bez mentorskich argumentów, dogłębnie zrozumieć, za co właściwie płacimy. Rodzi się wtedy, może nie bardzo uprawnione naukowo, ale jasne intuicyjne stwierdzenie, że musimy płacić za światło, ciepło (energię z grzejnika lub kuchenki), za pracę wykonywaną za nas przez wiertarkę przy borowaniu dziury lub szlifowaniu drzwi przed malowaniem. Mając przed oczyma wydawane złotówki, niejako automatycznie przyjmujemy słuszność prawa Joule'a o równoważności energii mechanicznej i cieplnej, a nawet wybiegamy poza wyartykułowany w szkole schemat stwierdzając, że podobnie równoważne sobie są również energia elektryczna, świetlna itd. Intuicja nasza podsuwa nam więc obraz, że energia to niewidzialne coś, co wykonuje za nas pracę mechaniczną, ogrzewa nas, oświetla (czasami nawet oświeca - nie mam na myśli świecy, raczej telewizję), za co trzeba płacić, niezależnie od efektu, ale za to proporcjonalnie do tego efektu nasilenia. O takiej abstrakcyjnej, ale jakże nam bliskiej (lub bliskiej naszej kieszeni) koncepcji, będziemy teraz mówić.

E nergii, jak uczą nas podstawowe i ugruntowane teorie fizyczne nie można wytwarzać z niczego, co niestety kategorycznie zaprzecza możliwości zbudowania tzw. perpetuum mobile pierwszego rodzaju, tzn. samonapędzającego się silnika. Z drugiej strony energia nie może ginąć, dzięki czemu możemy spodziewać się, że rozsądne gospodarowanie energią nie powinno prowadzić do jej zaprzepaszczenia (ostatni wniosek w świetle II zasady termodynamiki okazuje się jednak zbyt optymistyczny, bowiem okazuje się, że energia samorzutnie wykazuje tendencję do przyjmowania formy niemożliwej do przekształcenia w efektywną pracę, np. energia cieplna układu nie różniącego się temperaturą od otoczenia).

W róćmy jednak do rozważań, w jaki sposób ludzkość próbowała opanować energię - tego niewidzialnego dżina zdolnego do wykonywania żmudnych, trudnych a niekiedy wręcz znienawidzonych czynności, które jednak okazywały się konieczne, żeby przeżyć {z punktu widzenia osobnika, który właśnie zszedł z drzewa (czytaj - opuścił swoje środowisko naturalne) lub aby dostać premię kwartalną (z punktu widzenia cywilizowanego osobnika z XX lub XXI wieku)}. Innymi słowy delikatny problem, którego dotykamy, związany jest z intelektualnymi przedsięwzięciami człowieka leniwego (homo leniwy), który cały swój wysiłek kieruje ku znalezieniu sposobu na wywinięcie się z ciążącego na nim obowiązku wykonania pracy.

P oszukiwania kogoś, kto wykona za nas pracę, doprowadziły do zaprzęgnięcia zwierząt lub niektórych bliźnich {osobników nie reprezentujących wystarczająco wysokiego statusu społecznego (niewolników, "kotów", "młodych", itp.)} do wydatkowania energii zamiast nas. Innym sposobem rozwiązania problemu, tzn. pozyskiwania energii, okazały się przemyślne konstrukcje zwane kołami wodnymi lub wiatrakami. W kwestii tych ostatnich wypowiadał się znany skądinąd ekolog o nazwisku Cervantez, który postulował wysyłanie specjalnych formacji tzw. don Kichotów w celu niszczenia wyżej wymienionych konstrukcji. Ten obdarzony niezwykłą przenikliwością i zdolnością przewidywania przyszłości ekolog próbował zapewne w ten sposób przeciwdziałać hekatombom ofiar składanych przez ptaki wpadające w zasięg śmigieł nowoczesnych elektrowni wiatrowych.

I nnym sposobem pozyskiwania energii znanym historykom jest wykorzystanie energii spalania, czy to w postaci konwencjonalnej (ognisko lub kaganek) lub bardziej zaawansowanej (prochowe rakiety Chińczyków). Jednak dopiero wynalezienie maszyny parowej wraz z towarzyszącymi pomysłami (regulator Watta, lokomotywa Stevensona, itp.) doprowadziło do celowego przekształcania energii cieplnej w mechaniczną.

K olejny, istotny krok na energetycznej drodze ku cywilizacji, to prąd elektryczny. U zarania genialnych idei służących wykorzystaniu elektryczności do gromadzenia i wykorzystania energii elektrycznej były wynalazki Edisona. Mało kto wie, że tuż po pierwszych sukcesach Edisona przybył do Ameryki inny wynalazca - Tesla. Jemu to właśnie zawdzięczamy rozwój technologii prądu przemiennego. Dzięki niemu likwidacji uległy małe dzielnicowe elektrownie prądu stałego, zamiast nich pojawiły się olbrzymie elektrownie z generatorami prądu przemiennego, linie wysokiego napięcia i stacje transformatorowe, które są charakterystyczną cechą krajobrazów uprzemysłowionych krajów XXI wieku. Chciałbym jednak w tym miejscu przypomnieć inny fakt, pewna "idee fixe" Tesli, która kierowała jego pomysłami rozwoju technologii prądu przemiennego. Była to koncepcja "energii wolnodostępnej". Tesla oczami wyobraźni widział krajobraz Ameryki wzbogacony o maszty emiterów pola elektro-magnetycznego, które każdy potencjalny odbiorca wyposażony w kawałek drutu jako antenę jest zdolny przekształcić w użyteczną energię zdolną rozpalić żarówkę lub uruchomić telegraf. Zapotrzebowanie na energię elektryczną przeciętnego mieszkańca krajów uprzemysłowionych wzrosło od tego czasu wiele miliardów razy. Pomysł Tesli okazał się nierealny, chociaż jeszcze przez wiele lat, gdy w eterze królowały stacje nadawcze pracujące na falach długich i średnich, do odbioru audycji wystarczał prosty odbiornik wyposażony w diodę ostrzową oraz słuchawki. Dźwięk w słuchawkach powstawał dzięki energii radiowej fali nośnej - zatem dzięki energii wolnodostępnej w ujęciu Tesli. Nie było potrzebne żadne inne źródło zasilania.

K onsekwencje okrycia fal elektromagnetycznych, dzięki którym przesyłana jest na duże odległości już nie czysta energia, lecz raczej informacja (radio, telewizja, telefon komórkowy, radar) dotyczą wprost środowiska w którym żyjemy, następuje bowiem jego "skażenie" za pomocą fal elektromagnetycznych o długościach, które na ogół jedynie w nikłym stopniu występują w środowisku naturalnym, a trafiają na powierzchnię Ziemi z przestrzeni kosmicznej. Jaką szkodę fale te wyrządzają naszym organizmom tak naprawdę nie wiemy. Przyczyna jest prozaiczna - na pewno nie działają one tak zabójczo gwałtownie, jak promieniowanie w zakresie ultrafioletu lub promieni ?. Ich długofalowe skutki natomiast trudno ocenić, bo nie dysponujemy dotąd danymi na temat ich wpływu na organizmy żywe zgromadzonymi dla długich okresów.

J akkolwiek odkrycie elektryczności oznaczało istotny krok naprzód w dziedzinie opanowania energii, tak naprawdę nie dotyczyło ono jej pozyskiwania, a jedynie sposobu przesyłania i wykorzystania. Jednocześnie z rozwojem elektrotechniki zachodził burzliwy rozwój prac nad wydobyciem i wykorzystaniem paliw, które były konieczne do zasilania generatorów elektrycznych. I tak od wydobycia i przerobu węgli kopalnych i ropy naftowej, od nafty z lampy Łukasiewicza aż po benzyny wytwarzane w procesach krakingu i reformingu, rozszerzała się cywilizacyjna ingerencja w środowisko. Skażały je odpady i pozostałości procesu wydobycia, produkty przerobu i wreszcie produkty spalania. Te ostatnie można podzielić na dwie grupy: pierwsze - powstające w wyniku nieprawidłowego spalania lub złego paliwa (trują CO, SO 2 , akroleina) - silnie trujące, ale stosunkowo łatwe do wyeliminowania, na przykład przez zastosowanie katalizatorów spalania­ - i drugie w zasadzie nietrujące ale nie dające się wyeliminować produkty spalania - CO 2 i woda. Ditlenek węgla powstający w wyniku prawidłowo kontrolowanego procesu spalania, czy to w kuchence gazowej, czy też w silniku samochodu, nie może otruć człowieka, może jednak otruć, jak wydaje się, całą cywilizację poprzez "efekt cieplarniany". Zwróćmy przy tym uwagę, że zastosowanie alternatywnych biopaliw lub też technologii ich wykorzystania (zamiast silników spalinowych - ogniwa paliwowe napędzane alkoholem) nie zmienia faktu, że nadal emitujemy i będziemy emitować do atmosfery CO 2 . Wprowadzenie biopaliw pozwoli jedynie na zredukowanie zużycia surowca nieodnawialnego, jakim jest ropa naftowa i w pewnym stopniu może poprawić bilans krążenia węgla w przyrodzie, gdyż rośliny wykorzystywane do produkcji biopaliw będą zużywały w procesie fotosyntezy CO 2 z powietrza. Tak się stanie jednak jedynie, jeżeli rośliny te pokryją te części kuli ziemskiej, które dotąd były pozbawione roślinności. Pytając o przyszłość zastosowania biopaliw, zwróćmy również uwagę na pewną bezwładność myśli najlepszych nawet wynalazców i konstruktorów, która kazała im dla przykładu pierwszym samochodom dać kształty powozów, których tylko pozbawiono koni pociągowych. Czy rzeczywiście konstrukcja silnika spalinowego pomyślanego do spalania benzyny, podoła efektywnemu spalaniu biopaliw? Czy nie lepiej rzucić się od razu na głęboką wodę i opracować tanie i efektywne ogniwa paliwowe mogące w pojazdach zasilać silniki elektryczne? Jest to myśl obiecująca. Pozostaje jednak spory problem, podobny do tego, jaki muszą rozwiązywać konstruktorzy zajmujący się wykorzystaniem fotoogniw do wytwarzania prądu elektrycznego. Otóż urządzenia te charakteryzują się małą mocą. Nie nadadzą samochodowi wielkiego przyspieszenia. Aby poprawić parametry jazdy samochodem, należałoby zatem magazynować energię wytworzoną przez ogniwo paliwowe lub fotoogniwo w odpowiednim akumulatorze, z którego można następnie odzyskać energię w bardzo krótkim czasie (moc=energia/czas). To oznacza jednak inny problem - jak zbudować taki akumulator, aby miał właściwe parametry oraz (ważne!) małą masę. Dotychczasowe osiągnięcia w tej dziedzinie niewiele oddaliły nas od akumulatora kwasowo-ołowiowego, tzn. od jednego z urządzeń najbardziej zwalczanych przez ekologów ze względu na trujące właściwości związków ołowiu.

P owróćmy jednak na chwilę do całkowicie czystych technologii pozyskiwania energii. Czy są one w ogóle możliwe? Ogniwo paliwowe zasilane tlenem i wodorem jest już znane od wielu lat. Jak jednak uzyskać czysty wodór? Oczywiście najprościej przez elektrolizę wody, ale tak naprawdę nie jest to metoda czysta. Aby zastosować energię elektryczną trzeba ją najpierw wytworzyć, a to oznacza spalenie pewnej ilości węgla w elektrowni i oczywiście towarzyszące mu zatrucie atmosfery. Są jednak i inne sposoby. Okazuje się, że Natura nie ma monopolu na wykorzystanie energii słonecznej. Specjaliści od układów koloidalnych badają możliwość fotolizy wody na tlen i wodór w koloidalnych zawiesinach tlenków niektórych metali, takich jak tytan lub cynk. Wodór uzyskiwany jest w nim bez trujących produktów ubocznych. Metoda ta, jak również wszystkie inne metody wykorzystujące energię słoneczną (fotoogniwa, kolektory słoneczne, w pewnym stopniu również biopaliwa) zależy od szerokości geograficznej, klimatu, pogody...

W raz z pewnym bardzo szeroko znanym wynikiem szczególnej teorii względności zastosowanym do wyjaśnienia tzw. defektu masy (o powszechnej, choć może nie dogłębnej znajomości zagadnienia może świadczyć to, że równanie E=mc 2 można znaleźć nie tylko na stronach periodyków naukowych, ale również podręczników czy nawet na T-shirtach) na arenę zmagań o postęp cywilizacyjny weszła energia atomowa. Pierwsze jej użycie nie miało zresztą wiele wspólnego z postępem. Później jednak zaczęły niekiedy mozolnie, niekiedy z rozmachem powstawać elektrownie atomowe. Najwięcej kłopotu mamy obecnie z tymi ostatnimi, gdyż powstawały one najczęściej w sposób nie do końca przemyślany lub też ich konstrukcja została oparta na niezbyt bezpiecznych technologiach. Bo chociaż idea pracy takiej elektrowni jest bardzo prosta i sama idea jej pracy niewiele odbiega od elektrowni węglowych (jedyna różnica w tym, że zamiast pieca, w którym spala się węgiel mamy reaktor jądrowy), to jednak sama konstrukcja w niczym elektrowni węglowej nie przypomina. Ze względu na to, że w samym sercu elektrowni jądrowej tkwi zabójcze źródło promieniowania oraz substancji promieniotwórczych, które mogą zabijać lub stawać się przyczyną poważnych chorób, gdy wydostaną się z reaktora i zostaną rozproszone w środowisku, czego ludzkość doświadczyła już kilkukrotnie. Budowie reaktorów jądrowych zawsze towarzyszyły obawy przed katastrofą, jaką niesprawny reaktor może wywołać w środowisku oraz nad uciążliwością odpadów pochodzących z reaktorów. Można powiedzieć, że w sprawach dotyczących życia i zdrowia ludzi nigdy dość ostrożności i zapobiegliwości. Jednak musimy być świadomi, że przy budowie pracujących na świecie reaktorów jądrowych wykorzystano różne technologie i dlatego różnią się one bardzo stopniem zagrożenia, jakie stwarzają dla środowiska i to zarówno w przypadku awarii, jak i normalnej eksploatacji. Szczególnie to ostatnie zagadnienie wymaga krótkiego komentarza. Rysuje się tu problem składowania odpadów promieniotwórczych, których zdecydowanie nie powinno się wyrzucać byle dalej od siedzib ludzkich w sposób, w którym traci się kontrolę nad stanem zabezpieczeń tych materiałów. Już lepiej takie odpady trzymać nieopodal i mieć nad nimi ciągłą pieczę. Inny problem związany jest z nieuniknionym przeciekiem drobnych ilości substancji promieniotwórczych do otoczenia. Te ilości zwykle bywają przeceniane. Pamiętać bowiem musimy, że i bez osiągnięć cywilizacyjnych jesteśmy narażeni na pewną, zwykle niską, zależną od lokalizacji, dawkę promieniowania. Wzrost tej dawki na skutek rozwoju technologii nie nastąpił paradoksalnie na skutek pojawienia się energetyki jądrowej (poza skażeniami wywołanymi awariami elektrowni) lecz klasycznej - węglowej. Musimy być bowiem świadomi faktu, że minerały wydobywane z dużych głębokości zawierają izotopy promieniotwórcze w większym stężeniu, niż na powierzchni ziemi. Do dość rozpowszechnionych izotopów gromadzących się w głębokich pokładach geologicznych należy izotop jednego z gazów szlachetnych - radon. Spalając węgiel musimy zatem pamiętać, że doprowadzamy w ten sposób i do skażenia powietrza izotopami promieniotwórczymi, i wytworzenia pewnej ilości stałych odpadów - również promieniotwórczo skażonych popiołów, które nie nadają się do takiego przetworzenia, aby mogły nam towarzyszyć w życiu codziennym (nie powinno się ich między innymi używać do wytwarzania wielkiej płyty ani innych materiałów budowlanych). Stężenie radonu w powietrzu zgromadzonym w naturalnych zagłębieniach terenu, a nawet w naszych piwnicach jest wyższe niż na "świeżym powietrzu". Nie należy jednak demonizować zagadnienia tak dalece, aby unikać wchodzenia do piwnic, bo w bogatym w radon powietrzu można również wykurować się z wielu chorób, jeśli przypomnimy o istnieniu sanatorium w przepastnych czeluściach kopalni soli w Wieliczce.

C hoć często niepotrzebnie rozdmuchiwany, problem skażeń wywoływanych w elektrowniach jądrowych jest na tyle poważny, że szukanie alternatywy jest konieczne - przecież uran również nie należy do surowców odnawialnych. Wykorzystanie znacznie czystszej energetyki termojądrowej, opartej na reakcji syntezy jąder większych z mniejszych (takich jak izotopów wodoru) stoi jednak ciągle pod znakiem zapytania. W toku trwających wiele lat badań powstały kolosy - urządzenia zwane przez Rosjan tokamakami, w których w plazmie ogrzanej strumieniem światła laserów biegnie reakcja termojądrowa - jak na razie, przez ułamki sekund. Kolejny problem do rozwiązania jest z pozoru prosty. Należy zbudować zbiornik, w którym reakcja pobiegnie tak, aby jej produkty nie rozprzestrzeniły się do otoczenia (nie chodzi w tym przypadku o skażenie, po prostu gdyby plazma wydostała się z tokamaka, to jej temperatura przy rozprężaniu spadłaby na tyle, że reakcja termojądrowa uległaby przerwaniu). Zbiornik ten jednak musi wytrzymać temperaturę wielu milionów stopni. Nie ma takiego materiału który nie wyparowałby natychmiast w takich warunkach. Konstruktorzy stosują więc sztuczki - więżą gorącą plazmę w silnym i odpowiednio ukształtowanym polu magnetycznym. Pole to jednak musi być bardzo stabilne, a wytwarzane jest przecież przez elektromagnesy też znajdujące bardzo blisko punktu, w którym temperatura jest taka sama, jak we wnętrzu Słońca.

W 1989 roku świat obiegła wręcz zapierająca dech piersiach nowina - dwom elektrochemikom Fleischmannowi i Ponsowi udało się w kontrolowanych warunkach, w zwykłym laboratorium, przeprowadzić reakcję termojądrową. Termin "zimna fuzja" pojawił się w nagłówkach wszystkich gazet. Wiele instytucji naukowych natychmiast podjęło badania nad reakcją elektrolizy "ciężkiej wody" na elektrodzie palladowej - reakcji, którą badali Fleischmann i Pons. Niestety, rzeczonej reakcji nie udało się nikomu powtórzyć i między bajki można włożyć wizję, w której każdy w domu ma niewielką czarną skrzynkę, z której może czerpać energię do woli. Olbrzymie, drogie i ciągle niepewne tokamaki pozostały nadal jedynym pomysłem na opanowanie energii termojądrowej

D ruga zasada termodynamiki głosi wszem i wobec niemożność skonstruowania perpetuum mobile drugiego rodzaju. Oznacza to innymi słowy, że silnik cieplny nie może wykonywać pracy użytecznej przenosząc ciepło ze zbiornika o temperaturze niższej do zbiornika o temperaturze wyższej. Oznacza również pewne ostre ograniczenie dotyczące sprawności działania silników cieplnych. Wynika między innymi z niego, że idealnie skonstruowana lokomotywa parowa posiada sprawność rzędu 30 %. Oznacza to, że tylko tyle energii spalanego w niej węgla może zostać zużyte na pracę potrzebną do poruszania pociągu. Podana przez druga zasadę liczba jest w rzeczywistości tylko pobożnym życzeniem. Różne niedoskonałości konstrukcyjne powodują, że rzeczywista sprawność lokomotywy nie przekracza 10 %. Jest to niestety cecha wszystkich maszyn cieplnych. A przypomnijmy, że elektrownie atomowe, węglowe, na ropę itd. muszą przetwarzać energię cieplną w mechaniczną w sposób tak samo ograniczony przez drugą zasadę. Oczywiście, im różnica temperatur w silniku większa, tym większa jego sprawność teoretyczna, jednak różnica temperatur jest technologicznie ograniczona przez wytrzymałość materiałów. Niska wydajność procesu przetwarzania energii cieplnej w elektryczną to wyższe koszty tego procesu, ale również większe skażenie środowiska, bo dłużej lub intensywniej musi działać źródło ciepła produkując gazy cieplarniane lub promieniowanie. Wyjściem z tego impasu jest całkowita rezygnacja z wykorzystania ciepła różnych reakcji, czy to chemicznych, czy jądrowych, do wytwarzania energii elektrycznej.

C zy są metody pozwalające na pominięcie tego etapu i poprawienie sprawności przetwarzania energii? Tak, są to znane już od dawna generatory magnetohydrodynamiczne (MHD). Zasada pracy takiego reaktora polega na skierowaniu strumienia plazmy w obszar przestrzeni znajdujący się pod wpływem pola magnetycznego, w którym tory cząstek ulegają zakrzywieniu, cząstek dodatnich w jedną, ujemnych w drugą stronę. Wystarczy teraz na ich drodze umieścić elektrody i czerpać z nich prąd elektryczny. Skąd wziąć źródło plazmy? Mogą nim być tokamaki.

P odsumowując ten niezbyt składny ciąg myśli, które ledwie dotknęły wybranych aspektów dotyczących energii należy zauważyć, że nikt nie ma monopolu na podejmowanie decyzji w dziedzinie jej wytwarzania. Na produkcję energii składają się - wydobywanie surowców, ich wstępne przetwarzanie, wytwarzanie samej energii (zwykle w postaci energii elektrycznej), jej przesyłanie, dystrybucja itd. Nie ma dziedziny działalności człowieka, w której energia nie byłaby potrzebna (nawet filozofowie dla skrzętnego zanotowania ich błyskotliwych myśli potrzebują kilku kilodżuli (lub kilowatogodzin) energii potrzebnej do zasilania komputera. Pozwolę sobie wręcz zaryzykować twierdzenie, że problem energii jest najważniejszym problemem cywilizacji. Na tak strategiczne zagadnienie chcą mieć wpływ wszyscy - wynalazcy, inżynierowie, dalej całe państwa, które dysponują surowcami czy wysokimi technologiami przetwarzania energii lub rozpaczliwie ich potrzebują, a więc dalej politycy tych państw, a w końcu armie. Gdzie w tym miejsce dla ekologów?

O tóż wydaje się, że nasza cywilizacja ma szansę przetrwać jedynie w takim przypadku, kiedy problem niedostatku energii zostanie rozwiązany w ten sposób, aby realizacja tego celu pociągnęła za sobą minimalne skutki w naszym naturalnym środowisku. Powtarzam, minimalne, bo na luksus braku jakiejkolwiek ingerencji w nasze otocznie nie możemy liczyć.

dr hab. Waldemar Nowicki

Zakład Chemii Fizycznej

Wydział Chemii UAM

 

 

 

 

Turniej ekologiczny 2003

 

W tym roku ponownie zorganizowaliśmy Turniej ekologiczny dla młodzieży szkół średnich województwa wielkopolskiego. Regulamin konkursu wymaga od uczestników pewnego wysiłku, gdyż muszą oni wykazać się wiedzą z ekologii i geografii fizycznej Polski w zakresie przewidzianym programem nauczania liceum ogólnokształcącego. Ponadto, warunkiem uczestnictwa jest samodzielne wykonanie w czasie wakacji letnich doświadczenia lub przeprowadzenie badań ekologicznych.

 

Sprawozdania z wykonanych prac były przedmiotem wnikliwej analizy organizatora, lecz nie podlegały ocenie z uwagi na brak jednoznacznych i obiektywnych kryteriów oraz z braku możliwości sprawdzenia samodzielności ich wykonania. Wymóg wykonania samodzielnych badań miał na celu aktywizację uczestników, rozwijanie w nich samodzielności działania i kreatywności, a także wstępną selekcję kandydatów - turniej przeznaczony jest dla osób zainteresowanych przyrodą i ekologią, którzy chcą podjąć pewien wysiłek w tym zakresie.

Właściwą klasyfikację zawodników zapewni rozwiązanie przez nich testu, który - niezależnie od jego wad i zalet - daje wyniki obiektywne i porównywalne. Zamieścimy je na naszej stronie internetowej.

Cenne nagrody książkowe sfinansował Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Poznaniu. Upominki książkowe Dom Wydawniczy REBIS.

Poniżej przedstawiamy fragmenty trzech prac, dalsze zamieścimy w następnym numerze.

Skrótów dokonała Redakcja.

Marek Smolarkiewicz

Przewodniczący sekcji edukacji ekologicznej

Monografia populacji rusałki pawika ( Inachis io ) okolic Bukowca

Bukowiec leży w zachodniej części Wielkopolski. Moje badania nad Inachis io przeprowadzałam przeważnie w godzinach południowych i popołudniowych, od połowy czerwca do końca sierpnia. Do obserwacji motyli stosuje się dwie metody: metodę transektu, czyli taksację liniowa oraz metodę punktową, czyli taksację punktowa. W mojej pracy postanowiłam rejestrować motyle metodą transektu liniowego zaproponowaną przez Pollard'a i Yate's (1993r.). Zgodnie z założeniami tej metody wyznaczyłam w okolicy mojego miejsca zamieszkania 10 różnych pod względem środowiskowym stanowisk, tak, aby odzwierciedlały one charakterystykę terenu. Za każdym razem gdy odwiedzałam wybrane transekty rejestrowałam warunki pogodowe (zachmurzenie, wiatr, temperaturę), datę i godzinę. Do moich stanowisk najczęściej dojeżdżałam rowerem, a następnie przebywałam powoli odległość ok.150m. licząc motyle tego gatunku.

W mojej skupiłam się najbardziej na dwóch podstawowych cechach, czyli na liczebności i na strukturze płciowej. N ie starałam się udowodnić, iż aktywność motyli jest największa w dni słoneczne, przy stosunkowo słabym wietrze, gdyż jest to fakt ogólnie znany . Dlatego też wybierając się w teren starałam się, aby dni badań były do siebie podobne pod względem pogody. Liczby zaobserwowanych motyli na każdym ze stanowisk jest różne. Zauważyłam, że częściej można je spotkać w miejscach, w których łatwo znaleźć kryjówkę. Unikają one dużych otwartych przestrzeni. Największą ilość spotkałam na stanowisku 10 - przypuszczam, że jest to związane ze stosunkowo dużym zróżnicowaniem środowiska. Dynamika rozwoju populacji wskazuje dwa szczyty liczebności ( 14.07.2003 i 24.07.2003 ), po którym w stosunkowo krótkim czasie gwałtownie malała liczebność. Od końca lipca liczebność populacji zaczęła stopniowo rosnąć. Drugi szczyt liczebności pojawił się wcześniej niż się spodziewałam być może związane jest to z tym, że larwy i poczwarki pochodzące z jaj złożonych przez pierwsze pokolenie rozwijały się szybciej w stosunkowo wysokiej temperaturze tego lata. Badając strukturę płciową zauważyłam wyraźną przewagę samic w stosunku 71:29 %. Być może jest to związane z faktem, iż samice łatwiej zaobserwować np: kiedy szukają miejsca do złożenia jaj na roślinach pokarmowych.

Region nasz słynie z chmielu i wikliny, więc dostarcza on dużą ilość roślin pokarmowych. Myślałam, że fakt ten będzie miał wpływ na większą liczebność tego gatunku na naszym terenie , jednak myliłam się, gdyż rusałka pawik jest równie pospolita u nas, jak w innych częściach Wielkopolski. Prawdopodobnie na liczebność populacji w tym roku miał również fakt, iż zima była stosunkowo długa i mroźna, co zredukowało dużą liczbę osobników zimujących.

Kamila Karczewska

Liceum Ogólnokształcące

im. Mikołaja Kopernika

w Nowym Tomyślu.

Opiekun: mgr K. Józefowska

***

Badania nad liczebnością kruka(Corvus corax L) na terenie południowo-zachodniego krańca Wielkopolski.

Obszar moich badań to prostokąt o powierzchni 35 kilometrów kwadratowych. Znajduje się on w południowo-zachodniej części Wielkopolski, na Wysoczyźnie Leszczyńskiej, nad Kanią (l. dopływ Obry). Rozciąga się od źródła Rowu Polskiego, na długości 7 kilometrów i szerokości 5 kilometrów, do miejscowości Rokosowo.

Na badanym przeze mnie obszarze znalazłam dwa krucze gniazda: w Sikorzynie, w niewielkim lasku o powierzchni 0,5ha, i we wsi Żytowiecko, również w lesie, o powierzchni ok. 10ha

Technika moich badań polegała na wyszukiwaniu i systematycznej kontroli gniazd kruka, długotrwałych i bezpośrednich obserwacjach nad zachowaniem się ptaków, włączając w to obserwacje z kryjówki. Odległości między stanowiskami pokonywałam samochodem lub rowerem.

Poszukiwanie gniazd rozpoczęłam już w lutym 2003r. Do obserwacji gniazda przystępowałam, kiedy zauważyłam krążące nad nim kruki, przypadło to na początek marca. Następnie, co dwa tygodnie dokonywałam inspekcji gniazd. Przez kolejne dni obserwacje przeprowadzałam z ziemi. Młode zachowywały się w gnieździe dość głośno, co jest zapewne wynikiem niewielkiej liczby naturalnych wrogów. Karmione były przez obydwoje rodziców.

W maju po raz ostatni weszłam na drzewo i dokonałam kontroli. Ptaki przygotowywały się już powoli do wylotu. Po upierzeniu mogłam stwierdzić, że zostaną wyprowadzone z gniazda za ok. 10 dni. Ptaki wyfrunęły z gniazda 27 maja 2003r., jednak jeszcze przez kilka tygodni można było zobaczyć całą rodzinę(rodzice i 3 młode) w pobliżu gniazda. Młode stają się całkiem samodzielne i opuszczają rodziców dopiero jesienią.

Przeszukałam obszar 35 kilometrów kwadratowych w celu odszukania gniazd kruka i udało mi się wykryć dwa stanowiska. Następnie dokonałam ich szczegółowej analizy, po czym wszystkie wyniki skrupulatnie zanotowałam. Obserwowałam dwie pary, z czego jedna miała i wychowała 3 pisklęta, natomiast druga miała również 3, ale wychowały się tylko 2.

Marlena Turczyńska

Zespół Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Krobi

Opiekun: Szkolne Koło PKE

***

Monografia populacji mniszka lekarskiego

Badania mniszka lekarskiego przeprowadziłam na łące znajdującej się niedaleko Pudliszek, przy drodze do Rokosowa.

Cechy populacji Liczebność może być określana jako ogólna liczba osobników (całkowita) - możliwe tylko w przypadku dokładnego określenia granicy występowania. Przyjmując łąkę jako miejsce badań, jest to niemożliwe do oznaczenia. Można zrobić szacunkowo - określając:

Zagęszczenie - wyznaczyłam na łące dziesięć pól o powierzchni 1m 2 ). Na pierwszym poletku było 51 roślin mniszka, na drugim - 54, trzecim - 48, czwartym - 54, piątym - 55, szóstym - 49, siódmym - 55, ósmym - 54, dziewiątym - 62, a na dziesiątym -58 - na 1m 2 występują średnio 54 rośliny.

Z aobserwowałam, że faza rozwoju była optymalna. W lipcu, tj. w okresie kwitnienia, roślina ta dominowała na całym terenie. Już na początku czerwca kwiatostanów było znacznie mniej, później można było spotkać tylko pojedyncze, kwitnące okazy.

Pokrywanie powierzchni (zwarcie) , to procent powierzchni zajętej przez wszystkie osobniki populacji danego gatunku na danej powierzchni. Liczbę roślin mniszka wyrażoną w procentach, w stosunku do reszty roślin, albo procent zajętej powierzchni przyjęłam "na oko", która wynosi ok. 60%.

Walor dynamiczny (szybkość rozprzestrzeniania się) - zauważyłam, że mniszek lekarski odznacza się dużą dynamiką rozprzestrzeniania się. Po przekwitnięciu kula puchu zawiera wiele owoców, które bardzo łatwo roznosi wiatr. Ich liczba zależy od wielkości owocostanu. Określając wielkość kul puchu przyjęłam następujące kryteria: za małe uznałam te o średnicy do 3 cm, średnie - 3-4 cm, duże - 5 cm i więcej. Na 30 owocostanów - małych było 8, średnich - 17, dużych - 5. Z tego wynika, że przeważa średnia wielkość kuli. Liczba nasion w poszczególnych owocostanach jest następująca:

•  mały - ok. 120 ziaren,

•  średni - ok. 130 ziaren,

•  duży - ok. 145 ziaren.

Mimo mniejszej zawartości ziaren w owocostanach średnich w porównaniu z dużymi, ich ogólna wydajność jest większa ze względu na ich przewagę ilościową.

Dynamika liczebnośc i na łące, gdzie jest on niszczony (tłumiony) przez wczesne wykaszanie, w ciągu roku była spadkowa

Wzrost liczebności jest spowodowany przez nawożenie, brak koszenia oraz umiarkowaną wilgotność. Ograniczenie liczebności wynika z wczesnego wypasu zwierząt i wykaszanie przed zakwitnięciem mniszka.

Rozmieszczenie - m niszek pospolity jest rozmieszczony losowo na całej łące.

Olga Musielak

Zespół Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Krobi

Opiekun: Szkolne Koło PKE

 

 

 

 

 

Ochrona płazów w mieście

Zazwyczaj jesteśmy świadkami destrukcyjnego oddziaływania człowieka na środowisko przyrodnicze. Wiele cennych ekosystemów uległo zagładzie bądź degradacji. Płazy należą

do zwierząt bardzo wrażliwych na antropopresję. Rozwój transportu kołowego przecina szlaki migracyjne do zbiorników wodnych, zasypywanie i zanieczyszczanie oczek wodnych uniemożliwia rozród, a chemizacja rolnictwa utrudnia żerowanie. Ponadto, wielu ludzi wrogo się do nich odnosi, mimo że są to zwierzęta niegroźne, a z punktu widzenia gospodarki człowieka niezwykle pożyteczne. Z tych powodów liczebność płazów maleje, zmniejsza się również na ogół liczba występujących gatunków na danym obszarze. W strukturze wiekowej poszczególnych populacji zauważalne są niekorzystne zmiany, na przykład coraz mniej jest osobników starych, o maksymalnych wymiarach.

Zdarza się jednak, że człowiek tworzy biotopy zastępcze, atrakcyjne dla niektórych gatunków płazów. W Poznaniu, u zbiegu ulic Klaudyny Potockiej i Kolejowej, w zbiorniku przeciwpożarowym herpetolog amator z PKE Rataje zauważył kijanki ropuchy zielonej oraz przeobrażone osobniki tego gatunku. Ropucha zielona jest zwierzęciem wybitnie lądowym, unika lasów, a preferuje tereny ruderalne, pola, ogrody, suche łąki. Na południowych krańcach zasięgu geograficznego, w Afryce Północnej , występuje na obszarach graniczących z pustynią.

Ta synatropijna populacja ropuchy zielonej prawdopodobnie żeruje na terenie leżącym między ulicami Roboczą a Kolejową, które można uznać za kulturową półpustynię ( kamieniste tereny między torami kolejowymi porośnięte są skąpą roślinnością trawiastą mogą pod wieloma względami przypominać sztuczną półpustynię lub step). Część osobników zapewne zamieszkuje ogrody działkowe przy ulicy Hetmańskiej. Brak naturalnych zbiorników wodnych na tym terenie jest jednym z najistotniejszych czynników ograniczających jej liczebność. Z tego powodu ochrona kijanek we wspomnianym zbiorniku wydaje się niezwykle ważna .

Z uwagi na stromy brzeg basenu przeciwpożarowego przeobrażone młodociane ropuchy miały trudności z opuszczeniem zbiornika i przypuszczalnie większość z nich skazana była

na śmierć. Członkowie PKE - Rataje, we współpracy z Zarządem Okręgu Wielkopolskiego podjęli działania na rzecz ochrony tych płazów. W pierwszych dniach sierpnia zostały wybudowane kładki, które powinny ułatwić młodym ropuszkom wydostanie się ze zbiornika. Ponadto, część osobników odłowiono i wypuszczono w "środowisko lądowe". Działania te były możliwe dzięki życzliwości Dyrektora Zakładu Taboru PKP, mgr inż. St. Janiaka. Mamy nadzieję że, za 3 - 4 lata część tych sympatycznych zwierzątek powróci do tego zbiornika by odbyć gody, względnie zasiedlą inny.

Na zakończenie warto zastanowić nad pytaniami: ile jest zbiorników przeciwpożarowych w Poznaniu, jakie jest ich znaczenie dla ekosystemów miejskich i jakie chronione zwierzęta w nich żyją ? Niestety, liczby zbiorników nie udało się ustalić i nie przeprowadziliśmy żadnych badań naukowych. Wiemy, że w podobnym basenie na Jeżycach, obecnie zasypanym, odbywała gody traszka zwyczajna. Z punktu widzenia ochrony przeciwpożarowej owe zbiorniki stają się coraz bardziej anachroniczne i wzrasta presja na ich likwidację. Uważamy, że na bezwodnych terenach zurbanizowanych stare, gospodarczo bezużyteczne baseny przeciwpożarowe mogą wielu zwierzętom służyć jako atrakcyjne biotopy zastępcze: miejsca rozrodu płazów i ewentualnie jako pojniki dla ptaków. Liczba ptaków zasiedlających dany teren również bywa limitowana przez brak dostępnej wody. Zachowanie i ochrona już istniejących sztucznych zbiorników i budowa nowych jest tak samo ważna dla ochrony przyrody, jak wieszanie budek lęgowych dla ptaków lub nietoperzy. Zachęcamy wszystkich Czytelników, zwłaszcza posiadaczy ogrodów, by wdrażali postulat ochrony bioróżnorodności poprzez zakładanie oczek wodnych, które będą przydatne dla zwierząt. Należy jednak pamiętać, że ptaki i płazy mogą bezpiecznie korzystać tylko z tych zbiorników, które nie mają stromego brzegu.

Danuta i Marek Zawadzcy

Koło PKE Poznań - Rataje

 

 

 

Z EKOLOGIĄ NA TY

 

Młodzież Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Krobi zainteresowana jest problemami związanymi z ochroną środowiska naturalnego, a swoje poglądy manifestuje nie tylko słowami, ale też czynami. W ubiegłym roku kalendarzowym uczniowie naszej szkoły, głównie Technikum Ochrony Środowiska, pośpieszyli na pomoc kasztanowcom białym. Uczestniczyli oni w akcji mającej na celu unicestwienie owada - szrotówka kasztanowcowiaczka oraz w pracach pielęgnacyjnych w parku, przy szkole. Przedsięwzięcia te, a także fakt, że nasi uczniowie zostali finalistami II Turnieju Ekologicznego na szczeblu wojewódzkim przyczyniły się do założenia Koła PKE działającego przy Zespole Szkół Ogólnokształcących i Zawodowych w Krobi.

Dnia 14 marca 2003 roku odbyło się pierwsze posiedzenie członków, na którym został uchwalony statut klubu. Młodzież wytyczyła sobie następujące cele:

•  pobudzanie świadomości ekologicznej społeczeństwa

•  promocja i popieranie kultury ekologicznej

•  humanitarna ochrona zwierząt

•  działanie na rzecz ochrony flory i fauny

•  ochrona naturalnych siedlisk roślin i zwierząt

•  zapobieganie degradacji środowiska

•  propagowanie zdrowego stylu życia

W celu realizacji powyższego programu, uczniowie zajęli się opracowaniem projektu dotyczącego monitoringu surowców wtórnych oraz badaniem stanu wód na terenie gminy Krobia. Zdajemy sobie sprawę, że racjonalna gospodarka odpadami wymaga zaangażowania całego społeczeństwa. Powinno to wynikać z perspektywicznych korzyści, których na ogół się nie dostrzega. Jeśli stłuczka szklana zostanie dostarczona do fabryki szkła, to na nowe wyroby zużyje się mniej piasku, mniej gazu ziemnego i energii elektrycznej. To samo dotyczy makulatury, złomu żelaznego, metali kolorowych czy tworzyw sztucznych - jeśli oczywiście nie wylądują one na wysypiskach, gdzie bezpowrotnie tracone są i jeszcze dodatkowo negatywnie oddziaływają na środowisko. Celem tego projektu jest mobilizowanie mieszkańców gminy do prowadzenia nowoczesnej i bezpiecznej gospodarki odpadami.

Członkowie Klubu Ekologicznego zdeklarowali się, że wykażą wszelkie zaangażowanie oparte na umotywowanych zasadach i aktywnych działaniach na rzecz ochrony środowiska.

 

Maria Jóźwiak, Iwona Piechocka

Koło PKE w Krobi

 

 

 

ZŁOTOWSKI ZWIERZYNIEC

 

 

 

Pomiędzy jeziorami: Miejskie i Zaleskie, w granicach administracyjnych miasta Złotów znajduje się obszar leśny o charakterze parkowym zwany Zwierzyńcem lub Zwierznikiem. Projekt przestrzenny parku jak i nadzór nad jego wykonaniem prowadził na początku XIX w. znany w Europie architekt krajobrazu i parków J.P.Lenne. Jego obszar to ok. 90 ha., a wiek drzewostanów wynosi od 107 do 187 lat, nie wliczając w to pomników przyrody.

 

Ciekawostką zaprojektowaną przez J.P.Lenne jest miejsce, w którym zbiega się osiem dróg, znane mieszkańcom Złotowa jako tzw. "Ośmiornica". Skomponowane prze architekta zbiorowiska roślinne stanowią dobrą bazę dydaktyczną, wymagającą jedynie oznakowania, opisania i wyeksponowania najważniejszych elementów. Właśnie w tym celu planuje się wykonanie ścieżek wraz z przystankami, które stanowić mają bazę do prowadzenia zajęć terenowych.

 

Wykonanie ścieżek obejmuje wyznaczenie tras oraz oznaczenie stanowisk dydaktycznych. Ich układ będzie oparty na pierwotnych założeniach parkowych, z wyeksponowaniem najważniejszych fragmentów. Działając wspólnie z Nadleśnictwem Złotów w ramach projektu "Park Zwierzyniec - dziedzictwo kulturowe i przyrodnicze" Koło PKE w Złotowie podjęło się opracowania projektu przystanków edukacyjnych.

 

Projekt opracowała koleżanka Adrianna Sobotka, przewiduje on 19 przystanków edukacyjnych:

  1. Budynek Nadleśnictwa Złotów - zarys historii "Zwierzyńca".
  2. Budowa warstwowa lasu.
  3. Wywrot-biocenotyczne funkcje martwych drzew.
  4. Leśna polana "Ośmiornica".
  5. Pole śmierci i naturalne odnowienie lasu.
  6. Światło w lesie.
  7. Dziupla i jej mieszkańcy.
  8. Szkodniki w lesie i walka z nimi.
  9. Mchy i porosty jako bioindykatory.
  10. Legenda "O krwawym dębie".
  11. Jezioro Miejskie.
  12. Amfiteatr.
  13. Roślinność litoralna czyli strefy brzegowej jeziora.
  14. Ujście rzeki Głomia zwane gardzielą lub paszczą.
  15. Bobry - szkodzą czy pożytkują.
  16. Budki lęgowe dla ptaków.
  17. "Żabi Staw"
  18. Odkrywka glebowa.
  19. Zioła i owoce leśne.

 

Oprócz ścieżki dydaktycznej i przystanków edukacyjnych projekt przewiduje ogrodzenie ( około 4 ha. parku ) w celu zgromadzenia rodzimych gatunków zwierząt. Znajdą się tam przedstawiciele zwierzyny grubej: dzik , daniel, jeleń, sarna, oraz drobnej: lis, jenot, dziki królik i inne. Zbudowana zostanie woliera dla ptaków. W zagrodzie znajdą schronienie zwierzęta chore, poszkodowane w wypadkach drogowych. W tym miejscu warto nadmienić że "Zwierzyniec" do 1869 roku był ogrodzony i trzymano w w nim daniele.

 

Nastąpi rozbudowa już istniejącego arboretum. Pierwsze zadrzewienia dokonano już w 2001 roku. Obecnie znajduje się tu blisko tysiąc sadzonek, w tym między innymi : 199 szt. różaneczników w osiemnastu odmianach, 90 szt. jałowców w dwudziestu czterech odmianach, 31 żywotników w jedenastu odmianach, 21 cisów w siedmiu odmianach, oraz 22 szt. cyprysików w dziewięciu odmianach.

 

W budynku Nadleśnictwa działa izba dydaktyczna tzw. "zielona klasa" bardzo dobrze wyposażona w pomoce dydaktyczne i eksponaty. Istotnym elementem "Zwierzyńca " jest jego wartość historyczna. Na podstawie materiałów archiwalnych i muzealnych planuje się odtworzenie i oznakowanie miejsc, które przez lata zaniedbane zniknęły lub są nierozpoznawalne. W tym miejscu staną tablice z zachowanymi zdjęciami i rycinami. Niewielka część obiektów będzie możliwa w przyszłości do odtworzenia.

 

Wszystko wskazuje na to , że złotowski "Zwierzyniec" odzyska swój pierwotny charakter i znaczenie oraz że będzie nadal służył mieszkańcom miasta jako obiekt rekreacyjny i dydaktyczny.

 

 

 

Antoni i Mirosław Szumińscy

Koło PKE w Złotowie